Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jezus wyszedł z karczmy

Sto lat temu niektórzy sądzili, że wierni z Łężkowic, Targowiska i Książnic mają jak w pieśni „serca zimne jak lód”. Udowodnili, że taki sąd jest daleko nieuzasadniony.


Zaczęło się od tego, że wierni w parafii Chełm nad Rabą od dawna czuli, że trzeba zbudować kościół za rzeką. – Dzisiejszej drogi nie było. Ludzie stąd przeprawiali się przez Rabę promem do kościoła w Chełmie. Jak była wielka woda, to byli odcięci. Trzeba było iść przez Książnice i Siedlec. Z tego powodu wielu ludzi chodziło rzadko do kościoła, co ówczesny proboszcz z Chełma traktował jako objaw religijnej oziębłości – opowiada ks. Adam Sztaba, proboszcz parafii w Łężkowicach, do której należą obydwie pozostałe wioski. 
Kiedy zatem zapadła decyzja budowy kościoła, zdecydowano, żeby rozpalić ludzi, świątyni nadać tytuł Najświętszego Serca Pana Jezusa. To jedna z hipotez na temat genezy tytułu parafii. 


Armatnie salwy


O budowie i jej okolicznościach arcyciekawie pisze budowniczy i pierwszy proboszcz ks. Wojciech Lalik. W Łężkowicach zamieszkał w wynajętym pokoju w miejscowym dworze. Ale nie miał gdzie dla ludzi Mszy św. odprawiać. „Stało sobie we wsi Łężkowice odwieczne stare karczmisko, gdzie Żydzi dość grosza od ludzi za wódkę zabrali, gdzie szatan nahulał się do syta, gdzie pijacy niejednemu do wieczności niespodziewane awizo wypisali, gdzie więc tyle wódki wypito, tyle muzyk, tańców się odbywało. Tam, z powodu braku innego miejsca, powyjmowano ściany, oczyszczono, ustawiono prowizoryczny ołtarz, poświęcono uroczyście w obecności ks. dziekana Sękowskiego i kilku księży” – pisze barwnie ks. Lalik w kronice parafialnej. 
Budowa trwała dwa lata. Krótko. – Było to możliwe, bo budowniczowie mieli trochę funduszy. Katarzyna, siostra śp. ks. Rosnera z Chełma, zapisała na ten cel 20 morgów gruntu i budynki, które miała w Książnicach. Fundusze dały też benedyktynki ze Staniątek, do których wieś kiedyś należała, resztę dołożyli parafianie – tłumaczy ks. Sztaba. 
W 1921 roku świątynię oddano do kultu i przeniesiono Pana Jezusa z kaplicy tzw. karczmy do nowej świątyni. – Ks. dziekan Andrzej Sękowski wśród salw armatnich wprowadził w uroczystej procesji Pana Jezusa ze starej kaplicy do nowego przybytku. Zabrzmiało uroczyste „Gloria” pod niebiosa, przebiło sklepienia i popłynęło hen ku górze na znak, że tu chwała Bogu przez wieki rozbrzmiewać będzie – nie traci stylu niezawodny ks. Lalik.


Każdy dał serce


Neogotycką świątynię zaprojektował słynny Jan Sas Zubrzycki. Wnętrze utrzymano w podobnym stylu. – Tu w głównym ołtarzu mamy figurę Serca Jezusowego. W niedzielę byłem z Komunią św. u pewnej pani, której dziadowie, Solarzowie, fundowali tę figurę, a było ich na to stać w owym 1922 roku, bo byli wówczas już dużymi gospodarzami – opowiada Zygmunt Włodarczyk, nadzwyczajny szafarz Eucharystii, członek rady parafialnej. Przy okazji tej wizyty rozjaśnia się historia drugiej figury, podobnej, która jest feretronem. – Otóż tę figurę do noszenia ufundowała młodzież z Targowiska, z założonej w 1928 roku organizacji „Wici”. Grano w budynku ówczesnej gminy, w którym była mała sala, przedstawienia, w czasie których zbierano datki na tę figurę – dodaje Włodarczyk. 
Jest jeszcze jedno Serce. Drugi feretron. Ten bardzo współczesny, w formie witrażu, fundowany przez mieszkańców trzeciej wsi w parafii, Książnic. – Kult Serca Jezusowego ma u nas tradycyjne przejawy, jak w innych parafiach: nabożeństwa czerwcowe, pierwsze piątki. Kiedyś przy okazji misji intronizacyjnych rodziny parafii powierzone zostały Sercu Jezusowemu. Dziś mamy taki mały ryt przy ślubach, kiedy małżonkowie czynią to sami – mówi ks. Adam.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama