GN 48/2020 Archiwum

Ludzie wielkich pragnień

Misje. Wyjazd na misje nie jest tylko aktem pojedynczego człowieka. Wszyscy posyłamy kapłanów do Afryki. To rodzi konsekwencje.

Ks. Michał Rachwalski przyjął krzyż misyjny z rąk bp. Andrzeja Jeża 18 września w swojej parafii pw. św. Pawła Apostoła w Bochni. Dzień później podobna uroczystość odbyła się w Borowej koło Mielca, skąd pochodzi ks. Leszek Zieliński. Odbierając krzyże, obaj księża wiedzieli, gdzie zostają wysłani: Bangua w sercu Afryki. – Ksiądz Michał, przyjmując krzyż głosiciela Ewangelii, staje się fideidonistą – to znaczy darem wiary i pobożności diecezjalnego Kościoła dla Kościoła w Republice Środkowoafrykańskiej – mówił 18 września bp Andrzej Jeż. – Jest w życiu duchowym wyraźna zależność, że im bliżej człowiek znajduje się Boga, tym bardziej staje się człowiekiem wielkich pragnień – zauważa biskup.

Odpowiedzialność zbiorowa

Wyjazd na misje nie jest tylko indywidualnym aktem pojedynczego człowieka. Najpierw jest rozłąka z bliskimi, ale rodzice księdza Michała są raczej spokojni. – Myślimy o jego wyborze, o tym, że z takim przekonaniem, wielkim zaangażowaniem zdecydował się na misje. Wiemy, że nie jest to wybór przypadkowy, nie jest to kaprys, tylko decyzja podjęta świadomie, rozsądnie, ale z entuzjazmem. Martwimy się, jako rodzice, aby nic złego mu się nie stało, ale to chyba normalne – mówią Elżbieta i Wacław Rachwalscy. Ale nie tylko najbliższym powinien leżeć na sercu los misjonarzy. Wysyła ich przecież cała diecezja. My wszyscy. Obecnie w ramach Diecezjalnego Dzieła Misyjnego diecezji tarnowskiej pracuje 46 księży misjonarzy. Stanowią oni wszyscy 15 procent fideidonistów polskich. Jest także 2 misjonarzy świeckich i 3 wolontariuszy w Kamerunie i Republice Środkowoafrykańskiej. Jest dwóch następnych kandydatów na misje. – Bez wątpienia każdy z nas potrzebuje modlitwy, znaków duchowej łączności, żeby czuł, że nie jest sam, że ktoś o nim myśli, że ktoś się za niego modli – przyznaje ks. Marek Mastalski, od 20 lat pracujący w Afryce. Jest jeszcze jedna ważna kwestia. – Konieczne jest, by każdy misjonarz miał zaplecze finansowe. W Afryce tego nie znajdzie, a pieniądze potrzebne są do funkcjonowania misji – wyjaśnia Iwona Ligas, która ostatnie 3,5 roku pracowała na misji w Baboua w Republice Środkowoafrykańskiej. Misjonarze swoje zaplecze mają w diecezji. – Każdego 13. dnia miesiąca gościmy misjonarzy, mówimy o misjach, staramy się też to dzieło wspierać – informuje ks. prał. Jan Nowakowski, proboszcz bocheńskiej par. św. Pawła. Misjonarzy wspierają prywatni darczyńcy, wierni z parafii, także Diecezjalne Dzieło Misyjne. – Ofiary z funduszu Diecezjalnego Dzieła Misyjnego są przeznaczone na subsydia personalne, zakup samochodów dla misjonarzy czy realizację projektów kolędniczych, w roku 2011 wyniosły ponad 3,5 mln zł – mówi ks. dr Krzysztof Czermak, wikariusz biskupi ds. misji. Średnia ofiarność na misje jednego diecezjanina w roku 2011 wyniosła 4,12 zł. W tym zaś roku do końca sierpnia zakupiono już cztery samochody: dla Peru, Ekwadoru, Kazachstanu i Ukrainy. W szufladzie czekają trzy podania z Afryki i jedno z Ukrainy. Do dnia dzisiejszego diecezja zakupiła 118 samochodów i dwie barki.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama