GN 3/2021 Archiwum

Trzecia droga najlepsza

Od początku budowy tej świątyni jej patron św. Andrzej Bobola czynił cuda.

Tak przynajmniej uważają proboszcz ks. Józef Rosiek i mieszkańcy parafii, na którą składa się zaledwie 130 rodzin. Pod koniec września 2012 roku wbili pierwszą łopatę na placu. Budowa trwała niespełna 4 lata. Po 3 weszli do kościoła. Umownie można przyjąć, że to diecezjalny rekord świata. – To dzieło św. Andrzeja Boboli, wykonane przy naszej współpracy – mówi ks. Rosiek. Pierwszy cud, wspomina proboszcz, wydarzył się kilka lat temu, kiedy głosił pierwsze kazanie w pierwszej parafii patronackiej w Dębicy.

– Poznałem po Mszy św. przedsiębiorcę z Ropczyc. Przyszedł do mnie i zaoferował pomoc. Stał się jednym z większych dobrodziejów budowy – wspomina ks. Józef. Takich większych i mniejszych cudów była cała masa. Olbrzymie było zaangażowanie parafian. – Składaliśmy ofiary, ale też ludzie przychodzili do roboty. Nasze maszyny tu pracowały, bo firm jest u nas dużo, więc własną pracą budowaliśmy – mówi Piotr Dać z komitetu budowy. Pomogły parafie patronackie, sponsorzy, dobroczyńcy. Także inne parafie, które pomogły, choć nie musiały. – Tempo budowy stymulował proboszcz. Ma podejście do człowieka, motywował, jeździł z kazaniami, sam do roboty stawał na równi z ludźmi – wspomina Maria Woźniak, parafianka. W 1997 roku użytkowana przez wiernych w Śnietnicy cerkiew została przekazana grekokatolikom. – Zostaliśmy trochę na lodzie – wspomina Maria Woźniak. Z ks. Marianem Konwentem parafianie zaadaptowali na kaplicę dawny garaż na plebanii, ale był zbyt mały. Tylko w ciągu minionych 6 lat przybyło 130 osób w parafii. – Pamiętam, jak w czasie wizytacji kanonicznej postawiłem przed wami trzy drogi rozwiązania braku miejsca do modlitwy. Pierwsza to podjęcie negocjacji z parafią greckokatolicką w sprawie użytkowania cerkwi św. Dymitra. Druga – rozbudowa kaplicy w domu parafialnym. Trzecią była budowa nowego kościoła. Wy wybraliście tę najtrudniejszą – wspominał w czasie uroczystości dedykacji świątyni w Śnietnicy bp Andrzej Jeż. Co ważne, zdecydowali o tym sami parafianie. – W czasie kolędy robiłem ankietę wśród dorosłych mieszkańców. 100 procent było za budową nowego kościoła – wspomina ks. Rosiek. To dodało im wszystkim odwagi. Kult św. Andrzeja Boboli, który zrodził się w czasie budowy na Łemkowszczyźnie, jest znakiem czasów. – W 2015 roku poprosiliśmy Warszawę o relikwie. Zwykle trochę się czeka, a my w ciągu tygodnia dostaliśmy dwie, jedną do ołtarza, drugą do kultu – mówi ks. Rosiek. Przywiezione zostały 10 października 2015 roku. Tydzień później odbyło się pierwsze nabożeństwo ku czci świętego. Dziś na nich gromadzi się cały kościół wiernych. Czytanych jest nawet 60 próśb, intencji powierzanych Bogu za wstawiennictwem św. Andrzeja. – Po niespełna roku od początku nabożeństw, przed dedykacją, musiałem zrobić kasetki na wota, które ludzie zaczęli przynosić – mówi ks. Józef. Księga łask i cudów zapełnia się świadectwami. Zdaniem bp. Andrzeja kościół w Śnietnicy już dziś promieniuje na okoliczne parafie. Czy zostanie kiedyś sanktuarium tego świętego? Nie można tego wykluczyć.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama