GN 47/2020 Archiwum

Magdalena jedzie do Afryki

O ustabilizowanym życiu, znakach i radykalnej decyzji z Magdaleną Iwan, świecką misjonarką, rozmawia ks. Zbigniew Wielgosz.

Ks. Zbigniew Wielgosz: Do czasu podjęcia decyzji o wyjeździe na misje miała Pani pracę, przyjaciół… Ucieka Pani przed życiem?


Magdalena Iwan: Właśnie nie! To prawda, miałam już ustabilizowane życie, pracę w szkole, uczyłam geografii i przyrody, byłam z życia tutaj zadowolona, ale pojawiły się osoby, znaki, które spowodowały, że zrezygnowałam z tego wszystkiego, nawet z mieszkania w Polsce. Niczego mi tu nie brakowało, niczego się tu też nie bałam, żebym miała przed tym uciekać.


Jakie to były znaki?


Kilka lat temu zaczęłam uczęszczać na spotkania Legionu Misyjnego. To grupa kleryków, księży, byłych misjonarzy, osób świeckich, której przewodzi ks. Stanisław Wojdak, ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. W międzyczasie ksiądz katecheta w szkole, w której uczyłam, założył koło misyjne. Zaczęłam się w jego działania angażować. Po drodze była też Szkoła Animacji Misyjnej w Czchowie i oazy misyjne. 


I z tego wszystkiego zrodziło się powołanie misyjne?


Na mojej drodze zaczęli się też pojawiać misjonarze, poza tym modlitwa, słowo Boże, które bardzo konkretnie zaczęło we mnie działać. To wszystko spowodowało, że zostawiam szkołę, pracę, dom rodzinny… 


Będzie pani misjonarką, a nie wolontariuszką. Jest jakaś różnica?


Nie chciałam być wolontariuszką, która pomaga na przykład w szpitalu czy na misji i jest tam kilka miesięcy. Chciałam zostać misjonarką, przejść odpowiednią formację, przyjąć krzyż misjonarza, oddać Panu Bogu i ludziom więcej czasu, niż to robi wolontariusz.


Chciała pani jechać do Afryki?


Nie wybierałam sobie kontynentu czy kraju. Ale w duchu modliłam się, żeby jechać do Republiki Środkowoafrykańskiej. I wiem, że tam, w Bagandou, gdzie jest szpital prowadzony przez naszą diecezję, też się modlili o mój przyjazd. Znam sytuację w tym kraju i paradoksalnie nie boję się tam jechać. Jestem bardzo szczęśliwa, że będę pracować właśnie tam.• 


Nasi w RŚA


Obecnie w Republice Środkowej Afryki pracuje 11 księży fideidonistów i 4 osoby świeckie. Kilka miesięcy temu do pracy w tym kraju powrócił ks. Mateusz Dziedzic, który w 2014 roku został porwany przez rebeliantów i był przetrzymywany przez nich przez cztery tygodnie. 21 stycznia do tarnowskich misjonarzy dołączy Magdalena Iwan, która została posłana na misje 6 stycznia przez bp. Stanisława Salaterskiego. Kolejną osobą świecką, która jedzie do RŚA, jest Marek Bartler, który ma blisko 70 lat, był pilotem, pracował już w Afryce jako wolontariusz, a teraz pojedzie budować kościół w Bagandou w RŚA. 


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama