Nowy numer 48/2020 Archiwum

W szkole pokory

Widok siostry zakonnej nie jest rzadkością w naszej diecezji. Są jednak takie miejsca, gdzie ich obecność jest ukryta, ale równie cenna.

Kaplica w Domu Pomocy Społecznej w Brzesku. Uwagę przykuwają witraże. Pierwszy przedstawia bł. Edmunda Bojanowskiego, założyciela zgromadzenia sióstr służebniczek. Drugi – sylwetkę brzeskiego domu i wielkie oko opatrzności nad nim. – W Brzesku prowadzimy dom już od 95 lat. Kiedyś była to placówka dla opuszczonych dzieci, dziś dom opieki społecznej. Nie zmienili się jednak mieszkańcy, no i siostry służebniczki starowiejskie są tu od zawsze – mówi s. Teresa, przełożona. W brzeskim domu mieszkają dzieci z różnym stopniem upośledzenia, w tym około 20 z najcięższym.

Przedłużenie rąk

W rodzinie s. Teresy już siostry zakonne były. Ona sama czuła, że to jest także jej powołanie. W zgromadzeniu jest od 20 lat, a w Brzesku pracuje od trzech. – Przed Brzeskiem pracowałam w szkole. Pokochałam tamte dzieciaki i nie za bardzo chciałam się z nimi rozstawać, kiedy przyszła propozycja, by wziąć odpowiedzialność za dom w Brzesku – opowiada s. Teresa. Decyzję przełożonych przyjęła w duchu posłuszeństwa. Najbardziej bała się, że nie będzie wiedziała, jak zareagować na zachowania nowych podopiecznych. – Uderzyła mnie prostota tych dzieci, ich ufność, że obcy to nie wróg, ale przyjaciel. Trudno jest mi przyjmować bezradność dzieci, kiedy nie potrafią się ubrać, zjeść, kiedy medycyna nie jest w stanie sprostać ich chorobom. Jesteśmy przedłużeniem ich rąk, nóg, ich oczami, głosem… W szkole mogłam widzieć efekty pracy z dziećmi, tu owoce są bardzo ukryte, wręcz niewidoczne. W wielu wypadkach nie wiemy, co dzieci myślą, co czują. Ale dają znaki, które cieszą nas i pozwalają przyjmować trud pracy z nimi z wdzięcznością – dodaje.

Kawalerka…

Dla sióstr każdy podopieczny jest wielką indywidualnością. Damian, na przykład, trafił tu jako dziecko z ciężką nieuleczalną chorobą. Ma już 18 lat. Odrzucony w dzieciństwie, znalazł pod opieką sióstr i innych pracowników domu bezpieczeństwo, czułość, troskę. – Był intelektualnie sprawny, miał i ma wielką wolę walki o życie. Godzinami chciał ćwiczyć, rehabilitować się, ale choroba wzięła górę. Dziś nie widzi, trochę słyszy, bardzo mało mówi. Jest na wózku – opowiada s. Teresa. Siostry prowadzą mnie po salach, gdzie leżą lub siedzą na wózkach najbardziej chore dzieci. – W tym domu pracuję od 2010 roku, ale jestem tu trzeci raz z kolei. Dzieci, które tutaj są, to był temat tabu. Nic lub niewiele się o ich losie wiedziało. Jadąc tutaj, bałam się. Przełożona powiedziała mi, że zawsze będę mogła pracować gdzie indziej, jeśli nie podołam. Jak już przyjechałam, spojrzałam na te dzieci przez pryzmat Pana Jezusa i zauważyłam, że to są dzieci jak inne. Tym bardziej że one potrafią okazywać jakąś radość, miłość, wdzięczność uśmiechem, przytuleniem się. Stwierdziłam, że to są normalne dzieci. Kiedy widziałam je po raz pierwszy, miały po kilka lat. Teraz to kawalerka… – mówi s. Małgorzata, pielęgniarka, 30 lat w zgromadzeniu.

Źródło siły

Obowiązki w domu są jak w każdej normalnej rodzinie. Rano pobudka, pomoc w ubieraniu się. Potem wspólne śniadanie, karmienie. Poranna toaleta. – Myjemy buzie, zęby, panom – bo niektórzy mają nawet kilkadziesiąt lat, choć są mentalnie dziećmi – golimy brody. Potem czas różnych zajęć, ćwiczeń, lekcji. Obiad, sjesta, podwieczorek, kolacja, kąpiel i pacierz – wylicza s. Teresa. I tak każdego dnia, przez cały tydzień, rok, lata. – Sercem zakonnego i domowego życia w brzeskim domu jest kaplica, do której wszyscy mają wstęp. Raz w tygodniu jest całodzienna adoracja, w której uczestniczą także dzieci. – Praca tu uczy wielkiej pokory, stawania w prawdzie wobec bezradności własnej i naszych podopiecznych. Ten dom to też szkoła zawierzenia Panu Bogu, czujemy Jego opiekę przez dobrych ludzi. Święty Józef podsyła nam osoby, które nam coś przyniosą, podwiozą. My pomagamy, ale i nam udzielana jest pomoc – mówi s. Małgorzata. W domu pracuje 10 sióstr, w tym trzy emerytki, które w miarę sił pomagają w kuchni, prasowalni, ogrodzie… Pracy sióstr i świeckich mogą przyglądać się młodzi wolontariusze z parafii św. Jakuba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama