GN 48/2020 Archiwum

70 lat miłości

Swojego przyszłego męża pani Maria poznała w 1943 roku. Przyjechał raz do niej na rowerze z kolegą, któremu pani Maria wpadła w oko.

Ale wybrałam Bronisława – śmieje się pani Maria. Jej przyszły mąż został wpisany na listę do wywiezienia do Niemiec na roboty. W Krakowie wysłano go do szpitala na badania i tam udało mu się uciec z pomocą pielęgniarki. Podobny los mógł spotkać panią Marię, ponieważ i ją wpisano na listę. – Nie brali małżonków, więc zdecydowaliśmy się na ślub – wyjaśnia pan Bronisław. Ślub Marii i Bronisława Gałatów odbył się w Zasowie 22 lutego 1944 roku. – Był wtedy wielki śnieg i na jednym z mostków sanie się wywróciły. Wpadliśmy w zaspę, ja w samej sukience, ale było mi ciepło. Wesele było grane. Na obiad zabito kilka kaczek i gęsi, więc jedzenie było porządne, a przecież była wojna – wspomina pani Maria. Ona miała 15 lat, Bronisław 19. – Można się dziwić, że panna młoda była w takim wieku, ale ówczesny kodeks prawa kanonicznego dopuszczał taką sytuację, więc ślub mógł się odbyć – wyjaśnia ks. Marian Górowski, proboszcz w Górze Motycznej. Młodzi przez kilkanaście lat mieszkali w Zasowie, a później przenieśli się do Góry Motycznej, gdzie osiedli na ojcowiźnie z 5 hektarami ziemi. – To wszystko trzeba było obrobić, mąż pracował też w Stomilu. Przez 25 lat. Byliśmy przyzwyczajeni do pracy, bo ja – gdy miałam 11 lat – chodziłam do pracy do hrabiego Łubieńskiego w Zasowie – mówi pani Maria. Zajęć w domu i w polu przez siedem dni tygodnia nie brakowało. Na świat zaczęły przychodzić dzieci. Gałatowie mają trzy córki, osiem wnuków i siedem prawnuków. Wszyscy mieszkają bardzo blisko, tak że domy Marii, Bronisława i krewnych sąsiadów można nazwać śmiało Gałatówką. – W życiu bywało różnie, ale się nie biliśmy – śmieje się pani Maria. Najważniejsza dla nich jest miłość. – Myśmy się zawsze lubili, a jak się posprzeczaliśmy, to gniewy nie trwały długo. Jeszcze tego samego dnia się godziliśmy – podkreśla pan Bronisław.

Był głową rodziny, ale jej szyją pani Maria. – Mama to mózg elektronowy – uśmiechają się córki. Rodzice byli dla nich przykładem zgody, szacunku, wiary. – Mama była bardzo oczytana, pochłaniała stosy książek – mówi pani Wanda. Czytała nocą, kiedy mąż był na drugiej zmianie. – Było mi samej smutno bez męża, więc czytałam – wspomina pani Maria. Zdrowie dopisywało im przez całe życie, a główną troską były dzieci i ich przyszłość. Wszystkim córkom urządzili wesela i wystarali się o ziemię. Pomagali też zbudować im domy. Jubilaci chcieliby jeszcze pracować, ale już nie mogą. Przedłużeniem ich spracowanych oczu, rąk i nóg są dzieci. W domu nie brakowało miejsca dla Boga. Do dziś, w miarę sił, pan Bronisław przyjeżdża na Mszę św. do kościoła. A razem z żoną w każdą niedzielę uczestniczą duchowo w Eucharystii transmitowanej w telewizji. – Od dwóch lat jestem też z comiesięczną Komunią św. u państwa Gałatów – mówi ks. Górowski. W sobotę odbyła się niecodzienna uroczystość. Państwo Maria i Bronisław Gałatowie obchodzili 70. rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa 22 lutego w kościele parafialnym Chrystusa Króla w Górze Motycznej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama