• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dwa kroki przed

    dodane 20.04.2017 00:00

    Gotowy jest już statut Liturgicznej Służby Ołtarza Diecezji Tarnowskiej.

    W tej chwili jest w konsultacjach kurialnych – mówi ks. dr Grzegorz Rzeźwicki, diecezjalny duszpasterz LSO. Jak informuje Robert Bryg z diecezjalnego zarządu LSO, statut porządkuje kwestię funkcjonowania służby w diecezji tarnowskiej. Zatem liturgiczna służba ołtarza wyprzedza poniekąd synod, który zapewne także zająłby się tą sferą funkcjonowania Kościoła.

    – Cieszymy się, że mamy gotowy dokument, bo mógłby się on stać przedmiotem dyskusji w komisjach i grupach synodalnych, szczególnie w parafiach – wyraża nadzieję Artur Gondek, prezes LSO Diecezji Tarnowskiej. Statut, jak mówi ks. Rzeźwicki, zakłada parę zmian. Niektóre już zostały wprowadzone w życie, jak choćby umocowanie dekanalnych ceremoniarzy. Dokument jest odpowiedzią na wyzwania współczesności. – Jednym z nich jest odpływ chłopaków ze służby. 12 lat temu, gdy zaczynałem, było nas 70. Teraz jest 40. To solidni ministranci i lektorzy, ale jest nas wyraźnie mniej – mówi Sebastian Sitko, ceremoniarz z Czarnej Tarnowskiej. Innym wyzwaniem jest ścisła współpraca z rodzicami w ramach parafialnej LSO. – Znam osobiście ojca nawróconego przez swojego syna, którego przywoził na zbiórki. Obecność chłopców przy ołtarzu, w mniejszym czy większym stopniu, bardziej lub mniej zauważalnie, wpływa na rodzinę, na rodziców, czasem na rodzeństwo – zapewnia Artur Gondek. Dodaje, że często służba chłopaków przy ołtarzu otwiera rodzinę na rzeczywistość Kościoła. Dlatego proponuje się radę rodziców bądź funkcję przewodniczącego czy prezesa LSO dla rodzica. – Ceremoniarze i animatorzy liturgiczni zatroszczą się o asysty, o zbiórki, wesprą księdza opiekuna w pracy z chłopakami, a rodzice mogliby pomagać i wspierać chłopców w sprawach organizacyjnych, przeprowadzeniu opłatka, ogniska, wycieczki, pielgrzymki etc. I być z nimi, towarzyszyć im – dodaje Artur Gondek. Bo obecność rodziców to także sygnał dla ministrantów, że starszym zależy na nich i na służbie, którą podejmują. Inna sprawa, że w wielu parafiach to już funkcjonuje. Z Przyszowej ks. Łukasz Kaźmirek na turniej do Dębicy przyjechał z opiekunami, którymi byli rodzice chłopaków. – Gdyby było trzeba 5 rodziców więcej, to wiem, że chętnie sami by się zgłosili. Skąd ta pewność? Sprawdziłem. Jak się z chłopcami pracuje regularnie, rzetelnie, poświęca się im czas, nie tylko w kościele, ale także w hali czy w plenerze, to rodzice sami się włączają – mówi. Tej regularnej pracy w parafiach sprzyjać ma wprowadzenie przez statut jednolitego programu formacyjnego. – Według stopni KDSL. Jeden rok to jeden stopień, od aspiranta do ceremoniarza. To jest droga formacji, rozwoju, takie „od przedszkola do Opola”. Zależy nam na tym, żeby ministrant nie był tylko tym, kto obsługuje Mszę św., ale by świadomie podejmował posługę. Jest różnica – zapewnia Robert Bryg. Jednak to wymaga regularności i solidności w prowadzeniu zbiórek. Program i jego szeroka dostępność ułatwiają sprawę. Jest konkretny, dobry materiał, który wystarczy realizować. W wielu parafiach to już bardzo dobrze działa. W dużej części jest mnóstwo do zrobienia. W tej kwestii wszyscy musimy od siebie wymagać. Przyjęcie statutu sprawy nie załatwi, ale nada kierunek i standardy, stworzy punkt odniesienia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół