• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Polska na całe życie

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 46/2016

    dodane 10.11.2016 00:00

    Kiedyś Piłsudski ćwiczył młodzież do walki o wolną Polskę pod przykrywką szkolenia strzelców sportowych. Dziś nie potrzeba przykrywki. Ale czy potrzeba „Strzelca”?

    Jarosław Urbański uczy informatyki w I LO w Dębicy. – Było to już jakiś czas temu, kiedy mój znajomy powiedział mi o „Strzelcu” i jego idei oraz skontaktował mnie z dowództwem w Rzeszowie. Zacząłem tworzyć jednostkę w Dębicy. Jestem nauczycielem, lubię pracę z młodymi, a patriotyzm i działalność proobronna są mi bliskie, więc podjąłem się tego – mówi. Reaktywacja jednostki strzeleckiej w Dębicy odbyła się w 2008 roku.

    „Strzelec” zaś został założony w Dębicy już w roku 1911. – Piłsudski w Galicji zaczął tworzyć organizację paramilitarną, pracować z młodzieżą, szkolić ich wojskowo, by – kiedy nadejdzie czas – młodzi byli przygotowani do sięgnięcia po broń i walki o niepodległą Polskę – opowiada ks. Albert Adamczyk, wikariusz z Pustkowa Osiedla, także „Strzelec”. W Dębicy ponad 100 lat temu dowódcą był Tadeusz Münnich, nauczyciel miejscowego gimnazjum. Gdy Piłsudski wezwał strzelców do Krakowa, on także poszedł i wraz z innymi wyruszył z Oleandrów na Kielce. – Strzelcy byli fundamentem legionów Piłsudskiego. Potem stanowili kwiat wojska II Rzeczpospolitej, że tylko wspomnimy generałów Sosnkowskiego i Maczka – dodaje ks. Albert.

    300 nowych

    Minęło wiele lat, ale idee się nie zmieniły. Chorąży Związku Strzeleckiego Jarosław Urbański, dowódca dębickiej jednostki 2017 Związku Strzeleckiego „Strzelec” Józefa Piłsudskiego, mówi, że są nimi nadal przygotowanie do działań w formacjach mundurowych i wychowanie patriotyczne. Organizacji strzeleckich jest jednak kilka w całej Polsce. Realizują te same idee, choć różnią się drobiazgami. – Ruch strzelecki jest podzielony. To efekt tego, że nikt nie miał w 1989 r. kontaktów w całej Polsce, nikt tego nie koordynował i kiedy na bazie lokalnej tradycji zaczęły powstawać jednostki, związki strzeleckie, to powstało ich kilka. Tak zostało do dziś – mówi. ZS „Strzelec” Józefa Piłsudskiego jest jednym z silniejszych i liczniejszych na południu Polski. Bardzo znaczący jest również ZS „Strzelec” Organizacja Społeczno-Wychowawcza. Daleko jednak im wszystkim do czasów II RP. – Wtedy strzelców było pół miliona – przypomina ks. Albert. A dziś? – Odpowiem tak: 7 marca w Rzeszowie nowi strzelcy z naszej organizacji składają przyrzeczenia. Każdego roku jest ich 300–400 – mówi Jarosław Urbański.

    O coś tu idzie

    Kim dziś są strzelcy? Alicja Urbańska, tegoroczna maturzystka, do „Strzelca” należy od 2 lat. Wiktoria Kurcz jest w organizacji od kilku miesięcy. Chodzi do II klasy liceum. Są i studenci. Alicja jest córką chorążego Jarosława Urbańskiego. Czyżby nie miała wyjścia? – Wstąpiłam całkiem dobrowolnie i z własnej inicjatywy. Mój brat w strzelcach na przykład nigdy nie był – tłumaczy. Po co jest w „Strzelcu”? – Widziałam strzelców, jak uczestniczyli z dumą i namaszczeniem w uroczystościach narodowych. Dla mnie to było godne podziwu, było świadectwem patriotyzmu, jakąś formą służby Polsce, dowodem na pamięć pokoleń. O coś musi chodzić, kiedy młody człowiek zakłada mundur i czasem stoi 2, 3 godziny w szyku na patriotycznej uroczystości – mówi Alicja. Wiktorię namówili znajomi. Sama chodzi do klasy mundurowej liceum w Pustkowie-Osiedlu. – Mówili, że to ciekawe przeżycie, że trzeba spróbować. Spróbowałam i jestem – uśmiecha się ładna dziewczyna w wojskowym moro. Ks. Albert Adamczyk, noszący w ZS „Strzelec” stopień drużynowego, mówi, że dla młodych jest to także przygoda – wymagająca, co prawda, ale fajna. W jego plutonie jest obecnie 18 osób. Kilkanaście przygotowuje się do złożenia przyrzeczenia. Wśród pełnych zapału strzelców jest Darek Różak. – Można się rozwijać, sprawdzić, ćwiczyć charakter, odpowiedzialność, umiejętności strzelania, zdolności taktyczne – mówi. Chłopakom podoba się to, że to takie miniwojsko, że jest hierarchia, że można awansować. – Wiedzą jednak jedno: że kolejny stopień to nie zaszczyt, ale większa odpowiedzialność i większa służba – dodaje chorąży ZS Jarosław Urbański.

    Tłuczemy musztrę

    „Strzelec” potrzebny jest młodym. – Zbiórki? Mamy dużo musztry. To nie jest straszne – zapewnia Wiktoria. – To szkoła charakteru. Tłuczemy to czasem godzinami. Nie wychodzi? To od nowa. Strzelcy uczą się przez to cierpliwości, solidności, odpowiedzialności za resztę, bo jeden się pomyli, a powtarza całość – mówi ks. Albert. Ale jak już wyćwiczą... Wspominają niektórzy, że kiedy na uroczystościach patriotycznych spotykają się z kombatantami, to widzą, jak starsi ludzie płaczą, widząc młodych ludzi w mundurach. Nawet przez wzgląd na nich, nie można musztry porzucić. – Poza tym stałe ćwiczenia to trenowanie strzelania. Oswojenie z bronią, elementy taktyczne szkolenia wojskowego, tężyzna fizyczna, biegi na orientację, pierwsza pomoc przedmedyczna. Wszystko to, czego uczymy się w ciągu roku, ulega weryfikacji na poligonach, na które wyjeżdżamy każdego roku – zapewnia chorąży Urbański. W sumie praca wychodzi chyba nieźle, bo strzelcy z JS 2017 w Dębicy są nagradzani na zawodach organizowanych przez wojsko. – Oni w „Strzelcu” dojrzewają. Stają się ludźmi z charakterem, którym o coś w życiu chodzi, którzy są świadomi własnej i narodowej tożsamości – uważa Sławomir Słyś, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych w Pustkowie Osiedlu.

    Trzeba poświęcić

    Strzelec też od młodych dużo wymaga. – Jako dziewczyny, chodząc w mundurze, nie możemy mieć rozpuszczonych włosów. Nie możemy mieć ciężkiego makijażu, lakieru na paznokciach – wymienia Alicja. Wiktoria mówi, że chodzenie w ciężkich butach nie należy do przyjemności, podobnie jak wielogodzinne stanie w niezbyt wygodnych mundurach. Sławomir Słyś mówi, że czasem żal mu młodzieży, która, choć ciemno i zimno, zostaje po lekcjach na dodatkowe zajęcia. – Poświęcają na to wiele własnego wolnego czasu. Ale robią to chętnie, także dla innych – dodaje. Zawsze obchodzą wszelkie patriotyczne i narodowe uroczystości. – Od końca sierpnia nie było jeszcze wolnej niedzieli. Zawsze gdzieś jedziemy, w czymś uczestniczymy. Bo kultywowanie tradycji i pamięć o historii to fundament wychowania patriotycznego – mówi Jarosław Urbański. I teraz wisienka. Za to wszystko młodzi albo ich rodzice muszą zapłacić. – W zeszłym roku dostaliśmy na całą jednostkę 30 mundurów. W tym roku przydałoby się kolejnych 20, ale na razie nie ma szans – mówi dowódca. Więc rodziny ponoszą koszty. – Mama mi kupiła mundur. Z butami, pasem i beretem to kilkaset złotych – pokazuje Wiktoria. Jednak warto. Dziś trudno pomyśleć jej, że mogłaby zostawić mundur. Co z sukienkami? – Są na inne okazje – uśmiecha się.

    Dobra odpowiedź

    Komu potrzebny jest „Strzelec”? – Nie czekamy na wojnę. Nie chcemy jej, ale organizacja przygotowująca do zadań wojskowych, wychowująca w duchu poświęcenia i troski o ojczyznę jest potrzebna – mówi chorąży Urbański. W „Drużynie Pierścienia” jest scena, kiedy obrońcy miasta miotają się, są przygnębieni, mają w oczach strach i śmierć. Kiedy przybywają posiłki, wchodzi w szyku wyszkolony oddział, morale podnosi się i nadzieja wraca w serca obrońców. Strzelcy są potrzebni. – Jesteśmy do dyspozycji lokalnego społeczeństwa – mówi ks. Albert. W tym roku Nowy Sącz nagrodził Tarczą Herbową swoją jednostkę 2006 Związku Strzeleckiego „Strzelec” Organizacja-Społeczno Wychowawcza. – Wszyscy pamiętamy udział jednostki w pomocy podczas powodzi w 1997 r., 2001 r., 2010 roku. To są chłopcy zawsze stawiający się na wezwanie, zawsze niezawodni – mówił wiceprezydent Wojciech Piech. Kiedy trzeba było przeładować worki z piaskiem o 3.00 w nocy, strzelcy po jednym telefonie stawili się w pół godziny na miejscu. – „Strzelcy” są odpowiedzią na degrengoladę, która coraz częściej wkrada się do życia społecznego w Polsce – dodaje Wojciech Piech. „Strzelec” wreszcie potrzebny jest Polsce. Rząd zdecydował o tworzeniu Wojsk Obrony Terytorialnej, które będą uzupełnieniem wojsk operacyjnych. W czasie kryzysu militarnego mają działać antydywersyjnie i antyterrorystycznie. W czasie pokoju skupić się na ćwiczeniach. – Mają też wzmacniać patriotyczny fundament Sił Zbrojnych – mówi dr Grzegorz Kwaśniak z MON. Do WOT mają szanse wejść całe jednostki organizacji proobronnych. W tym „Strzelca”.

    Dobro Polski ponad wszystko

    Wiktoria Kurcz w marcu złoży przyrzeczenie. Alicja Urbańska uczyniła to dawno temu. – W przyrzeczeniu jest mowa o tym, że będę bronić ojczyzny do ostatniej kropli krwi, a dobro Polski będzie ponad wszystko – mówi. Sama przyznaje, że mniej interesują ją strzelanie, rzut granatem czy inne dyscypliny wojskowe, a bardziej historia, patriotyzm rozumiany jako kultywowanie zbiorowej pamięci. – Nie wiem, jak długo będę w „Strzelcu”, ale przyrzeczenie składa się raz i jest ważne do końca życia – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół