Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020 Archiwum

Domownicy Pana Boga

Po rozbudowie kościół parafialny w Morzyskach zyskał wystrój, który wyczerpująco opowiada o Najświętszym Sercu Pana Jezusa.

Zbiegają się trzy rocznice: 40-lecie kościoła, 25-lecie przedszkola parafialnego, do którego uczęszcza aż 90 dzieci, i 250. rocznica ustanowienia święta Najświętszego Serca Pana Jezusa dla diecezji w Polsce.

Wyszła im kaplica

– Zwłaszcza tę ostatnią okoliczność wzięliśmy pod uwagę, przygotowując się do konsekracji rozbudowanego kościoła – przyznaje ks. Jan Panek, proboszcz parafii. Dedykacja świątyni odbyła się w czerwcu. Przewodniczył jej biskup tarnowski Andrzej Jeż. Duszpasterstwo w Morzyskach wiąże się z przybyciem tam w 1943 roku sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi.

Po wojnie pojawiła się idea rozbudowy kaplicy w domu sióstr. Komuniści nie wyrazili na to zgody. Miejscowi dostali jednak pozwolenie na budowę stodoły. Budowali tak, że wyszła im kaplica. Obiekt został przez komunistów w dramatycznych okolicznościach zamknięty. Do tematu budowy kaplicy wrócono w 1972 roku. – Proces budowy parafii dokonał się za czasów jednego pokolenia i pod kierunkiem jednego tylko kapłana, ks. Mariana Wala, który od 1972 do 2007 roku tu duszpasterzował. Ta parafia to dzieło jego kapłańskiego życia – mówi Edward Milewski z rady parafialnej. W 1975 roku poświęcono kościół (parafia została erygowana w 1981 roku), który w ostatnich paru latach rozbudowano.

Zdrowa ambicja

– Kościół był zbyt mały jak na potrzeby rozrastającej się wspólnoty – przyznaje Edward Milewski. Architekt Maciej Nejman miał twardy orzech do zgryzienia. – Musiał tak wszystko zaplanować, by w czasie budowy można było korzystać ze starej części, a po rozbudowie wszystko stanowiło jednorodną całość. To się udało – przyznaje ks. Jan Panek. Budowa trwała 20 miesięcy. – W sumie powierzchnia kościoła zwiększyła się dwukrotnie, jest zatem więcej miejsca dla wiernych – informuje Maciej Nejman. Przy okazji udało się zainstalować nowoczesne ogrzewanie i wentylację. Świątynia jest owocem wiary i ofiarności ludzi, ale też zdrowej ambicji posiadania pięknego kościoła. – Nasza świątynia jest domem Bożym, w związku z tym my – domownikami Boga. Zdajemy sobie sprawę, że konsekracja nie jest zakończeniem rozbudowy, ale jej początkiem. Teraz my własnym życiem musimy świątynię i Kościół nieustannie wzmacniać i chronić – przyznaje parafianka Ewa Chmielarz.

Tradycja jest żywa

– Wnętrze rozbudowanego kościoła dla tego, kto potrafi czytać znaki, przedstawia katechezę o Sercu Pana Jezusa – mówi ks. Jan. W przedsionku mamy 12 obietnic przekazanych św. Małgorzacie Marii Allacoque. Na ścianie ołtarzowej figurę Serca Jezusa, obok witraże z postaciami ludzi kierującymi się w jego stronę. Z lewej strony prezbiterium klasyczne malarskie wyobrażenie Serca Jezusa. Witraże w ścianach bocznych przedstawiają ostatnią wieczerzę, w czasie której św. Jan położył na Jezusowym sercu swoją głowę, przebite włócznią serce Jezusa na krzyżu, św. Tomasza, który „uwierzył, bo zobaczył”, wreszcie św. Małgorzata Marię Allacoque. Czy kult Serca Jezusa łatwo dziś szerzyć? – Ten kult był dominujący w Kościele w całym XX wieku – przypomina ks. Jan. Dziś popularni są święci: Jan Paweł II, św. Faustyna, bł. Karolina. – Ale oni przecież wyrastali na tradycji Serca Jezusa, na praktykach 9 pierwszych piątków miesiąca. To ostatnia pobożna i popularna nadal praktyka pozwala dziś najmłodszym mówić o Sercu Pana Jezusa – dodaje ks. Panek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama