Nowy numer 49/2020 Archiwum

Drewniana perełka

Trzy lata temu było tu oberwanie chmury. Drogą płynęła rzeka głęboka na pół metra. A świątynia się ostała.

Parafianie są przekonani, że gdyby nie remont podjęty przed sześcioma laty, kościół mógłby ulec poważnym zniszczeniom. Właśnie z powodu wody.

Wizytówka

Drewniany kościół jest jednym z największych tego typu w Małopolsce. Został zbudowany w XIX wieku. Wymagał poważnego remontu. – Zaczęliśmy od wymiany fundamentów, które były z cegły i kamieni – opowiada ks. dr Małek Łabuz, proboszcz. – Daliśmy fundamenty betonowe, bo kościół zaczynał się bokami zapadać w ziemię, nie było też izolacji poziomej i pionowej. Następnie wymieniliśmy część więźby dachowej – kontynuuje opowieść. – Dach był pokryty blachą cynkową, którą zamieniliśmy na tytanowo-aluminiową, ponieważ parafii nie było stać na miedź lub gont. Sam ten materiał kosztowałby 600 tys. złotych.

Żeby położyć blachę, należało wykonać drugie odeskowanie kościoła. To była trudna, niebezpieczna, kosztowna praca. Idąc za ciosem, w następnym roku zrobiliśmy nowe szalowanie kościoła, ponieważ tamte deski były już stare. To, co było zniszczone, wymieniono, całość ocieplono i zaimpregnowano. Szalowanie zewnętrzne zrobiono z modrzewiowych desek – wyjaśnia. Przeprowadzone też zostały prace na zewnątrz kościoła: parafianie odnowili chodniki, schody, barierki, wyremontowali dzwonnicę i odświeżyli figurę Matki Bożej Niepokalanej. Wykonane też zostało oświetlenie placu wokół kościoła. Przy współudziale gminy powstał parking, który służy mieszkańcom gminy i uczestnikom nabożeństw. – W tym też czasie odnowiliśmy dawny dom katechetyczny – tak zwaną prałatówkę. Wykonaliśmy termoizolację plebanii i jej remont. Mamy też kaplicę dojazdową w Narożnikach. Była zadbana, ale zrobiliśmy tam ogrzewanie, pomalowaliśmy dach i zamontowaliśmy nowe nagłośnienie – dodaje proboszcz.

Czas na oddech

Roboty trwały 6 lat. Przebiegały etapami także wewnątrz świątyni: ogrzewanie, nowa posadzka, wymiana instalacji elektrycznej i nagłośnienia. Dawnym blaskiem zajaśniał ołtarz główny. – Sporo nas kosztował, bo po pierwsze duży, po drugie wymagał złoceń i srebrzeń – wylicza ks. Łabuz. Odnowiono także pieczołowicie ambonę oraz polichromię całego kościoła. – Wspomagali nas też polonusi z USA i Kanady oraz starosta powiatu dąbrowskiego. Reszta to niesamowita ofiarność wiernych. Parafianie przepracowali w jednym tylko 2009 roku 2,5 tys. dniówek. Dużo na tym zaoszczędziliśmy – podkreśla proboszcz. Odnowiono również stacje Drogi Krzyżowej i zabytkowe feretrony. Powstały też nowe ławki dębowe – dzieło parafianina Piotra Pikula. Ozdobił je rzeźbionymi scenami z życia św. Kazimierza oraz mieszkańców Radgoszczy: przędzenia, żniw, pracy na roli. Pan Pikul wykonał też ambonę w prezbiterium. Wysiłek był bardzo duży, dlatego parafia musi odetchnąć. Czeka ją jeszcze odnowienie ołtarza św. Franciszka. Jego koszt to 90 tys. zł. Mają też powstać nowe ławki przy ścianach (w nawach bocznych) i sedilla dla służby liturgicznej. W przyszłości też trzeba będzie zrobić remont organów. Większość kosztów ponieśli parafianie. Warto zaznaczyć, że od każdej darowizny trzeba było zapłacić 23-procentowy VAT, co znacznie pomniejszało otrzymaną pomoc. xzw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama