Nowy numer 49/2020 Archiwum

Brama diecezji

Jadąc z Tarnobrzega do Mielca albo w drugą stronę, nie powinno się omijać chorzelowskiego kościoła parafialnego.

Świątynia pojawia się nagle, zaraz przy drodze. Strzela w górę ceglana wieża. Na froncie kamienny wizerunek Ukrzyżowanego. Obok wejście, a właściwie brama z brązu i napis: sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin. Kościół został zbudowany na pocz. XX wieku, w ciągu 7 lat. – W 1978 roku była tu intronizacja cudownego obrazu i wówczas bp Ablewicz wiele razy nazwał Maryję z Dzikowa, czczoną w naszym kościele, Panią Ziemi Mieleckiej – mówi ks. Andrzej Rams, proboszcz i kustosz. Ludzie instynktownie odczuli też, że Matka Boża opiekuje się tutaj szczególnie rodzinami, stąd obecny tytuł chorzelowskiego obrazu i sanktuarium.

Świetliste obrazy

Wielki remont zaczął się tu 11 lat temu. Została oczyszczona elewacja frontu kościoła i kamieniarka, zamontowano drzwi. Zrobiono nowe schody i podjazd dla niepełnosprawnych. – W środku wymieniliśmy wszystkie drzwi, wszystkie okna w bocznych nawach, zakonserwowaliśmy w nich witraże. Wymieniliśmy też wszystkie instalacje, zamontowaliśmy elektryczny napęd dzwonów, a teraz trwają prace renowacyjne polichromii. Odnowione zostały prezbiterium i transept, potem ruszymy z nawą główną – opowiada ks. Rams. Bardzo kosztowną robotą było odnowienie głównego renesansowego ołtarza ze starego kościoła. Wielkim wyzwaniem dla parafii okazała się restauracja trzech obrazów z XVII wieku w głównym ołtarzu: obrazu Matki Bożej, Wszystkich Świętych i św. Tekli. Odnowienie cudownego obrazu wiąże się z intrygującą historią, którą opiszemy w cyklu o sanktuariach. – Jedna z parafianek mówiła też, że dopiero teraz, w 85. roku życia, widzi, co jest na obrazie Wszystkich Świętych, bo kiedyś był bardzo nieczytelny – opowiada ks. Rams.

Dodają skrzydeł

I z tym obrazem wiąże się ciekawa historia, bo po odnowieniu pojawiła się u dołu, po lewej stronie, głowa artysty. Sama nastawa ołtarzowa była wiele razy przemalowywana, a obecnie cieszy oko głębokim granatem, blaskiem złota i srebra. Ołtarz dostał też skrzydeł w postaci wotywnych gablot, misternie rzeźbionych w drewnie i złoconych. – Sam koszt złota jest ogromny. Musieliśmy zużyć wiele tak zwanych książeczek, w których jest po 25 płatków złota 8 na 8 cm. Dziś taki jeden płatek kosztuje 118 zł – mówi pani Wanda Dujak z firmy, która wykonała wotywne gabloty. O kosztach renowacji mówi też Anna Koszarska, konserwator dzieł sztuki. – Polichromia była już zabrudzona, oczyściliśmy ją z kurzu, zacieków, zasoleń i zagrzybień. Musimy używać najlepszych materiałów, by uwzględniały oryginalny charakter zabytków i żeby ta praca cieszyła oko przez co najmniej kilkadziesiąt lat – podkreśla.

Dar dla Matki

W planach jest odnowa północnej strony elewacji, renesansowych ołtarzy bocznych, ogrodzenia i zagospodarowanie terenu wokół świątyni. – W dalszej perspektywie myślimy też o ołtarzu polowym – dodaje ks. Rams. Troską są również objęte kaplice dojazdowe w Chrząstowie i Ławnicy, w których też wykonywane są różne prace remontowe. Proboszcz cieszy się, że życzliwość parafian, którzy dźwigają na miarę swoich możliwości koszty renowacji, jest coraz większa. Są też pozyskiwane środki zewnętrzne, ale o nie jest coraz trudniej. – Ludzie cieszą się, że tak wiele się robi. A to kosztowało już miliony. Dziękuję wszystkim, którym ta świątynia i łaskami słynący obraz są drogie – uśmiecha się ks. proboszcz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama