Nowy numer 48/2020 Archiwum

Teatr spraw niebieskich

Pani Maria była dekoratorką w teatrze. Pan Kazimierz to złota rączka. Oboje sercem zawsze blisko Kościoła. I tak stworzyli szopkę – opowieść o Bożym Narodzeniu.

To nie jest zwykła szopka, jedna z wielu, jakie są w kościołach, stanowiąc jedynie dekoracyjny element bożonarodzeniowego wystroju świątyni – mówi ks. Jacek Nowak, proboszcz mościckiej parafii. – Ta w Mościcach jest prawdziwą opowieścią o Bożym Narodzeniu, z fabułą, scenografią, muzyką, z nastrojem, radością i powagą. Jak w teatrze. Tu wszystko jest na swoim miejscu, tu każda figurka gra swoją rolę – dodaje proboszcz.

Reżyserami tej opowieści są państwo Koziołowie. Pani Maria, plastyk, pracowała jako dekoratorka w teatrze. Dba o to, by w szopce wszystkie elementy do siebie pasowały. Na górze, w oddali widać polski zimowy krajobraz. Jest kościół, plebania i domy. Kiedy bije kościelny dzwon, powoli gasną światła w domach. – Ludzie wychodzą na Pasterkę – wyjaśnia pan Kazimierz. Słychać kolędę, za każdym razem inną. Niżej góral pasie owce, które się poruszają po polu i beczą. – Nagrywałem je chyba z tydzień w pobliskiej Zawadzie – podkreśla pan Kazimierz. Słychać też ćwierkania i trele ptaków, te z kolei w dużej mierze z mościckich działek. Dalej płynie górski strumień, woda wlewa się do rynienki, która się przechyla i napełnia wodopój. Obok drwale tną drzewo, jakaś kobieta pierze nad strumykiem. Z drugiej strony jest pałac Heroda, do którego przyszła śmierć. Na pierwszym planie natomiast stajenka i Nowonarodzony. Ulubiony fragment szopki pani Marii, która zadbała o najmniejszy szczegół. – Tu już wszystkie figurki się poruszają. Diabeł zagląda przez okno ciekaw, co się tu dzieje – wyjaśnia pan Kazimierz, który je uruchamia. Trudno je zliczyć, są ich dziesiątki. Niektóre Koziołowie przywieźli z Mediolanu. Szopkę w Mościcach przygotowują co roku od 25 lat. Kiedy zaczynali, najmłodszy syn miał 3 lata. – Teraz będą ją oglądać nasze wnuczki – mówi pan Kazimierz. Za każdym razem coś udoskonalają. Domki, kiedyś z kartonu, teraz są drewniane. Pan Kazimierz uruchamia kolejnych aktorów, przydzielając im role. Pani Maria dopracowuje scenografię. Prawdziwy mech i kamienie maskują to, co ma być niewidoczne. – Spektakl, na który zapraszają nas państwo Koziołowie, jest istotnie „atrium spraw niebieskich”, a przy tym mądrą katechezą dla dzieci i dorosłych – mówi ks. Jacek Nowak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama