Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jesteś w dobrych rękach

Kiedyś był czczony na zamku, później w kaplicy dostępnej dla wszystkich. Od kilkuset lat obraz Matki Bożej z Zawady cieszy się niesłabnącą czcią wiernych.

Stanisław Ligęza, pan na Zawadzie, zbudował onegdaj drewnianą kapliczkę, do której przeniósł z zamku obraz Matki Bożej. Ponieważ kapliczka nie zawsze była otwarta, ludzie wiercili dziury w drzwiach, żeby popatrzeć na twarz Maryi. Znikające korony Kult rozwijał się spontanicznie, tak że 18 września 1654 roku bp Gembicki ukoronował obraz Matki Bożej. Ponowna koronacja – wcześniej Austriacy zabrali złotą koronę – odbyła się 8 września 1920 roku. – 7 października 1923 roku na pierwszej Mszy św. zauważono brak koron. W kościele rozległ się szloch. Rozpoczęto nowennę o ich odnalezienie – pisze ks. Władysław Tokarczyk. I stało się, że w zaroślach przy torach kolejowych na Błyszczówce dwie dziewczyny – Józefa Wątorczyk i Maria Dec odnalazły skradzione korony, których miejsce wskazały im krowy, klęczące na przednich nogach i zwrócone w stronę zawiniątka. – W tym roku przypada 90. rocznica odnalezienia tych koron. Odwiedziłem to piękne, odludne miejsce, które mnie urzekło – wspomina Wacław Susz. Ostatnia koronacja odbyła się 20 lipca 1924 roku. Jej 50. rocznicę uczcił kard. Karol Wojtyła.

– Porządku na drodze nikt nie pilnował, więc ją skutecznie zablokowano, tak że ksiądz kardynał, bp Ablewicz i inni członkowie episkopatu szli blisko 2 km do sanktuarium w strugach deszczu – notuje ks. Tokarczyk. Kardynał Wojtyła powie później, w czasie Mszy św., że przybył do Zawady jak prawdziwy pielgrzym… Niebieska chusteczka Niezależnie od obecności koron trwał i rozwijał się kult Matki Bożej Zawadzkiej. Świadczą o nim liczne wpisy do księgi łask i wota. – Maryja, uśmiechnięta, trzyma w lewej ręce chusteczkę, żeby ocierać łzy płaczącym – wyjaśnia ks. Tokarczyk. Maryja, jak świadczą wpisy do księgi łask, przynosiła pocieszenie, nawrócenie, zdrowie, wypraszała potomstwo, pomagała zdawać egzaminy, ratowała przed chorobą i śmiercią. – W 1990 roku ktoś napisał w księdze próśb i podziękowań, że przyszedł do zawadzkiego sanktuarium z ciężarem win i myślami o samobójstwie. Długo modlił się przed cudownym obrazem, ale myśl o samobójstwie go nie opuszczała. Gdy wychodził z sanktuarium, jeszcze raz oglądnął się za siebie i zobaczył napis: „Jesteś w miejscu świętym. Wyspowiadaj się”. Od tej chwili nie potrafił iść dalej, wrócił do świątyni i czekał na kapłana. Po spowiedzi powrócił do swego domu – relacjonuje ks. Tokarczyk. Wierni tłumnie pielgrzymują do zawadzkiego sanktuarium podczas odpustów na Szkaplerzną oraz Siewną. Chętnie i licznie uczestniczą w nabożeństwie dróżek maryjnych w I soboty miesiąca. Dla pątników przygotowano „Modlitewnik zawadzki”, który zawiera teksty właściwe tylko dla tutejszego sanktuarium.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama