Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tu można znaleźć miłość

Założona przed 50 laty placówka nie tylko kształci muzyków, ale i wychowuje, zwłaszcza młodych.

Ponad 100 osób na siedmiu rocznikach uczy się kunsztu gry na organach w Diecezjalnym Studium Organistowskim (DSO) w Tarnowie. Młodzi zapisują się do studium zachęcani przede wszystkim przez proboszczów, tak jak w przypadku Piotrka Kopacza z Borzęcina. – Ksiądz proboszcz dowiedział się, że uczę się grać na fortepianie. Zaproponował mi naukę w studium, które wcześniej sam skończył. Miałem wtedy 16 lat. Nie miałem zielonego pojęcia o tym, czym jest szkoła dla organistów – śmieje się tegoroczny maturzysta i student IV roku DSO.

Szansa na rozwój

Kasia Sacha z Miechowic Małych wybrała grę na organach spontanicznie. – Pociągały mnie możliwości, jakie daje ten instrument, który może zastąpić całą orkiestrę – mówi studentka IV roku DSO. Joanna Izworska, od dwóch lat organistka w par. św. Wawrzyńca w Nowym Sączu-Biegonicach, zawsze chciała grać na organach. Z kolei Paweł Grabczyński z Tarnowa od dziecka wychowywał się w przyjaźni z muzyką kościelną. – Moja mama prowadzi scholę w par. Miłosierdzia Bożego. Ale miałem też podejście pragmatyczne, zapisując się do studium organistowskiego. Im więcej mamy różnych umiejętności, tym łatwiej będzie nam znaleźć pracę – podkreśla student IV roku DSO i PWSZ w Tarnowie. Bywa, że nauczyciel w szkole muzycznej zauważy, iż konkretny uczeń wiele nowego w takiej placówce się nie nauczy. Tak było z Hanią Zemanek z IV roku DSO.

90 procent sukcesu

Podobno talent to tylko 10 procent sukcesu. – Reszta to ciężka, codzienna praca – podkreślają studenci. Kasia ćwiczy od 3 do 4 godzin, czasem nawet 5, podobnie Hania. Dla Piotrka zwykły dzień to nauka w szkole, po obiedzie przychodzi do studium, ćwiczy do godz. 18 lub 19. Wraca do mieszkania i wtedy odrabia lekcje. – Nie ma zbyt wiele czasu na zwykłe życie nastolatka – opowiada. Pani Joanna przez pięć lat dwa razy lub jeden raz w tygodniu dojeżdżała z Nowego Sącza do Tarnowa na zajęcia. – Zajmowało to nieraz dwie godziny w jedną stronę. Ale nie żałuję, bo studium daje solidne podstawy, pomaga odkrywać piękno muzyki liturgicznej dzięki fachowcom, którzy nas uczą teorii i praktyki – mówi organistka.

Nie tylko przyjaźń

Ulubionym miejscem w studium jest niewielka kuchenka i przylegająca do niej antresola, na której postawiono ławki oblegane w czasie przerw przez studentów i… nauczycieli. – Ja tu znalazłam przyjaciół bliskich memu sercu i, mam nadzieję, na całe życie. Cieszę się, że tu jestem. Nie zamieniłabym tej szkoły na inną – mówi Hania. Piotrek nudził się z początku na pierwszym roku nauki. Wiedział, że musi go jakoś przetrzymać. – Prawdziwe lekcje gry na organach zaczęły się na II roku. A ze zwykłego ćwiczenia zrodziła się pasja. Chciałbym być organistą i prowadzić chór – wyznaje maturzysta. Poza przyjaźnią i pasją w studium można odkryć też… miłość. – Tutaj poznałem moją dziewczynę – przyznaje się z uśmiechem Paweł.

Małe ręce

Wśród pięciorga moich rozmówców są trzy kobiety. W studium uczy się ich coraz więcej. Stanowią dziś 20 procent wszystkich uczniów. – Mam drobną budowę ciała i dziewczynom takim jak ja trudniej jest grać na organach. W przeciwieństwie do chłopaków, którzy mają większe ręce. Ale można sobie poradzić – mówi Kasia. Inne doświadczenie, bo z bycia już organistką, ma pani Joanna, od niedawna mężatka. – Prowadzę chór w parafii. Trzeba mieć powołanie do takiej pracy, zwłaszcza gdy się założyło rodzinę – mówi organistka. Jeśli już zostanie się organistą, obowiązków nie brakuje. – Organista, poza graniem w kościele, może prowadzić scholę, chór, musi opiekować się też instrumentem – mówi Paweł.

Dziękujemy za uznanie

ks. dr Grzegorz Piekarz, dyrektor Diecezjalnego Studium Organistowskiego – Szkoła cieszy się uznaniem tych, którzy przyjeżdżają do nas, żeby posłuchać naszych uczniów. Studentów szukają u nas najlepsze uczelnie muzyczne w Polsce, jak choćby Akademia Muzyczna im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Nasi uczniowie zdobywają laury na ogólnopolskich konkursach. Spośród absolwentów, którzy zdawali na uczelnie muzyczne, wszyscy się dostali. Około 25 procent uczniów kończy naszą szkołę. Przyjeżdżają do nas uczniowie z diecezji rzeszowskiej i krakowskiej. Sami sprzątają szkołę, pomagają w jej odnawianiu. Uczą się już tutaj troski o swoje przyszłe środowisko pracy, o instrument, który czasami ma wartość wysokiej klasy mercedesa lub jeszcze większą. W szkole również mamy jeden z najlepszych instrumentów w Polsce, jeśli chodzi o szkoły organistowskie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama