• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wykuwane z męki

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 14/2014

    dodane 03.04.2014 00:15

    Sztuka sakralna. Jeszcze trwa Wielki Post, lecz dzięki pracy artystów kiełkuje już ziarno zmartwychwstania. Zmęczenie przy pracy zwiastuje radość z powstającego dzieła.

    Tarnów. Kościół bł. Karoliny to największa świątynia w diecezji tarnowskiej. Kościół – pomnik wizyty Jana Pawła II w 1987 roku i beatyfikacji Karoliny Kózkówny. Przez długie lata w prezbiterium świątyni wisiał obraz beatyfikacyjny męczennicy z Wał-Rudy, ale kilka miesięcy temu na jego miejscu pojawił się ogromny krzyż wykonany z kolorowych kamiennych płytek. W centrum krzyża złota mozaikowa gloria. – Na tej głównej ścianie pojawi się figura Chrystusa zmartwychwstałego. Będzie miała wysokość ponad 6 metrów. Towarzyszyć jej będą dwie grupy mniejszych postaci, świadków zmartwychwstania: trzech niewiast idących do grobu oraz dwóch apostołów: Jana i Piotra. Z kolei na ścianach bocznych, bliższych ludziom, pojawią się figury świętego wkrótce Jana Pawła II i bł. Karoliny, współczesnych nam świadków męki, śmierci i zwycięstwa Jezusa – wyjaśnia ks. prał. Stanisław Dutka, proboszcz par. bł. Karoliny w Tarnowie. Pomysł, by tak zaaranżować wystrój wnętrza kościoła, zrodził się już na samym początku, jeszcze w trakcie budowy. – Najpierw pojawił się stół ołtarzowy, a pod mensą szkicowe przedstawienie niszy grobowej i postacie dwóch aniołów, z których jeden wskazuje dłonią w dół, na pusty grób, a drugi w górę, tam, gdzie pojawi się figura Chrystusa. Następnie tabernakulum. Na froncie drzwi umieściliśmy scenę z Emaus. Tak więc całość przedstawia najważniejszą prawdę naszej wiary, paschę Chrystusa, który przeszedł przez mękę, śmierć na krzyżu, grób, który z nami pozostał w Eucharystii i jest z nami jako zmartwychwstały aż do końca świata – dodaje ks. Dutka.

    Historia zbawienia

    Wojnicz. Niewielki murowany ceglany dom przy starej „czwórce”. Skromnie wyglądającego domu nie kryją jeszcze wijące się liście dzikiego wina. Ale w środku – inny świat… Pan Marek Benewiat przyjmuje gości w białym fartuchu. Przez sień prowadzi do dużej sali, gdzie wzrok przykuwa najpierw prawa ściana zabudowana półkami, na których siadły gipsowe modele rzeźb i płaskorzeźb, głowy Chrystusa, Matki Bożej, świętych, sceny pierwszego grzechu, wypędzenia z raju, zwiastowania, narodzin i śmierci Jezusa… cała historia zbawienia. Mimo chłodnej pogody na zewnątrz w sali jest ciepło za sprawą metalowego piecyka na drewno… Pan Marek zaprojektował kompleksowe wyposażenie prezbiterium kościoła bł. Karoliny w Tarnowie. – Pierwsza faza to były rysunki, szkice ad hoc, bezpośrednie. Potem szukanie w tym wszystkim ruchu, jakiejś atmosfery między postaciami. Następnie rysunki są coraz bardziej precyzyjne, szczegółowe. Pojawiają się na nich dokładniej ujęty ruch, atrybuty. Trzecim etapem jest jeszcze rysunkowy projekt całej ściany ołtarzowej z uwzględnieniem kolorów, proporcji między płaszczyznami ścian a postaciami – opowiada pan Marek.

    Z gliny i gipsu

    Całościowy projekt musi zatwierdzić kurialna komisja ds. sztuki sakralnej. Kiedy zgoda zostanie wyrażona, można przystępować do dalszych prac. – Model Chrystusa wykonałem w skali 1: 5, modele świętych – 1: 3. Najpierw robię je z gliny. W trakcie pracy ogólne ustawienie rzeźby pozostaje, ale niuanse w ujęciu ruchu pojawiają się później. Kolejnym etapem jest odlewanie w gipsie. Powstaje najpierw negatyw rzeźby, a potem jej pozytyw, który zostaje wycyzelowany, zretuszowany i przekazany do wykucia w drewnie – wyjaśnia pan Marek. Na każdą rzeźbę trzeba kilkudziesięciu kilogramów specjalnej gliny, dość rzadkiej na naszych terenach, kiedyś dostępnej w zakładzie ceramicznym w Łysej Górze, a teraz przywożonej aż z Dolnego Śląska. Dalej dobrej jakości niemieckiego gipsu. – Na jeden model przypadało go ze trzy, cztery worki. Materiału w sumie nie idzie tak dużo, ale jest drogi – mówi pan Marek. Ma za sobą kilkadziesiąt większych i mniejszych realizacji w kościołach w całej Polsce. Jednak ta tarnowska, w kościele bł. Karoliny jest największa.

    Leśne lipy

    Las. Ideą projektanta było przeniesienie zamierzonego pomysłu z form gipsowych w drewno, delikatnie polichromowane i złocone, żeby nie zatracić jego widoku i faktury. Ale do realizacji planu potrzeba kilkadziesiąt kubików drewna. I to lipowego. Najlepiej z lip rosnących w lesie, ponieważ te przydrożne mają większą swobodę wzrostu i już od najmłodszych lat wypuszczają gałęzie, a gdzie gałęzie, tam i sęki. Więc lipy muszą być z lasu, gdzie pną się w górę. – Na początku miałem zebranych osiem kubików, ale z tego udało się wybrać tylko cztery. Bo trzeba wiedzieć, że z takiego jednego foszta odcina się część zewnętrzną i wewnętrzną, gdyż drewno lipowe lubi się psuć od środka. Proszę więc sobie wyobrazić, ile potrzeba materiału! – mówi ks. Dutka. Do wykonania korpusu Chrystusa już zostało zużytych 7 kubików drewna, a w sumie pójdzie 15. Z kolei na wykonanie pozostałych rzeźb w prezbiterium – 35, nie mówiąc o postaciach św. Jana Pawła II i bł. Karoliny. – Droga do ostatecznego efektu jest więc bardzo długa – przyznaje ks. proboszcz. Jej następnym, po projektowaniu, etapem jest „wykuwka” w drewnie. Tego dzieła podjął się Kazimierz Klimkiewicz z Tarnowa-Krzyża.

    Odkrywanie oblicza

    Krzyż. Az trudno uwierzyć, że w spokojnej dzielnicy jednorodzinnych domków powstaje największa w diecezji rzeźbiarska kompozycja ołtarzowa. W jednym z pokoi pracowni urządzono warsztat stolarski, gdzie lipowe foszty są specjalnie klejone, tak mocno, że według pana Kazimierza drewno może pęknąć w słojach, lecz nie w miejscu sklejenia. W takiej masie dopiero będzie się odkrywać oblicze i tors Chrystusa. Najpierw trzeba przenieść wymiary modelu z gipsu na drewniany blok. Pracownia pana Kazimierza wygląda trochę jak sala operacyjna, gdzie za pomocą linijek, suwmiarek i ołówków dokonuje się przemiana jednej rzeźby w drugą. Różnice w wielkości widać dopiero z balkonu.

    Z prawej odlew wykonany przez Marka Benewiata, z lewej potężny blok drewna, z którego wyłaniają się już twarz, falujące włosy i muskularny tors. Miesiąc wcześniej twarz Jezusa była podobna do głów z Wyspy Wielkanocnej, ale teraz widać już podobieństwo do gipsowego pierwowzoru. – Na Akademii Sztuk Pięknych studiowałem w zasadzie projektowanie form przemysłowych, ale miałem tam już kontakt z rzeźbiarzami Wincentym Kućmą i Czesławem Dźwigajem. A później lata pracy, zbierania doświadczeń. Zacząłem się zajmować wystrojem kościołów od 1983 roku. Przez pierwsze lata uczyłem się od prof. Chromego z Krakowa, który projektował ołtarz w kościele św. Maksymiliana w Tarnowie oraz w kościele w Niedomicach. On robił projekty gipsowe, a ja realizowałem je w drewnie. To była dla mnie prawdziwa szkoła – mówi pan Kazimierz.

    Rzeźbienie jak nawrócenie

    Do tej pory wykonał około 20 ołtarzy głównych w całości lub we fragmentach. A teraz przed nim największe dzieło. – Do tej pory nie miałem do czynienia z taką wielkością formy. Największą trudność stwarza skala przedsięwzięcia, bo sama figura Chrystusa będzie ważyła około tony. Mogą być problemy z obracaniem figury – frasuje się pan Kazimierz. Nie da się też używać maszyn, które służyły do wcześniejszej obróbki drewna. Pozostaje żmudna praca ręczna, taka jak przez wieki, za pomocą bardzo tradycyjnych technik i narzędzi. – Dłuta mam i ze Szwajcarii, i z Japonii, ale najbardziej sprawdzają się te od pana Zdzisława Schaba z Tarnowa – dodaje pan Kazimierz. Drewno lipowe jest miękkim materiałem i jednocześnie w swej strukturze monolitycznym, ale ma dużo wad, sęków, przebarwień… – To wszystko trzeba usunąć, oczyścić, wyciąć, żeby zostało to najcenniejsze i najpiękniejsze drewno – dopowiada rzeźbiarz. Zupełnie jak w codziennym życiu, a zwłaszcza teraz, w Wielkim Poście, kiedy trzeba i warto się natrudzić, by męka Chrystusa i osobisty wysiłek przyniosły owoce nowego życia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół