• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kolaż z babcią

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 18/2014

    dodane 01.05.2014 00:15

    Patrząc, jak działa klub seniora w tarnowskiej parafii św. Maksymiliana, warto się zastanowić, dlaczego takich miejsc mamy mało w diecezji.


    Kiedy budowaliśmy kościół, było nas, parafian, 3200, teraz zostało 1700, w większości starszych. Pomyślałem, że warto zrobić bezpieczne miejsce przy parafii, aby mogli przyjść, posiedzieć, pogadać – tłumaczy organizator Twórczego Klubu Seniora Andrzej Trybulski.


    Jak rodzina


    Działają od października 2013 roku. Spotykają się raz w tygodniu w sali parafialnej na zajęciach plastycznych. – To wynika z tego, że ja jestem architektem, Jurek Ruszel artystą plastykiem, więc znamy temat i możemy to poprowadzić – tłumaczy A. Trybulski. Dziś zajęcia z kolażu i patchworku. Pod rękami 60-, 70-, 80-latków powstają interesujące kompozycje. – Przed Bożym Narodzeniem lepiliśmy rzeźby z masy solnej. Później próbowaliśmy malarstwa na szkle. Co tydzień mamy inną technikę. Parę zdań wprowadzenia i warsztaty. Efekty są naprawdę imponujące – mówi Jerzy Ruszel. Zajęcia plastyczne, a właściwie materiały, kosztują, więc udało się zdobyć środki z Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. – Poza tym wszystko kręci się dzięki pasji, wielkiemu sercu, zainteresowaniu naszych uczestników. Jest duża radość, i o to nam chodziło. Jesteśmy trochę jak duża rodzina, wszyscy się poznaliśmy, jesteśmy ze sobą na „ty”, świętujemy na wzajem swoje imieniny. Wspaniale! – dodaje Trybulski.


    Pokonali bariery


    Izabela Skalska trafiła tu zachęcona przez proboszcza, ks. Grzegorza Rzeźwickiego. – Dużo szydełkuję, więc lubię takie manualne prace. Spotyka tam koleżanki jeszcze ze szkoły średniej. Lata nie widywałyśmy się, bo były dzieci, potem wnuki, teraz mamy czas dla siebie – mówi. Zuzanna Hajdo jest aktywną seniorką. Przez 3 lata korzystała z wykładów Uniwersytetu III wieku. – Zawsze miałam jakieś zacięcie ku aktywności artystycznej, ale nie doczekałam się na uniwersytecie takich warsztatów, to przyszłam tutaj. Nie żałuję – tłumaczy. Zajęcia są co wtorek o 11.00. Pora w sam raz. – W naszej, prawie 30-osobowej grupie ponad 20 osób ma powyżej 70 lat. Wieczorem trudno im wyjść z domu, bo trzeba czasem wcześniej się położyć, zażyć leki, to nie jest czas na zajęcia, dlatego spotykamy się w południe – mówi Andrzej Trybulski. Prace, które powstały na zajęciach klubu, były już wystawiane w paru miejscach. – Tworząc, pokonują bariery wstydu, niemożności. Okazuje się, że senior w sędziwym czasem wieku może, jako zupełny amator, zawstydzić młodych. Oni sami są tym zaskoczeni, że im wychodzi, że im samym to się podoba – dodaje Jerzy Ruszel.


    Nie można się oderwać


    Stanisława Motak ma 77 lat, jest emerytowaną pielęgniarką. – Karta informacyjna moich chorób, jakie mam, to gruba książka. Ja tu zapominam o chorobie. Ja tu przychodzę i tu jestem zdrowa. To jest odprężenie nie tylko psychiczne, ale i fizyczne. Posiedzę, popracuję, z przyjaciółmi porozmawiam. Poza tym nie siedzi się w domu i nie chodzi od okna do okna, bo czasem co innego staruszkom pozostaje? – uśmiecha się pani Stanisława. Przyznaje, że zaraziła się malowaniem, tworzeniem. – Jak mówiliśmy w rodzinie, że chodzimy z dziadkiem na zajęcia, to byliśmy obiektem żartów – zauważa. Ale przestali się śmiać, jak widzieli efekty. Nie tylko te na płótnie. Na zajęcia chodzi z mężem. Antoni ma 85 lat. – Był ślusarzem, całe życie montował turbiny elektryczne. Nie mogłam go wyciągnąć, bo mówił, że ma ciężką rękę, spracowaną, gdzie mu tam do sztuki. Dziś go nie można oderwać od tego – przyznaje Stanisława. Od kolażu, malarstwa, małej rzeźby, rysunku. Od życia.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół