Nowy numer 47/2020 Archiwum

Droga jak życie

Kierunek: Jasna Góra. Idą 9 dni, przechodzą 230 kilometrów. Tak naprawdę jest to jednak wędrówka w głąb siebie.

Piesza Pielgrzymka Tarnowska na Jasną Górę odbyła się w tym roku po raz 33. Są rzeczy niezmienne. – W sercu człowieka jest potrzeba, by ciągle dokądś iść, ciągnie nas do drugiego człowieka, do świata. Poznać coś, zobaczyć, przeżyć. Pielgrzymując, realizujemy głębokie pragnienie bycia w drodze – podkreśla ks. Zbigniew Szostak, dyrektor PPT. Ci, którzy świadomie uczestniczą w pielgrzymce, mają świadomość tego, że choć do pokonania są kilometry, tak naprawdę jest to pielgrzymka w głąb siebie. – W głąb swojej duszy. Żeby się wyciszyć, rozmodlić, przemyśleć, żeby zrozumieć, że nawet siedząc w domu, jestem w drodze – dodaje ks. Szostak.

Ofiara z siebie

Izabela Starzyk chodzi do liceum. Mieszka w Czarnej Tarnowskiej. – Czwarty raz idę. Pielgrzymka wciąga, jeśli się jej spróbuje – zapewnia. Sylwia Wrona z „jedynki” w tym roku szła po raz drugi. – Wróciłam w zeszłym roku i bardzo mi brakowało atmosfery pielgrzymkowej. Nie mogłam się doczekać kolejnej pielgrzymki – przyznaje.

Paradoksalnie najbardziej podoba się im to, na co ludzie zwykli narzekać: trud, brak komfortu, zmęczenie. – Chcę być lepsza. Chcę żyć lepiej. Uczę się rezygnować czasem z drobnych rzeczy, dać coś z siebie, złożyć ofiarę – deklaruje Iza. Czy Bóg tego od nas oczekuje, skoro ma wszystkiego pod dostatkiem? – Bóg nie, ale my potrzebujemy, bo nasza ofiara zmienia nas samych. Nas, którzy jesteśmy na trasie, być może potrzebują także ci, którzy zostają w domach, którzy się przyglądają z boku. Jak jesteśmy autentyczni, to jesteśmy dla nich świadkami wiary. Tu się odbywa ewangelizacja – dodaje.

Akumulatory znów pełne

Oczywiście pielgrzymka – choć to oklepane sformułowanie – to „ładowanie akumulatorów”. W „piętnastce” pielgrzymowali Wiesława i Mieczysław Kęskowie. Syn jako porządkowy. Julka jeszcze w wózku. – Przez tych 9 dni jesteśmy tylko dla siebie. Nie mamy żadnych obowiązków, które by nas odrywały od rodziny, nie musimy pracować, wyłączamy się, nabieramy energii – mówi Mieczysław. Alicja Nowak z Łękawicy, żeby iść, musi pokonać mnóstwo trudności. – Niedawno wyszłam ze szpitala. Podpieram się dwoma kijami, ale idę. Zaufałam Bogu, od niego dostałam drugie życie, wtedy kiedy wylądowałam w Krakowie na onkologii – opowiada. Ciężarów dnia codziennego ma poza tym całą masę. Więcej niż przeciętny człowiek. – Pielgrzymka to wyciszenie, zatopienie w modlitwie, oderwanie psychiczne od kłopotów. Bez tego łatwo byłoby się załamać – przyznaje. Pielgrzymuje, kiedy tylko może. W każdą 1. sobotę miesiąca na przykład pieszo chodzi do Tuchowa. – Idę wtedy sama jedna, ale wiem, że sama nie jestem. Ze mną są Jezus, Maryja i Anioł Stróż – mówi.

Brat i siostra

Na PPT jest jeszcze „brat” i „siostra”. – Pomagają mi tu ludzie, sami z siebie. Ja, jeśli mogę, też chętnie pomagam – mówi Alicja. Iza i Sylwia także podkreślają znaczenie pielgrzymkowej atmosfery. – Po powrocie z pierwszej pielgrzymki właśnie tego mi brakowało. Tego „bracie”, „siostro”. Tego, że wszyscy są dla siebie absolutnie bezinteresownie mili, serdeczni, uśmiechają się do siebie. Tego nie ma na co dzień. Świat nie jest idealny – przyznaje Sylwia. Chyba że akurat ów „świat” pielgrzymuje. Siostra Ambrozja Jarosz mówi wprost, że pielgrzymka dodaje skrzydeł wierze, zaangażowaniu apostolskiemu. – Mnie trochę popchnęła pielgrzymka do tego, żeby się zaangażować we wspólnotę. Zawsze takiej szukałam. Znalazłam w zeszłym roku. Warto obok siebie mieć ludzi, którzy pokażą ci, jak żyć, jak iść do Boga – mówi Iza. Pielgrzymka trwa 9 dni. – Całe życie powinno być jak pielgrzymka – mówią licealistki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama