• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Albinko, jemy polski chleb, będziemy Polakami

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 44/2017

    dodane 02.11.2017 00:00

    To historia rodu o niemieckich korzeniach, który na wskroś polskim się stał. Za przywiązanie do polskości Goetzowie-Okocimscy zapłacili bardzo wysoką cenę.

    W Okocimiu 21 października odbył się pochówek barona Antoniego Jana Goetza-Okocimskiego, ostatniego męskiego potomka z rodu, który osiadł tu w 1845 r. i sprawił, że zapomniana galicyjska wieś stała się sławna na całe Austro-Węgry, a później wolną Polskę i ówczesną Europę. I to za sprawą nie tylko produkowanego tu na ogromną skalę piwa, które rzekomo płynęło tu rzeką. Rodzina fundowała kościoły, szkoły, wspomagała polską armię i budowę polskiej państwowości po 1918 roku. W obronie Polski również walczyła. Ich rodzinna zasada: „Będziemy szczęśliwi, jeśli ludzie wokół nas będą szczęśliwi” przyświecała budowie ich potęgi.

    Jan Ewangelista – król piwa

    Nie urodził się baronem, nie miał też szlacheckich korzeni – pochodził z niemieckiej rodziny rolniczo-piwowarskiej. Jako 19-latek piechotą przebył południowe Niemcy, północną Szwajcarię i Austrię, gdzie zatrudniał się w lokalnych browarach jako pomocnik piwowara. Mając blisko 30 lat, 26 kwietnia 1845 r., Jan Ewangelista Goetz przyjeżdża do Okocimia. Wchodzi w spółkę z miejscowym właścicielem dóbr i buduje browar, którym od 1852 r. zarządza już sam, a zyski inwestuje. Ten „król piwa”, jak nazywa go brzeski historyk Jerzy Wyczesany, staje się właścicielem kolejnych browarów, folwarków, kopalni oraz posiadłości ziemskich w Okocimiu, Tymowej, Uszwi, Porębie Spytkowskiej, Zawadzie Uszewskiej, Słotwinie, ale także w okolicach Mielca, powiecie tarnobrzeskim, Fryburgu czy Szwajcarii. Piastuje przy tym wiele społecznych funkcji i funduje pierwszą w Okocimiu szkołę, którą później rozbudowuje. Za jego staraniem powstaje tu także parafia, której funduje neogotycki kościół i plebanię. Zakłada w Okocimiu bibliotekę i straż ogniową, często osobiście stając na jej czele. Po jednej z akcji gaszenia pożaru wraca do domu okopcony dymem i oświadcza swojej żonie: „Albinko, jemy polski chleb, będziemy Polakami”. W 1881 r. otrzymuje od cesarza Franciszka Józefa szlachectwo I stopnia z tytułem „Edler”, predykatem „von Okocim” i herbem własnym. Od tej pory występuje jako Goetz-Okocimski. Umiera w 1893 r. i zostaje pochowany w krypcie kościoła parafialnego w Okocimiu. Do trumny kazał się złożyć w polskim kontuszu. – Do dziś dnia taki strój polski w domu wisi. To jest pamiątka rodzinna. Piękna kamizela kontuszowa z rękawami rozprutymi od góry do dołu, które się zarzucało na ramiona, do tego karabela wysadzana rozmaitymi kamieniami, srebrny żupan i pas słucki – mówi Andrzej Komornicki, wnuk jednej z córek kolejnego dziedzica Okocimia Jana Albina Goetza-Okocimskiego.

    Jan Albin – ojciec Okocimia

    Schedę po Janie Ewangeliście dziedziczy jego syn Jan Albin, określany przez Jerzego Wyczesanego „ojcem Okocimia”. Gruntownie wykształcony, władający kilkoma językami, ciekawy świata, jest przedsiębiorcą światowego formatu. Rozbudowuje browar, który eksportuje piwo niemal do całej Europy, a nawet Ameryki Południowej. W 1909 r. uzyskał tytuł barona od cesarza austriackiego Franciszka Józefa z herbem własnym, na którym znalazły się słowa „Pracą i Prawdą”. To on zbudował kompleks pałacowy w okolicach browaru. Jak ojciec, tyle że na dużo większą skalę, angażuje się społecznie i politycznie oraz prowadzi działalność filantropijną. Jest m.in. posłem i senatorem w sejmie polskim oraz prezesem Koła Polskiego w Wiedniu, której to funkcji zrzeka się z uwagi na niejednolitość postaw jego członków w dążeniu do tworzenia niepodległego państwa polskiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ofiarowuje na cele narodowe pół miliona koron austriackich. W 1920 r. ekwipuje oddział piechoty uformowany w Brzesku, a między 23 inwalidów wojennych rozdziela 100 morgów ziemi w Uszwi. Wspiera m.in. budowę pomnika Adama Mickiewicza, gmachu Muzeum Narodowego czy odnowę Wawelu. Z małżeństwa zawartego z hr. Zofią Jadwigą z Sumińskich (stary polski ród szlachecki) ma 3 córki i 2 synów: Zofię Albinę (po mężu Włodkową), Jana Reginalda, Elżbietę Różę (po mężu Badeni), Marię Pię (po mężu Komornicką) i Antoniego Jana. Jan Albin umiera w 1931 r., a jego pogrzeb jest wielką manifestacją mieszkańców Brzeska i okolic, którym Okocimscy dawali nie tylko pracę. Zgodnie z wolą barona jego ciało ułożono na chłopskim wozie drabiniastym, a ciało ubrano w wiejską sukmanę. Za trumną szedł 10-tysięczny tłum żałobników.

    Antoni Jan – wzór patrioty i pracodawcy

    – Nie rządził Okocimiem długo i to nie on był przygotowywany do objęcia schedy po swoim ojcu, tylko jego starszy brat Jan Reginald, który zginął śmiercią tragiczną w 1923 r. – mówi Jerzy Wyczesany. Antoni miał zarządzać połaciami rolno-leśnymi rodu. Wcześniej wstąpił do Armii Polskiej i walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Kiedy wrócił szczęśliwie z frontu, rodzice ufundowali stojącą do dziś kapliczkę w połowie drogi z browaru do kościoła poświęconą, nomen omen, św. Antoniemu, patronowi rzeczy odnalezionych. Kierował browarem przez niezwykle trudnych 9 lat. Zaledwie 2 tygodnie po śmierci jego ojca w Europie rozpoczął się wielki kryzys gospodarczy, który spowodował trudną sytuację także w okocimskim browarze. Antoni, wbrew rachunkowi ekonomicznemu, nie zwalniał pracowników, ale jedynie zmniejszył liczbę godzin ich pracy. Jak dziadek i ojciec prowadził działalność filantropijną. Utrzymywał ochronkę, przyzakładowy szpital, zbudował dom ludowy, odnowił plebanię, przyznawał stypendia młodzieży, fundował premie dla prymusów szkoły ludowej, rozbudował miejscową szkołę podstawową. Udzielał się społecznie i politycznie. Był m.in. posłem na Sejm II Rzeczypospolitej, a także spiritus movens ogromnej liczby organizacji obywatelskich. – Wuj od 7.00 rano stał na specjalnym stanowisku w browarze, gdzie każdy mógł do niego podejść. Znał niemal wszystkich pracowników, którzy zwykle zwracali się do niego z prośbą o pomoc – wspomina prof. Zofia Włodkowa w filmie o Antonim Janie, który został zrealizowany staraniem Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Okocimskiej. Antoni Jan towarzyszył także swojej żonie Zofii w jej licznych zaangażowaniach w życie Kościoła, za które została odznaczona orderem papieskim „Pro Ecclesia et Pontifice”. On sam w 1936 r. za zasługi dla Kościoła otrzymał wysoką godność szambelana papieskiego. W swoim pałacu gościł m.in. prezydenta Ignacego Mościckiego i prymasa Polski kard. Augusta Hlonda. Służył Polsce jako uczestnik trzech wojen. Przed wybuchem II wojny światowej był nagabywany, zapewne przez gestapo, do przyznania się do narodowości niemieckiej. – Nie do końca wierzył, że wojna wybuchnie. Wydawało się, że Polska ma znakomite traktaty pokojowe. Kiedy jednak Niemcy zaatakowali kraj, wiedział, że musi go opuścić – opowiada Jerzy Wyczesany.

    Pogrzeb barona po 55 latach

    Antoni Jan wyjechał z Okocimia 5 września 1939 r. i już nigdy za życia tam nie wrócił. W Krakowie zostały trzy jego siostry. Wyjechał z żoną i matką najpierw do swoich włości w okolice Mielca, potem do Lwowa, następnie przez Zaleszczyki i Rumunię do Francji, gdzie był oficerem formującego się polskiego oddziału wojska, i dalej do Wielkiej Brytanii, gdzie z kolei został sekretarzem generalnym Polskiego Czerwonego Krzyża. W 1952 r. wyemigrował z żoną do Nairobi w dalekiej Kenii. – Przenieśli się tam ku naszemu przerażeniu. Nie wiedzieliśmy, że można tak łatwo urządzić się w Afryce – wspomina prof. Zofia Włodkowa, córka jego siostry Zofii. Prowadzili tam z żoną herbaciarnię Dzbanek Szczęścia, jedno „siedziało” na kasie, drugie podawało, co trzeba. Za sąsiadów mieli rodzinę księcia Eustachego Sapiehy, ministra spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej. Antoni zmarł w 1962 r. i został pochowany na miejscowym cmentarzu. Po 55 latach od śmierci ostatniego potomka rodu Goetzów-Okocimskich trumnę z jego ciałem sprowadzono do Okocimia i pochowano w rodzinnej krypcie miejscowego kościoła parafialnego. – Przez wiele lat różne osoby nosiły się z takim zamiarem. Wielkim orędownikiem tej myśli był nieżyjący już dzisiaj prof. Jan Włodek – mówi Franciszek Brzyk, prezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Okocimskiej, któremu udało się te plany w porozumieniu z rodziną barona zrealizować. – Sprowadzeniem zwłok śp. Antoniego Jana Goetza i pochowaniem go tutaj spełniamy wolę niejednego testamentu – testamentu prof. Jana Włodka, testamentu śp. Antoniego, ale i jego ojca Albina i dziadka Jana Ewangelisty, którzy zbudowali ten kościół i tę kryptę jako miejsce spoczynku dla siebie i swoich potomków – dodaje Franciszek Brzyk. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w dawnym pałacu rodu Goetzów-Okocimskich, skąd kondukt żałobny wyruszył do kościoła. Trumnę z ciałem barona wiózł karawan konny z asystą honorową, za nim podążała przybyła na uroczystość rodzina nieżyjącego arystokraty, przedstawiciele samorządu i mieszkańcy. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył ks. infułat Adam Kokoszka. Dziś w krypcie spoczywa Jan Ewangelista i jego żona oraz Jan Albin i jego dwóch synów. Brakuje tu zmarłej i pochowanej niedaleko Grenoble matki Antoniego Jana i jego żony spoczywającej na cmentarzu w Londynie. Czy uda się kiedyś wszystkich Goetzów sprowadzić do Okocimia, do Polski, za przywiązanie, za które zapłacili tak wysoką cenę?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół