Nowy numer 48/2020 Archiwum

Gorszy od zwierzęcia?

Odchody tego drugiego potrafią szybko się rozłożyć, śmieci wyrzucone przez pierwszego będą pewno cennym wykopaliskiem archeologicznym.

W tak zwanym wolnym czasie udaje mi się znaleźć chwilę, żeby odwiedzić stary, dobrze znany mi las, w którym w szkolnej młodości uczyłem się naocznie przyrody, odkrywając nieraz niezwykłe osobliwości botaniczne pośród pospolitych sosen, dębów i brzóz.

Dzisiaj postanowiłem sprawdzić, jak się miewa dość znaczne stanowisko widłaka goździstego, rośliny starszej od paproci. Znalazłem ją ze 20 lat temu i byłem ciekaw, czy ta chroniona prawem roślina jeszcze sobie rośnie.

Żeby to sprawdzić, trzeba wejść leśnym duktem w las, żeby po chwili znaleźć się pośród z rzadka rosnących sosen, u stóp których ścielą się mech, czarna jagoda i wrzos. Widłak ma się dobrze, można nawet powiedzieć, że bardzo dobrze, zieleniąc się i płożąc w leśnym podszyciu.

Niestety, po drodze minąłem stertę śmieci, które ktoś skrzętnie zbierał do foliowych reklamówek, myśląc, że będą sobie tak leżały w nienaruszonym stanie. Ale powiedzcie to zwierzętom – żeby nie ruszały. Coś – może lis, kuna lub inny ciekawy czworonóg – porozrywał worki i porozrzucał dokoła śmieci.

Zadowolony, że widłak nie obraził się na ludzi i postanowił mimo wszystko zostać na swoim miejscu, zostawiłem go w spokoju i poszedłem dalej, głębiej. A tam, zaraz przy leśnej drodze sterta butelek po wódce. Kilka metrów od pustych 0,7 l kolejna kupka śmieci i tak aż do końca drogi, która wychodzi naprzeciw drewnianego krzyża stojącego na leśnym rozstaju.

Wracałem do domu asfaltową już drogą wijącą się przez las i piękne niegdyś łąki. Na poboczu i w rowach papiery i torebki po mcdonald'sie, plastykowe butelki po napojach, puszki po piwie. Jadą tacy troglodyci samochodami, napychają sobie brzuchy „śmieciowym” jedzeniem, a potem wyrzucają przez otwarte okna swoich pojazdów „I’m lovin’ it”.

Szczerze mówiąc – nie rozumiem tego i nie zrozumiem. Co gorsze, myślę, że część z tych śmieciarzy uczestniczyła w szkołach w akcjach „Sprzątanie świata”, miała lekcje wychowawcze i z przyrody o ochronie środowiska, kulturze zachowania się, itd. I co? Wiadomo, co... Choć to przynajmniej by się rozłożyło i wzbogaciło glebę. A śmieci będą sobie leżały nie wiadomo, jak długo.

Jakie na to barbarzyństwo znaleźć lekarstwo? Z pewnością jeszcze więcej edukacji, ale nie tej idiotycznej spod znaku lewackiej ekologii. Zwyczajnej, która mówi najpierw o wspaniałej tajemnicy człowieka stworzonego na obraz Boga, człowieka, który dostał ziemię w dzierżawę, żeby tak nią gospodarować, by zostawić następnym pokoleniom. Ale jak będzie dalej tak, jak jest, następne pokolenia nazwą nas cywilizacją śmieciarzy i w ewolucyjnym drzewie umieszczą na totalnie podrzędnym miejscu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama