Nowy numer 49/2020 Archiwum

Prosto z serca

Grają amatorsko, kochają muzykę, ale tylko raz zagrali w pełnym składzie – Na pogrzebie byłego kapelmistrza. Ten zespół jest jak rodzina.

Według kronikarzy minęło właśnie 60 lat od chwili, kiedy w Tuchowie powstała Sanktuaryjna Orkiestra Dęta.

Pasja grania

Wojciech Patyk gra w niej od 1987 roku. Dzierży w rękach tubę. – Choć siedzę w ostatnim rzędzie, wszyscy mnie widzą, bo instrument duży, i słyszą – śmieje się serdecznie spod wąsa. Jego brat, prezes orkiestry Krzysztof Patyk (sakshorn) trafił do zespołu dwa lata później. – W tamtych czasach możliwości nauki były niewielkie. Do szkoły muzycznej nie można było się dostać. A tu przyglądałem się, przysłuchiwałem i zapragnąłem się uczyć i grać, zwłaszcza, że miałem ponoć słuch – wspomina. Wiesław Kajmowicz (saksofon tenorowy) z Radlnej gra od 2000 roku.

– Od dzieciństwa jeździłem tu na odpusty. Orkiestra grała. Podobało mi się, więc kiedy w pewnym momencie dorosłego życia szukałem hobby, pasji, znalazłem ją w muzyce, a orkiestra zgodziła się mnie przyjąć – mówi. Dziś gra tu też jego córka. Magda Zięba (saksofon sopranowy) po 4 latach fortepianowego ogniska muzycznego pomyślała, że ładnie wyglądają dziewczyny z saksofonami. – Przyszłam i dostałam do ręki trąbkę. Po jakimś czasie udało się ją zamienić na saksofon – mówi. Najmłodsza stażem Jagoda Madejczyk (flet poprzeczny) jest z ostatniego zaciągu. – Rok wcześniej chodziłam do kapelmistrza na próby. Kiedy uznał, że jestem gotowa, zostałam z innymi uroczyście, przed ołtarzem w sanktuarium, przyjęta do zespołu – tłumaczy.

Co trzy dni

W tej chwili w orkiestrze gra 55 osób. – Jest paru zawodowców, mających za sobą szkoły muzyczne, ale większość to amatorzy, którzy po prostu kochają muzykę i to sanktuarium – mówi kapelmistrz Piotr Kucharzyk. W repertuarze, co naturalne, orkiestra ma głównie pieśni religijne. – Bo pierwsze zadanie to towarzyszenie liturgii sprawowanej w sanktuarium, gra na chwałę Matki Bożej, uwielbienie Boga – mówi o. Kazimierz Głaz, redemptorysta, opiekun orkiestry. Sam dawno temu wiele lat spędził, grając w tym zespole. – Wtedy była to orkiestra uboga. Oczekiwania i wymagania, a także możliwość występowania były niewielkie. Dziś także koncertują, dają show – uśmiecha się o. Kazimierz. W repertuarze mają zatem również szereg marszów, utworów patriotycznych, sporo muzyki rozrywkowej i klasycznej. Żeby to ogarnąć, wszystko zgrać, trzeba dużo ćwiczyć. – Próby w sekcjach mamy we wtorki, a w piątki próby całej orkiestry – informuje Piotr Kucharzyk, kapelmistrz. Do tego dochodzą występy. – W sumie co trzy dni jesteśmy w sanktuarium – przyznaje Wiesław Kajmowicz. Muzycy uczą się i pracują. Nie zawsze każdy może grać. – Dziś skład mamy szeroki. Wystarczy 30 instrumentów, żeby orkiestra dobrze brzmiała – mówi kapelmistrz.

Honor i zaszczyt

Orkiestrę założył 60 lat temu Stanisław Czachor. – On i następny kapelmistrz Kazimierz Wrona mieli autorytet w środowisku. Działali jak magnes. Przyciągali – mówi Wojciech Patyk. Nie inaczej jest obecnie, kiedy garną się młodzi. Tuzin adeptów uczy się obecnie u kapelmistrza gry. – Jesteśmy jak rodzina – podkreśla prezes Krzysztof Patyk. Kazimierz Wrona lata temu w jednym wywiadzie przyznał, że nigdy orkiestra nie zagrała w pełnym składzie. – Miał rację. Ale raz to się jednak zdarzyło. Na jego pogrzebie – dodaje Krzysztof. Tu szczególne znaczenie ma honor, wzajemny szacunek. Jakiś czas temu trębacze o świcie grali z wieży pieśni maryjne. Eugeniusz Hebda z Zalasowej piechotą szedł do Tuchowa, by grać. – Tu nikt nigdy nie pytał, co z tego ma. To jest dawanie z siebie. Zaszczyt grania na cześć Matki Bożej Tuchowskiej to jedyna nagroda i honor. Gra w zespole jest potrzebą duszy – podsumowuje o. Kazimierz Głaz. Czytają nuty, ale grają prosto z serca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama