Nowy numer 48/2020 Archiwum

Moje 3 grosze

Mają zaledwie po 16, 18 lat i już gromadkę dzieci. Uczniowie limanowskiego I LO zaadoptowali przedszkole.

Od lat w szkole, która liczy dziś 600 uczniów, działa grupa wolontariatu. Pracuje w niej z chorymi w Domu Pomocy Społecznej i niepełnosprawnymi dziećmi 90 uczniów. – Dawno temu przyłączyliśmy się do akcji misyjnej adopcji na odległość i zaopiekowaliśmy się jednym afrykańskim dzieckiem – mówi Ewelina Kurek, koordynatorka wolontariatu. Parę miesięcy temu wymyślili, że warto rozszerzyć tę akcję, bo sytuacja w Afryce jest ciężka. Ktoś miał sen na ten temat? – Nie. Między sobą trochę rozmawialiśmy, były rozmowy o misjach na religii. Zdecydowaliśmy się, że trzeba pomóc bardziej – dodaje maturzysta Adam Jawor.

– Inicjatywa była całkowicie po ich stronie – potwierdza ks. Marcin Baran, katecheta, który skoordynował dwa następne kroki. W szkole pojawił się ks. Piotr Boraca, misjonarz odpowiadający dziś za animację misyjną w diecezji. – Pomyśleliśmy, że trwałą, konkretną pomocą może być objęcie patronatem przedszkola afrykańskiego. Padło na misję Baboua w Republice Środkowoafrykańskiej – mówi ks. Piotr. To misja, w której pracuje uwolniony misjonarz ks. Mateusz Dziedzic.

Trzy worki ryżu

– Z Adamem obeszłam klasy i zebraliśmy deklaracje uczestnictwa w projekcie adopcji przedszkola. Nikt nie odmówił. Chcemy, każdy z nas, uczniów, złożyć złotówkę miesięcznie na przedszkole w Baboua – tłumaczy Ewelina. Ale jest jeszcze coś. – Oprócz tej drobnej ofiary zobowiązanie obejmuje codzienne „Zdrowaś Maryjo” w intencji dzieci z tego przedszkola – dodaje Adam. – Nikt tego nie sprawdzi, ale każdy w sumieniu musi sobie odpowiedzieć, czy wywiązuje się ze zobowiązania – dodaje maturzystka Karolina Limanówka. 600 złotych miesięcznie to znaczna kwota dla przedszkola. – To jest ponad 100 tys. franków RCA. Za to można kupić 3–4 worki ryżu, którym można wyżywić kilkadziesięcioro dzieci – objaśnia ks. Boraca. Złotówka miesięcznie to niewiele ponad 3 gr dziennie.

Młodzież wierzy

Co z tego mają? – Po prostu satysfakcję – tłumaczy Ewelina. – Mamy świadomość, że możemy dzieciom pomóc – uśmiecha się Adam Jawor. – Może dajemy im trochę nadziei? – zastanawia się Małgosia Postrożny. – Ogromne znaczenie ma też fakt, że misjonarze i dzieci będą wiedzieć, że ktoś o nich myśli. Pierwsze dobro jednak dzieje się tu, w sercach tych młodych ludzi, bo to, czego się podejmują, zmienia ich samych – mówi ks. Piotr Boraca. – Pomagamy w imię zmieniania świata na lepsze. W imię ewangelizacji, w której możemy mieć swój udział – przekonuje Adam. W szkole o religii, misjach, ewangelizacji rozmawia się w sposób naturalny. – Katecheza jest bardzo lubianym przedmiotem – twierdzi Ewelina Kurek. – Może się i „buntujemy” tą akcją, ale to bunt przeciw totalnemu brakowi wiary i spychaniu jej poza margines – tłumaczą młodzi. Liczna jest w szkole grupa Ruchu Czystych Serc. Wolontariat to 90 uczniów. Powstaje też misyjna róża różańcowa. – Sprzyjamy wszelkiej aktywności młodych ludzi. Oprócz nauczania zależy nam, żeby kształtowali swój charakter, rozwijali wrażliwość, szacunek dla drugiego człowieka. Wiele szlachetnych rzeczy robią z własnej inicjatywy. To napawa nas dumą z naszych uczniów – mówi Anna Mruk, dyrektor limanowskiego I Liceum Ogólnokształcącego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama