Nowy numer 48/2020 Archiwum

Robił to, co kochał

Chciał być księdzem z ludzką twarzą, być słyszalnym także wśród tych, którym nie po drodze do kościoła.

Ks. Jan Kaczkowski zmarł wczoraj po długiej walce z nowotworem - glejakiem mózgu. Z chorobą zmagał się od 2012 roku.

22 i 23 października 2015 roku kapłan spędził w Nowym Sączu, gdzie na zaproszenie firmy RTCK poprowadził dwa czterogodzinne spotkania: "Jezus celebryta, czyli show po katolicku" oraz "Jezus - mistrz skutecznej pomocy".

Dla wielu, którzy przyszli na spotkanie z ks. Kaczkowskim, była to okazja do zadania mu wielu pytań także spoza omawianych tematów. Kapłan mówił także o obowiązkach stanu kapłańskiego, trwaniu w łasce uświęcającej, konieczności prowadzenia dialogu z drugim człowiekiem, życiu na pełnej petardzie, pozorach zła, o zbawieniu i potępieniu, o unikaniu komunii świętokradzkiej.

Ks. Kaczkowski chorował na raka mózgu, więc pytano także o jego chorobę oraz o działalność hospicjum w Pucku, którego był dyrektorem.

- To, że jestem ciężko, a nawet śmiertelnie chory, nie znaczy, że mogę sobie odpuścić bycie księdzem. Marzę, by do końca swoich dni móc sprawować Najświętszą Ofiarę - zaznaczył wtedy kapłan.

Więcej o ks. Kaczkowskim w Nowym Sączu znajdziesz TUTAJ. Zdjęcia za spotkania ks. Jana Kaczkowskiego z sądeczanami są z kolei TUTAJ.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama