• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Brama do nieba

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 24/2014

    dodane 12.06.2014 00:15

    Jest pod górkę, trzeba się namęczyć, bolą nogi i plecy, przemaka ubranie, ale na szczycie to jest radość. Chodzenie w góry jest jak droga do raju.

    Od dziewiętnastu lat w góry wychodzi młodzież z KSM. Właśnie zakończył się Rajd KSM po Beskidzie Sądeckim im. ks. Walentego Gadowskiego.

    Mokre buty

    Drużyna z KSM z par. bł. Karoliny w Tarnowie zaczęła w piątek rano. – Pierwszego dnia na Obidzę, potem Rogacz, Niemcową i do Piwnicznej. W sobotę poszliśmy na Halę Pisaną i Halę Łabowską i z powrotem – opowiada Klaudia Gucwa. Dwie ładne trasy. – W piątek padało, więc buty przemokły, zrobiło się zimno, a temperatura spadła w którymś momencie do 4 stopni Celsjusza – mówi Gabriela Marchwicka z karolińskiej drużyny. W rajdzie, który jest właściwie złazem, bo każda grupa zaczyna, gdzie chce, ale kończy od dwóch lat w Piwnicznej, w ośrodku „Beskid”, wzięło udział 130 młodych ludzi. – Jestem drugi raz na rajdzie. Spodobało mi się i pójdę znów – uśmiecha się Janek Maślanka z KSM w Pustkowie-Osiedlu.

    Zdobywać szczyty

    Po piątkowych i sobotnich eksploracjach Beskidów wieczorem schodzą do bazy. – Poprzez piękno gór można się zbliżyć do Boga. Młodych udaje się także zaktywizować. To jest dziś wyzwanie, by wyjść na 3 dni w góry, bez internetu, bez dobrego zasięgu w komórce, chodzić po błocie i mieć z tego satysfakcję. Ale to się udaje – mówi Marcin Świądro ze sztabu turystycznego diecezjalnego KSM. Kuba Bauer z Paszczyny, chodzący z KSM w Pustkowie, mówi, że rajd to znakomita okazja, żeby się zgrać w grupie i poznać. – Okazuje się, że w KSM są sami fajni ludzie i innych nie ma – podkreśla. Gabi Marchwicka przyznaje, że w domu byłoby cieplej, wygodniej. – Ale tu jest ekipa, tu są inni, tu robię coś dla siebie i grupy – mówi. Ania Gonciarz też docenia chodzenie w góry, choć robi to po raz pierwszy. – Chodzi o to, by zdobywać szczyty. Człowiek staje się silniejszy, trzeba przekroczyć siebie, pokonać słabości, w grupie umacniamy relacje i więzi – kiwa głową. – Ludzie, którzy chodzą w góry, na pewno czegoś chcą od życia. Lubią stawiać sobie wymagania. Podoba mi się to – rozwija swoją myśl Kuba Bauer.

    Trzeba się natrudzić

    Na zakończenie rajdu w bazie jest Msza św., ale zanim młodzi przystąpią do ołtarza, odbywają się konkurs turystyczno-religijny i prezentacje grup. Najliczniejsza jest drużyna z Żyrakowa. 26 osób z opiekunami. – Zabieramy i kaesemowiczów, i młodszych, którzy przyglądają się tej grupie. Niech widzą, że w Kościele można być nie tylko na kolanach, że Boga można wielbić wędrówką, piosenką, śpiewem przy ognisku, we wspólnocie – mówi Barbara Zielińska, jedna z opiekunek żyrakowskiej grupy. Konkurs wiedzy pozwala wyłonić zwycięską drużynę. Trzeba dobrze znać Beskid Sądecki, tematykę Światowych Dni Młodzieży, pochwalić się apteczką, którą drużyna cały czas ma przy sobie, i fajnie, ciekawie, twórczo się zaprezentować. Rajd wygrała drużyna KSM z par. św. Kazimierza z Nowego Sącza, przed KSM Piwniczna-Zdrój i KSM Pustków-Osiedle. – Każdy człowiek ma własną bramę, którą wchodzi w nieskończone przestrzenie nieba. Dla niektórych są nią góry. Żeby niebo osiągnąć, trzeba się natrudzić – mówi ks. Krzysztof Czech, twórca rajdu, dziś proboszcz w Piwnicznej-Zdroju. Kto idzie w góry, jest bliżej nieba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół