• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kwaśny z "Pileckim" w Millennium

    Beata Malec-Suwara

    dodane 06.10.2015 13:50

    Herb rodowy rotmistrza to Leliwa - herb Tarnowa, a odtwórca jego roli to aktor rodem z Tarnowa.

    4 października w kinie „Millennium” w Tarnowie odbyła się projekcja filmu "Pilecki” w reżyserii Mirosława Krzyszkowskiego, a po nim spotkanie z Marcinem Kwaśnym, z pochodzenia tarnowianinem, odtwórcą tytułowej roli.

    Aktor mówił o związkach Pileckiego z Tarnowem, początkach swojego aktorstwa i o rodzinie.

    - To spotkanie ma dla mnie olbrzymie znaczenie. Tu się urodziłem, tu się wychowałem, tu nadal ładuję akumulatory. Przy okazji mogę zobaczyć się także z moją rodziną, która licznie zasiadła dzisiaj wśród kinowej widowni - mówi Marcin Kwaśny.

    "Pilecki" to polski fabularyzowany dokument przedstawiający historię rotmistrza Witolda Pileckiego od czasów jego młodości, poprzez działania w czasie II wojny światowej, aż do uwięzienia i śmierci w maju 1948 roku. - Widziałem ten film tylko dwa razy i wystarczy. Zbyt wiele emocji mnie to kosztuje. Najbardziej dotyka ta niesprawiedliwość, jak człowiek tak bardzo zasłużony mógł zostać potraktowany przez komunistów jak bandyta - wyznaje aktor.

    Witold Pilecki swoje życie poświęcił walce ze zbrodniczymi dyktaturami XX wieku - niemieckim narodowym socjalizmem i sowieckim komunizmem. Był okrutnie torturowany i ostatecznie w 1948 roku zastrzelony w tył głowy na Rakowieckiej. Pochowano go w bezimiennym grobie i do dzisiaj nie odnaleziono jego ciała.

    Marcin Kwaśny w czasie spotkania z tarnowianami nawiązał do związków, jakie łączą Pileckiego z Tarnowem. Jak się okazuje, herb rodowy rotmistrza to Leliwa - herb Tarnowa. Ponadto Pilecki znał ludzi z pierwszego transportu polskich więźniów politycznych do KL Auschwitz, jaki się odbył - jak wiemy - z Tarnowa. Poznał się wtedy m.in. z Marianem Kołodziejem, plastykiem i scenografem.

    Aktor wspominał także swoje początki na scenie, jeszcze tej tarnowskiej. Mając 15 lat, zagrał ze studentami w sztuce "Rozdroże miłości" Jerzego Zawieyskiego. Na jedno z przedstawień przyszli klerycy z seminarium, żeby je nagrać. - Włączyli lampę i jej światło tak mnie oślepiło, że nie zobaczyłem, gdzie kończy się scena. Mówiąc monolog, spadłem z niej na jakąś korpulentną panią, która wtedy powiedziała, że jeszcze żaden aktor na nią nie spadł. Koledzy się śmiali, że lecę na starsze panie, a do mnie jak echo wracało, że ktoś mnie nazwał aktorem - opowiadał Kwaśny.

    Film o rotmistrzu Witoldzie Pileckim można zobaczyć jeszcze dzisiaj (o 18.00) i jutro (o 16.00) w kinie "Millennium" w Tarnowie-Mościcach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół