Nowy numer 47/2020 Archiwum

Cena wolności

Dawniej atrium nazywano dziedziniec przed kościołem. Norwid zaś pisał, że to teatr jest atrium spraw niebieskich.

Na scenie mieleckiej Kany młodzież z zespołu teatralnego działającego przy parafii MB Nieustającej Pomocy zaprezentowała kolejną premierę. Spektakl nosi tytuł „Cena wolności”. – Jest o Judaszu i o św. Maksymilianie. To fantazja na temat wolności. Jeden będzie niewolnikiem, żyjąc w przekonaniu, że pieniądze dają wolność, drugi wolnym czuje się nawet w obozie – opowiada opiekun zespołu ks. Marek Synowiec. Spektakl obejrzała społeczność II LO i parafianie. – To przedstawienie jest właściwie formą rekolekcji. Spektakl inspiruje do stawiania sobie najważniejszych życiowych pytań – mówi ks. prałat Kazimierz Czesak, proboszcz parafii MB Nieustającej Pomocy.

Od czasu do czasu

W parafii zespół teatralny funkcjonuje od 3 lat. – Zaczęło się od grupy młodzieżowej, której ks. Marek zaproponował przygotowanie spektaklu – wspomina Magda Królikowska. Na pierwszy ogień poszły jasełka. – Teatr powstał może z odrobinę egoistycznych motywów, bo po prostu bardzo to lubię – przyznaje ks. Synowiec. Polubili to także młodzi. – Teatr jest fajny. Mamy z tego dużo przyjemności. On też chyba ożywia środowisko, bo ludzie się interesują, mają jeszcze jeden powód, by wyjść z domu. A w Mielcu brakuje raczej propozycji na dobre spędzenie godzinki po południu – tłumaczy Kuba Parys. Dzięki grupom jak ta od czasu do czasu taka okazja się zdarzy. – Szkoda tylko, że jednak dość rzadko są kolejne premiery. Ale nie ma tak wiele czasu, bo teatr działa niezależnie od grupy apostolskiej – dodaje Agnieszka Szczurek.

Droga na scenę

Trudno jednak nie zauważyć, że teatr jest po prostu grupą apostolską. – To wynika z tego, że każdy spektakl, przedstawienie, to wyraz także naszych przekonań – mówi Magda. Niektórzy przez deski sceniczne zbliżają się do Kościoła. – Ja jestem z Radomyśla. W szkole ksiądz Marek zaproponował mi rolę w spektaklu. Nie byłem dotąd w żadnej grupie kościelnej – przyznaje Marcel Idzik, grający w ostatnim przedstawieniu Maksymiliana Kolbego. Kuba Parys do grupy apostolskiej trafił przez teatr. – Trzy lata temu zagrałem w jasełkach. Potem były wakacje, pielgrzymka… I we wrześniu przyszedłem do wspólnoty – mówi. To ostatnie słowo w przypadku tego teatru ma ogromne znaczenie. – My funkcjonujemy w zespole realizującym przedstawienia jak rodzina. Cudowna atmosfera, pełna życzliwości, wzajemnej troski. Teatr, zadanie, które stoi przed nami, po prostu nas jednoczy, scala bardzo mocno – mówi Magda Królikowska.

Najważniejsze próby

Zaangażowanie w teatr przynosi młodym szereg korzyści. – Konieczność wyjścia na scenę wielu z nas emocjonalnie pootwierała – mówi Dorota Rożniecka, maturzystka. – Teatr podnosi naszą samoocenę, dodaje odwagi, pewności, co procentuje potem poza sceną – podkreśla Agnieszka Szczurek. – Mam poczucie, że robimy coś ważnego i dobrego – dodaje Magda. Dorota uważa, że widoczna dla innych aktywność młodych to sygnał, że młodzież coś potrafi, coś chce dać drugiemu człowiekowi, że nie zamyka się w sobie i na wszystkich wokół. Dla ks. Marka Synowca istotne jest jeszcze coś innego. – Najważniejsze dzieje się na próbach, kiedy pracujemy ze scenariuszem, kiedy nawiązują się relacje, kiedy przychodzą do mnie, dopytują o wiele spraw pozascenicznych, kiedy pytają o prawdy wiary, kiedy próbują rozstrzygnąć wątpliwości. To ma znaczenie. Mam przekonanie, że przez ten zespół, teatr, rozwija się ich wiara – mówi ks. Marek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama