Nowy numer 49/2020 Archiwum

Pooddychać Polską

Młodzież spod Żytomierza na Ukrainie gościła na Powiślu i Limanowszczyźnie.

Udział w patriotycznej akademii w Gręboszowie, zwiedzanie malowanej wioski w Zalipiu, modlitwa w kościele parafialnym w Borusowej, wizyta w Limanowej, Szczyrzycu i u bp. Andrzeja Jeża – bogaty był program pobytu młodzieży z Ukrainy w diecezji tarnowskiej. W Gręboszowie i Borusowej młodzi dali też krótki koncert polskich pieśni religijnych i patriotycznych. Z młodzieżą przyjechała Żanna Szyszkina, nauczycielka języka polskiego, prowadząca też tamtejszy zespół muzyczny, prezes oddziału Związku Polaków im. Władysława Reymonta w Wołodarsku Wołyńskim.

– Z dziada pradziada słyszało się o polskości, zachowaniu tradycji, o katolicyzmie. A nie mogliśmy o tym publicznie mówić. Najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa było słuchanie Mszy św. z Watykanu transmitowanej przez Głos Ameryki – opowiada pani Żanna. W 1991 roku pojawił się w jej stronach ks. Ryszard Szmist z diecezji tarnowskiej. – To było jak słońce na niebie. Ks. Szmist uczył dzieci języka polskiego. W ciągu 12 lat swej pracy wybudował 3 kościoły, odrodził około 8 parafii. Polskość kojarzyła się nam z ks. Szmistem z Tarnowa – opowiada pani Żanna. Dziś oddział Związku Polaków im. Władysława Reymonta prowadzi polską szkołę, w której jest 194 uczniów w dwóch punktach nauczania, w Nowej Borowej i Wołodarsku Wołyńskim.. Goście z Ukrainy przyjechali na zaproszenie mec. Pawła Dunikowskiego, którego maksymą są słowa „kochaj rodaka na Wschodzie jak bliźniego swego”. Pan Paweł nawiązał kontakt ze Związkiem Polaków w Wołodarsku Wołyńskim, dawanych Horoszkach. – Zaprosiłem młodzież stamtąd do Polski. Bardzo w tym pomogły samorządy miasta i gminy Limanowa. Dostarczaliśmy dzieciom i młodzieży książki w języku polskim. Bardzo nam też pomagają strażacy z Piekiełka, którzy zebrali już kilkaset kilogramów książek i podręczników – dodaje mecenas. W Borusowej Polaków z Ukrainy gościł ks. proboszcz Marian Kujda. – Zacząłem pomagać Polakom na Ukrainie w latach 90. XX wieku. Taki obrazek, który mną wstrząsnął: jeśli ktoś wymagał opieki lekarskiej, szpitalnej, to przyjeżdżała karetka z Mościsk i sanitariusz podawał warunki – 10 dolarów, paliwo, pościel na zmianę i pieniądze na pobyt w szpitalu. Jeśli ktoś tego nie miał, a zwykle było tak, że nie, to zostawała droga „na górkę”, gdzie był cmentarz. Ludzie tam żyjący to nasi bliźni. Mamy obowiązek o nich pamiętać – mówi proboszcz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama