Nowy numer 38/2018 Archiwum

Bezpieczne gospodarstwo

Rolnictwo. Na przełomie kwietnia i maja odbywają się w wielu parafiach procesje w intencji obfitych plonów i dobrej pogody. Modlitwa to jednak nie wszystko…

Wnależącym do parafii Olesno Adamierzu na 50 hektarach gospodaruje Mariusz Kiwior. Ma prawie 40 lat, jest mężem Jadwigi od 17 lat i ojcem trójki dzieci. – Wspólnie z żoną dochodziliśmy do wszystkiego, co mamy. Ja prowadzę jeszcze działalność gospodarczą. Żona zajmuje się bardziej ogrodem, ja polem, aczkolwiek pomaga mi i w mojej robocie – mówi pan Mariusz. Jest rolnikiem z dziada pradziada. Chciałby zwiększyć swoje gospodarstwo, ale coraz trudniej jest z ziemią przez bariery agencyjne i niechęć ludzi do jej wydzierżawiania. – Wydzierżawiliby, ale nie chcą rezygnować z dopłat. Dla mnie jest to kłopot, bo moja praca, jej efekty zależą od wielu nieobliczalnych czynników, jak chociażby od  pogody. Bez dopłat produkcja byłaby nieopłacalna – dodaje pan Mariusz. – Rolnictwo? To bardzo droga sprawa, zwłaszcza gdy trzeba kupić nawozy czy środki ochrony roślin. Czasem jest mi aż żal, jak mąż wydaje tyle pieniędzy na opryski – uśmiecha się pani Jadwiga.

Praca, praca, praca…

W 2010 roku woda z niedrożnych rowów zalała gospodarstwo, uprawy zmarniały pod wodą, zalało też dom i budynki gospodarcze. – Wtedy nawet na zero nie wyszliśmy z robotą. A po kataklizmie w 2010 roku przyszły jeszcze ogromne ulewy w roku 2013. W tamtym roku mieliśmy problem ze skoszeniem zboża. Ostatnią część pól kosiłem w październiku. Po prostu kombajn nie wjechał w pole, tak było mokre. Można mieć sprzęt, ale nie da się go wykorzystać – opowiada rolnik. Jeszcze inną, ludzką stronę bycia rolnikiem pokazuje pani Jadwiga, żona Mariusza. – Kocham pracować w ogrodzie, który sama zaprojektowałam. Praca wycisza mnie, daje spełnienie. Rolnictwo oznacza nieobecność, bo mąż musi wiele czasu spędzić w polu, mniej jest go w domu. Ale nie ma znaczenia, czy mąż jest rolnikiem, czy nie. Ważne są relacje w małżeństwie. To, żeby się dogadywać, wzajemnie szanować – dodaje.

Na własnej skórze

Dwa lata temu Mariusz i Jadwiga wzięli udział w konkursie „Bezpieczne gospodarstwo”, organizowanym przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, KRUS, Państwową Inspekcję Pracy oraz różne instytucje, organizacje i instytuty naukowo-badawcze działające na rzecz poprawy bezpieczeństwa pracy w gospodarstwach rolnych, wreszcie producentów maszyn i urządzeń rolniczych. O tym, że bezpieczeństwo jest ważne, pan Mariusz przekonał się na własnej skórze w 2001 roku. – Spadłem ze starej drabiny. Złamałem nogę, pół roku miałem z głowy. Dziś mam drabiny aluminiowe, koszt takiej drabiny to 600, 700 zł, ale jakość bezpieczeństwa już zupełnie inna. Gdybym wtedy zainwestował chociażby w drabiny, nie straciłbym tyle cennego czasu – wspomina rolnik. Od czasu pierwszego startu w konkursie wiele zmieniło się w jego gospodarstwie pod względem bezpieczeństwa pracy.

Jest poprawa

Po dwóch latach od konkursu, w którym uczestniczyli Mariusz i Jadwiga, gospodarstwo w Adamierzu odwiedzili specjaliści: Eugeniusz Tadel z Małopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego Biuro Tarnów, Andrzej Kizior, młodszy inspektor pracy w oddziale Okręgowego Inspektoratu Pracy w Krakowie, i Robert Rybak, główny specjalista w Kasie Ubezpieczenia Rolniczego, placówka w Tarnowie. W sumie zobaczyli i skontrolowali 9 gospodarstw w regionie tarnowskim, które będą startowały w ogólnopolskim konkursie. – Stan bezpieczeństwa poprawia się – zauważa Andrzej Kizior. – Przede wszystkim zależy nam prewencji, na zapobieganiu wypadkom, żeby praca w rolnictwie była bezpieczna – dodaje Robert Rybak. Konkursowa komisja zwraca uwagę na ład i porządek na podwórzu, w zabudowaniach, na stanowiskach pracy. Sprawdza pod kątem bezpieczeństwa stan budynków, w tym schodów i używanych drabin oraz urządzeń i instalacji elektrycznych. – Badamy, czy maszyny i urządzenia używane w gospodarstwie mają osłony ruchomych części, czy są podpory, barierki i inne zabezpieczenia – wylicza Robert Rybak. Oko komisji patrzy również na stan maszyn, warunki bytowania zwierząt, jak są stosowane i przechowywane środki ochrony osobistej, jak przechowuje się środki ochrony roślin. – Sprawdzamy jakość sprzętu do opryskiwania roślin. Ponadto operator powinien mieć szkolenie, które musi co 5 lat odnawiać, powinien też prowadzić ewidencję zabiegów – mówi Eugeniusz Tadel. Co więcej, od 26 listopada tego roku każdy profesjonalny użytkownik środków ochrony roślin, który będzie chciał kupić w sklepie takie środki w profesjonalnych opakowaniach, będzie musiał wylegitymować się świadectwem aktualnego szkolenia. Inaczej kupi jedynie niewielkie dawki w mikroopakowaniach przeznaczonych dla działkowców.

Niewinna piła tarczowa

W gospodarstwie Mariusza i Jadwigi część mieszkalna i rekreacyjna gospodarstwa jest wyraźnie oddzielona od zabudowań i parku maszyn. – To bardzo ważne, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, które nie powinny mieć wstępu do części „roboczej” gospodarstwa, żeby na przykład tam się bawić – podkreśla Andrzej Kizior. Za wielkimi wrotami otwiera się królestwo maszyn i ziarna, w którym nieśmiało rządzą kury dowodzone przez czerwonego, ognistego koguta. Jednak jednym z najniebezpieczniejszych „mieszkańców” tej części gospodarstwa jest niewinnie wyglądająca piła tarczowa. Chyba nikt jeszcze nie wymyślił rankingu top- -10 takich najbardziej śmiercionośnych „potworów”, ale cyrkularka znalazłaby się w ścisłej czołówce. – Ta maszyna ma na szczęście osłonę na piłę, klin rozszczepiający przy cięciu wzdłużnym czy wreszcie osłonę na paski klinowe przy silniku – podkreśla Andrzej Kizior. Szukając innych maszyn, natrafić można na wał napędowy, tzw. kardan, który napędza dopięte do ciągnika maszyny. U pana Mariusza ma pełne osłony, a nawet dodatkowe zabezpieczenie. – Niedawno zdarzył się wypadek. Czteroletnie dziecko wsadzono do kabiny traktora, ale „nie zauważono”, że w kabinie jest z tyłu otwór. Dziecko wypadło z kabiny i zostało wciągnięte przez niezabezpieczony wał. Zginęło na miejscu – mówi inspektor.

Przez skórę

W gospodarstwie takim jak w Adamierzu, które polega na uprawie rośliny, czymś normalnym jest opryskiwanie pól. Rolnik musi jednak myśleć nie tylko o tym, żeby plony były obfite, ale także żeby nie zaszkodzić środowisku. – Stąd ważne są nie tylko przeglądy maszyn, zrobienie odpowiedniej kalibracji opryskiwacza czy posiadanie szkolenia. Trzeba też używać środków ochrony osobistej, jak maski, kombinezony, rękawice. Ludzie generalnie lekceważą te zabezpieczenia, a trzeba wiedzieć, że trucizna najbardziej oddziałuje na skórę i przez nią dostaje się do organizmu – mówi Eugeniusz Tadel. Troska o bezpieczeństwo pracy ze środkami chemicznymi to nie tylko dbałość o maszyny do oprysku czy aktualne szkolenie pracownika, ale również o właściwe, bezpieczne przechowywanie ich. Czasem wystarczyłaby zwykła szafka zamykana na klucz lub kłódkę, żeby uniknąć kontaktu z chemią zwłaszcza przez dzieci. Środki te powinny być przechowywane z dala od nawozów czy płodów rolnych. Opakowania może uszkodzić wysoka lub niska temperatura, więc i te czynniki trzeba uwzględnić. – Nie wolno wylewać popłuczyn na nieużytki, ponieważ na nich każdego dnia zakwita inny chwast, który jest atrakcyjny dla pożytecznych owadów – dodaje specjalista.

Odrobina dobrej woli

Sprawa oprysków okazuje się nie tak odległa od życia nierolników, którzy mają swoje małe przydomowe warzywniki czy zwyczajne ogrody. Żeby pozbyć się chwastów czy grzybów atakujących ukochane rośliny, pieczołowicie posadzone dla ozdoby domu czy pożytku mieszkańców, nierzadko człowiek ucieka się do stosowania środków ochrony roślin. Bywa, że opakowania po nich, często z zawartością nieużytej cieczy, są wyrzucane do śmieci i stają się potencjalnie zagrożeniem dla środowiska. A bywa, że wylewa się takie pozostałości czy popłuczyny do kanalizacji. – Jest taka możliwość, tylko potrzeba odrobinę dobrej woli, że opakowania po zużytych środkach oddaje się w sklepach, które prowadzą ich sprzedaż i mają obowiązek odbierania takich toksycznych śmieci – mówi Eugeniusz Tadel. Trzeba czytać instrukcje na opakowaniach, bo często pisze tam, że po trzykrotnym opłukaniu można opakowanie zwrócić w punkcie sprzedaży. A w Polsce mamy dość dobrze zorganizowany system utylizacji takich śmieci. – Mamy też ekologiczny rachunek sumienia rolnika, ułożony m.in. przez abp. Henryka Muszyńskiego. Warto ten rachunek znać i przede wszystkim podejmować poprawę i zadośćuczynienie, jeśli postępowało się inaczej – dodaje pan Eugeniusz.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma