Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kaloryfer na zimno

Niektórzy mówią, że będzie ich stać na pomaganie, jak będą mieć milion. A ja myślę, że pomaga nie ten, który ma, ale ten, który chce – mówi Katarzyna.

Dom parafialny w Zbylitowskiej Górze. Trwa w rejonie finał Szlachetnej Paczki. Lista rodzin to 55 nazwisk. – Bardzo się cieszę, że pomożemy wszystkim – mówi Justyna Tokarz, liderka rejonu Szlachetnej Paczki. Największa sala zastawiona pudłami. Dwie pryzmy liczą każda po 20 paczek. Jest kilka kuchenek gazowych, lodówki. Wszystko nowiutkie.

– To jest konkretna pomoc. Jest też sygnałem tego, że ludzie w potrzebie nie są sami, że mogą mieć nadzieję na przyszłość i to jest też zachęta, by sami spróbowali zmienić swoją sytuację – dodaje Justyna. Do Szlachetnej Paczki nie można się zgłosić, ale można zostać zgłoszonym. – Osobiście odwiedziłam dwukrotnie 8 rodzin. Najpierw, by zweryfikować sytuację, a później, by poznać potrzeby – informuje Paulina Kocik, wolontariuszka Szlachetnej Paczki. Czego ludzie potrzebują? – Środki czystości, produkty spożywcze, odzież, obuwie. Ale nawet mówiąc o tych podstawowych potrzebach, czynią to ze swojej skromności po prostu niechętnie – mówi wolontariuszka Gosia Majcher. Paulina trafiła do starszej kobiety mieszkającej z córką. Jeśli mówiła o potrzebach, to tylko dla córki. Nic dla siebie. Wreszcie udało się z kobiety wyciągnąć, że kurtkę zimową ma jedną, tę samą od 10 lat. Przydałaby się nowa. – Jak dziecko pisze, że chciałoby dostać cokolwiek do ubrania, to kraje się serce – mówi Magdalena z przedszkola w Zbylitowskiej Górze. Wraz z Dominiką ze żłobka zaprosiły rodziców dzieci z tych placówek do akcji. Objęli kompletną opieką trzy rodziny. – Rodzice są wspaniali. Zakupili wszystko, co było trzeba. Kiedy jednej z mam powiedziałyśmy, że na liście potrzeb jednej rodziny jest kaloryfer, to mimo że do finału było jeszcze sporo czasu, natychmiast chciała jechać do sklepu i zawieźć pod adres, bo „przecież może marzną” – mówią panie. Alicja Miszkurka z Mościc pomaga przy finale jako wolontariusz. Sama ze znajomymi także przygotowywała paczkę. – Wracałam ze szkoły. W skrzynce pocztowej znalazłam kopertę bez znaczka z moim imieniem i nazwiskiem. W środku kartka „Na pomoc szlachetnej paczce” i 500 zł – wspomina. Ktoś wrzucił pieniądze, bo wiedział, że zostaną dobrze wykorzystane. Katarzyna koordynowała prezenty dla jednej z rodzin od wielu osób. Kiedy zebrali większość darów, za resztę kupiła w sklepie buty dla dzieci, odzież zimową. – Pomaga nie ten, kto ma pieniądze, ale ten, który chce pomagać – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama