Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mężne serca

Dzieci utracone. Naszym bohaterkom nie dane było przejść przez życie ze swoimi dziećmi. Po rozpaczy, bólu i żałobie po poronieniu dojrzały do tego, by opowiedzieć swą historię, choć nie bez trudu. Chcą pomóc innym, którzy byli, a może i będą w podobnej sytuacji.

Kilka tygodni temu koleżanka zaprosiła mnie na spotkanie. Podczas przerwy na śniadanie, w pokoju bynajmniej nie nastrajającym do zwierzeń, dowiedziałam się, że nosiła pod sercem dziecko. Ale nie dane jej było tym się cieszyć. Powierzyła mi swoją historię, prosząc, bym opowiedziała ją innym, którzy przeżywają podobne dramatyczne momenty w swym życiu.

Bo, jak sama podkreślała, oprócz bólu po stracie trudna też była niewiedza. A że Pan Bóg miał w tym swój plan, pokazały wydarzenia ostatnich dni. Przygotowując się do pisania tego artykułu, dostałam telefon od kolejnej mamy, tym razem czwórki dzieci, z których troje odeszło w wyniku poronień. Poniżej ich świadectwa, imiona na ich prośbę zostały zmienione.

Dorota

Pierwsze dziecko Bóg podarował nam na wychowanie, i chyba tylko dzięki temu mogę teraz mówić o stracie kolejnych dzieci. Pierwsze utraciliśmy w 2009 r. Nikt w szpitalu nie kręcił nosem, że pracy przybyło, bo dowieźli pacjentkę z poronieniem w toku. Niestety, nie powiedziano nam, że możemy odebrać ciało naszego dziecka. Potem straciliśmy kolejne, a ostanie ponad dwa lata temu. To był 12. tydzień ciąży. Wtedy dostałam od zabieganej położnej ulotkę i jedno zdanie: „Możecie pochować wasze dzieciątko”. Nam to wystarczyło, resztę doczytaliśmy z ulotki. No i oczywiście otrzymaliśmy kartę zgonu, bez proszenia. Lekarz dyżurny sprawiał wrażenie zdziwionego, gdy położna poprosiła go o pomoc w określeniu płci dziecka. Ja nie byłam w stanie opanować płaczu, co – miałam wrażenie – irytowało położnika. Pozostały personel – położne, pielęgniarka anestezjologiczna, anestezjolog oraz lekarz prowadzący – wykazali pełną empatię, naprawdę bez zarzutu. Jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się pochować jedno z trojga naszych maleństw. Grób tego jednego jest dla nas grobem całej trójki. Dla mnie każdorazowo było to ogromnie trudne doświadczenie: bo cieszysz się, że masz dziecko i nagle – bum! – serduszko przestaje bić i nikt go nie reanimuje! Możesz się jeszcze pocieszyć kilkoma chwilami, może godzinami, aż nie skompletuje się zespół operacyjny albo twój organizm nie zorientuje się, że coś nie tak i nie zacznie akcji porodowej. A ty nic nie możesz zrobić. Ta bezsilność jest straszna. Każdy z nas przeżywa w swoim życiu różne straty i każdy potrzebuje po stracie przeżyć żałobę. W przypadku poronień jest jednak pewna różnica – nie ma przyzwolenia społecznego na żałobę, a rodzice chcący ją przeżyć traktowani są trochę jak zdziwaczali. A chciałam się wypłakać i to tyle, ile potrzebowałam, a nie tyle, ile ustalą mi inni. Modliłam się gorąco do Boga, ale z wyrzutem: „Boże, co my takiego złego robimy, że pokazujesz nam nasze dzieci i zaraz odbierasz?”. Po stracie trzeciego dziecka nie pytałam już: „Dlaczego?” – wiedziałam, że i tak nie uzyskam odpowiedzi. Zaczęłam pytać Boga: „Po co? Powiedz nam, Boże, co my mamy zrobić z tym bólem i z tą rozpaczą?”. Im więcej się modliłam, tym więcej pojawiało się w moim życiu „dziwnych zbiegów okoliczności”. W pewnym momencie powiedziałam sobie: „OK. Panie Boże, może faktycznie to moje trudne doświadczenie ma czemuś służyć, może powinnam coś z tym zrobić. Chciałabym, aby każda kobieta będąca w sytuacji po poronieniu dostała do ręki ulotkę i usłyszała jedno, a właściwie dwa zdania: „Przykro mi” i „Możecie pochować swoje dzieciątko lub pozostawić do pochowania innym”. Ja nie potrzebowałam przytulania, ale uznania, że cierpię, że mnie boli (fizycznie i psychicznie). Potrzebowałam pozwolenia na płacz i miejsca, gdzie mogę się wypłakać. Tuż po poronieniu człowiek nie potrafi mówić. Nawet od kapelana uciekłam (ale można by np. przyjąć zasadę, że kapelan zostawia ulotkę z informacją na stoliku, nie oczekując na odpowiedź). Znaleźliśmy taką pomoc w Łagiewnikach. Tam od kwietnia 2013 r. jest odprawiana Msza św. w intencji dzieci utraconych i ich rodzin w każdy drugi piątek miesiąca. Po Mszy można uczestniczyć w spotkaniu osób dotkniętych tym doświadczeniem. Tam można też wpisywać dzieci utracone do specjalnej księgi.

Małgosia

Nigdy nie należałam do osób walecznych i nawet nie wiedziałam, że potrafię walczyć o swoje prawa. Niekiedy Pan stawia przed nami trudne sytuacje, które otwierają nasze mężne serca. Bóg podarował mi nowe życie w momencie nieoczekiwanym. Nasze dziecko, tak jak się cicho pojawiło, tak samo odeszło. Po radości zostały tęsknota i ból. Miało 10 tygodni. Poroniłam w domu, ale miałam to szczęście, że mogłam trzymać je na swoich dłoniach. Było delikatne i malutkie. Główka, rączki, nóżki ułożone były w taki sposób, jakby spało. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi cieszyć się tą chwilą. Nie chciałam, by zostało wyrzucone w szpitalu jak kawałek tkanki. W mojej głowie oraz męża kłębiły się myśli: i co dalej? Pomocne stały się informacje, które znaleźliśmy na stronie www.poronienie.pl. Tam spotkaliśmy się z przychylnością osób redagujących tę stronę i poinformowano nas, jak dalej mamy postępować. Chcieliśmy poznać płeć dziecka, więc poprosiliśmy lekarza o pobranie materiału do badań. Było nam przykro, że próbował odwieść nas od tej decyzji. Każde jego słowo powodowało jeszcze większy ból. Jednak nasza nieugięta postawa wpłynęła na zmianę jego decyzji. Otrzymany materiał sami wysłaliśmy do Centrum Genetyki Medycznej w Poznaniu w celu ustalenia płci dziecka, ponieważ – jak się dowiedzieliśmy – szpital tym się nie zajmuje. Aby móc zgłosić dziecko do USC, potrzebowaliśmy także aktu urodzenia martwego dziecka. Skierowaliśmy więc prośbę w tej sprawie do dyrekcji szpitala. Została pozytywnie rozpatrzona, choć nie bez przeszkód. Dziś nie chcemy już wspominać tych wszystkich „papierkowych” procedur. Śmierć dziecka i niemożność jego pochowania spowodowana brakiem potrzebnych do tego dokumentów to ogromna udręka. Powiedziano nam, że możemy zobaczyć tylko kawałek tkanki. Nasza córeczka nie była tkanką, miała główkę, rączki, nóżki i była bardzo maleńka. Akt urodzenia jest dowodem jej istnienia. Jej obraz pozostanie na zawsze w naszych sercach. Ma swoje imię i swoje miejsce w naszej rodzinie.

Wiedza i empatia

ks. dr Jan Banach, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Małżeństw i Rodzin tarnowskiej kurii – Osobom po stracie dziecka trzeba pomóc przeżyć trudne chwile i uszanować ich prawo do przeżycia żałoby. Tutaj jest wielka rola kapelanów, personelu szpitalnego i otoczenia rodziny. Ten temat często jest źle traktowany. Czasami nawet dochodzi do odpersonalizowania dziecka, które umarło, i lekceważenia traumy rodziców, co rodzi kolejny ból. Konieczna jest też zarówno formacja kapłanów, jak i informacja społeczeństwa. Nasz wydział przygotowuje ulotki, które trafią do wszystkich punktów na terenie diecezji, gdzie rodzą kobiety. Znajdą się tam praktyczne i prawne informacje, co robić w sytuacji poronienia. Tematy te omówimy jeszcze szerszej na specjalnej podstronie naszej strony internetowej (www.dr.diecezja.tarnow.pl), która ruszy już niebawem.

Prawa rodziców dziecka utraconego

Rodzice mogą godnie pochować dziecko, także to, które zmarło przed swoim narodzeniem. 1. Formalności w zakładzie opieki zdrowotnej (szpital, przychodnia) W przypadku, gdy dziecko urodziło się martwe, rodzice mogą odebrać jego ciało za pośrednictwem firmy pogrzebowej. Niezależnie od tego, ile trwała ciąża, pracownik szpitala powinien wystawić pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka martwego, które w ciągu 3 dni powinno zostać przekazane do Urzędu Stanu Cywilnego. Nie jest to dokumentacja medyczna, więc nie ma w nim rozróżnienia na poronienie i poród przedwczesny. W świetle prawa polskiego są to zawsze narodziny dziecka. W zgłoszeniu urodzenia wszystkie rubryki muszą być wypełnione, tzn. płeć dziecka, jego wymiary, długość trwania ciąży. Jeśli nie można określić płci, szpital wystawia kartę zgonu do celu pochówku. Na jej podstawie rodzice mogą na własny koszt pochować dziecko na cmentarzu. Jeśli tego nie zrobią, ciało dziecka zostanie pochowane we wspólnej mogile na cmentarzu. 2. Rejestracja w USC Jeśli szpital wyda pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka, w celu jego rejestracji w USC, rodzice lub jedno z nich (jeśli są małżeństwem) stawiają się w urzędzie. Trzeba zabrać ze sobą: zgłoszenie urodzenia, dowody osobiste, akt małżeństwa lub akt urodzenia (dla matki panny), akt małżeństwa z adnotacją o rozwodzie (dla rozwódki), akt zgonu dla współmałżonka (dla wdowy). Aktów nie trzeba przedkładać, jeżeli są sporządzone w tym samym urzędzie, gdzie rejestrujemy urodzenie. USC sporządza akt urodzenia z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe i wydaje rodzicom 3 odpisy zupełne (nie wystawia się aktu zgonu). 3. Formalności pogrzebowe Jeśli lekarz wystawi tylko kartę zgonu i pochówek dokonywany jest na koszt rodziców, matka dziecka nie otrzymuje urlopu, zasiłku macierzyńskiego ani pogrzebowego. Jeśli rodzice rezygnują z prawa do pochówku, ten obowiązek spada na gminę właściwą ze względu na miejsce zgonu. Dziecko może zostać pochowane w grobie rodzinnym lub zbiorowym na cmentarzu. W parafii, jeśli rodzice pragną pogrzebu katolickiego, zgłaszają się z odpisem zupełnym aktu urodzenia lub kartą zgonu i proszą o pogrzeb dziecka nieochrzczonego. Rytuał pogrzebowy przewiduje pogrzeb w obecności ciała dziecka. 4. Formalności związane ze świadczeniami ZUS powinien wypłacić rodzicom lub osobom, które pochowały dziecko, zasiłek pogrzebowy po przedłożeniu stosownego wniosku i odpisu aktu urodzenia z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe. Kodeks Pracy przewiduje urlop macierzyński, a jego realizacja uwarunkowana jest od sporządzenia aktu urodzenia dziecka w USC. Nie przysługuje becikowe. 5. Firmy ubezpieczeniowe Niekiedy firmy ubezpieczeniowe odmawiają wypłaty odszkodowania z tytułu ubezpieczenia na wypadek urodzenia martwego dziecka na podstawie medycznego rozróżnienia, że przed 22. tygodniem życia dziecka nie ma narodzin, tylko poronienie. Jeśli podobna klauzula nie została umieszczona w warunkach ubezpieczenia, odmowa taka jest bezprawna, bo według prawa wiek dziecka nie ma znaczenia dla stwierdzenia jego narodzin. Źródło: www.vocatiodei.pl / Miniporadnik dla rodziców, których dziecko umarło przed urodzeniem

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama