Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bardziej papiescy niż Bruksela

Gospodarujący na wsi chętnie nawet oddaliby dopłaty za gwarancje zbytu produktów i możliwość sprzedaży bezpośredniej.

W całej Polsce rolnicy protestują przeciw polityce rządu i degradowaniu rolnictwa. W Tarnowie protest odbył się 17 marca. Uczestniczyło w nim około stu osób. Na ulicach miasta pojawiło się też kilkanaście ciągników w kolumnie. – Chcemy, by polski rolnik miał możliwość kupienia polskiej ziemi. Tymczasem łatwiej jest inwestorom z zagranicy nawet „na słupa” kupić ziemię niż rodzimemu rolnikowi. Chcemy też mieć możliwość sprzedaży bezpośredniej, jak mają rolnicy w Europie. Wreszcie też chcemy, by rządzący promowali zdrowy produkt regionalny. Nasi rolnicy od lat produkują zdrową, wysokiej jakości żywość – mówi Wojciech Włodarczyk, przewodniczący Zarządu Regionu Małopolska NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych.

Mówi się, że rolnictwo w Małopolsce z uwagi na małą powierzchnię gospodarstw nie ma sensu. – To jest bzdura – uważa rolnik Antoni Krawczyk. – Po co do Krakowa jeździć do pracy za 2 tys., jak mógłbym te same pieniądze zarobić, gospodarując na ziemi i sprzedając moje produkty. Dziś nawet jajek nie mogę sprzedać ani masła, które zrobię, ani śmietany. Jak zabiję świnkę i uwędzę wędliny, to też tego, co zostanie, sprzedać nie mogę – mówi Antoni. Marian Ślęczka hodował kiedyś tuczniki. – Oddałem do „Sokołowa” w 2010 roku 700 sztuk. Teraz chlewnia stoi pusta. W 2005 roku tucznik w skupie był za 4,5 zł, a kiełbasa wiejska kosztowała 18 złotych. Dziś tucznik kosztuje 3,5 zł, a kiełbasa jest po 30 zł. To kto zarabia na polskim rolnictwie? Bo na pewno nie rolnik – mówi Ślęczka. W dodatku pogłowie trzody spadło w Polsce z 17 mln do 11 mln sztuk. – Chlewnia u sąsiada też stoi pusta. Wielu przestało hodować, a robili to naprawdę dobrze i zdrowo. Ile miejsc pracy w rolnictwie straciliśmy? Dużo. Dotowana trzoda chlewna będzie przyjeżdżać teraz do Polski z zagranicy. Problem w tym, że nie mamy możliwości równego konkurowania z rolnikami z Europy – twierdzi Marian Ślęczka. Dlaczego? – Załatwili nas polscy rządzący. Nakładają na nas obowiązki i zakazy nieznane w innych krajach Unii Europejskiej. Są bardziej papiescy niż Bruksela – dodaje. Często krytycy wyrzucają chłopom, że biorą dopłaty, z powodu których jest im teraz lepiej niż miastowym. – 800 zł. Nie wiadomo na co dać. Zapłacić za dzierżawę, kupić nawozy, środki ochrony czy co innego? Bo na wszystko nie wystarczy. Ale nie o to chodzi. My nie chcemy nawet tych dopłat, byle pozwolili nam pracować i zarobkować, byle była stabilna polityka w sprawie rolnictwa. Co mi z dopłaty, jak zbiorę plony, których nikt ode mnie nie kupi? – pyta retorycznie rolnik spod Wieliczki Grzegorz Surówka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama