GN 2/2021 Archiwum

Peryferie są obok

Wzruszenie czyni wyłom w zaciśniętym ludzkim sercu, zostawia ślad, jest jak blizna, punkt zaczepienia.

Trzy dni w Zalasowej koło Tarnowa trwała akcja ewangelizacyjna przygotowana przez miejscową parafię oraz seminaryjną wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym. Był czas na spowiedź, sakramenty, adorację Chrystusa Eucharystycznego i świadectwa, ale ewangelizatorzy ruszyli też z Dobrą Nowiną do domów parafian. Słowo Boże podczas akcji głosił misjonarz miłosierdzia ks. Michał Dąbrówka.

– Przełomem w moim życiu wiary był moment, gdy odkryłem prawdę, że Bóg jest moim Tatą, i tak zacząłem się do Niego zwracać. Nie tyle „Boże” albo „Ojcze”, ile „Tatusiu, Tato”. Które dziecko przybiega do taty i prosi: „Ojcze, czy ojciec mógłby mnie przytulić?”. Dziecko mówi: „tato”, „tatusiu”. To jest dobra nowina. Kłopot w tym, że my od Boga, od Jego miłości uciekamy. Jeśli uwierzymy, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga, a On jest naszym Tatą, i zaczniemy tak żyć, to zmieni się wszystko – mówił ks. Michał. Przejmującym doświadczeniem tego, jak Bóg realnie interweniuje, jak zmienia ich życie, podzielili się świadkowie, m.in. Ewelina z Rzeszowa, której córka została cudownie uzdrowiona. – Widziałem na co drugiej twarzy w kościele łzy. To świadectwo zrobiło ogromne wrażenie – opowiada Bartek Stepek z grupy młodzieżowej. Wrażenie zrobiły także słowa małżeństwa z Tarnowca o rozsypywaniu się życia duchowego rodziny. – To jest dziś poważny problem, także u nas, bo chęć zaspokojenia potrzeb, zapewnienia godnych warunków egzystencji rodziny nieraz dominuje i odbija się niekorzystnie na związkach, relacjach. Bywa, że dom jest zamożniejszy, ale rodzina w rozsypce – przyznaje ks. Kazimierz Kozyra, proboszcz parafii Zalasowa. O dziwo, bardzo dobrze przyjęte zostały odwiedziny ewangelizatorów (małżeństw ze wspólnoty Galilea i kleryków z tarnowskiego seminarium) w domach parafian, choć kojarzy się to z praktykami jednej z sekt. – Odwiedzili kilkadziesiąt domów i zostali naprawdę fajnie przyjęci – zapewnia Angelika Wójtowicz z grupy młodzieżowej. Czy kumulacja nauk, Ewangelii, modlitwy, świadectw, ewangelizacji bezpośredniej, a także wspólnej zabawy czemuś służy? Czy może mieć jakiś efekt, czy może przynieść owoce w większości jednak sceptycznej społeczności wiernych, jaką stanowimy? – Dla części ludzi praktyki religijne są rutynowe. Jeżeli zdecydowali się przyjść, to słyszeli i zobaczyli coś innego. Może to choć na chwilę wybiło ich z rutynowego patrzenia na wiarę? – zastanawia się Bartek. Angelika, która nazywa siebie weteranką grupy młodzieżowej, jest zachwycona tym, że na spotkania przychodziło mnóstwo parafian. Kościół był pełny. – Przeżycie duchowe, głębokie, wzruszające, zostawia ślad w sercu. Jeśli nie teraz, to może da znać o sobie innym razem, ale będzie łatwiej – mówi. Podniesienie o kilka stopni temperatury w Zalasowej zawdzięczamy klerykom z grupy Odnowy w Duchu Świętym. – Kiedyś dostaliśmy takie światło, że kiedy grupa nie wychodzi na zewnątrz, to jednocześnie umiera od środka – mówi pochodzący z Zalasowej kleryk Mateusz Mikrut. Wcześniej podobne akcje przeprowadzili w Męcinie i Woli Piskulinej. Ich głównym założeniem jest wzrost pobożności eucharystycznej, a szczegółowy cel i metody zależne od lokalnej specyfiki. – Chcemy poruszyć – mówi kleryk Mateusz. – Papież Franciszek mówi, że trzeba iść na peryferie. Ludzie są coraz bardziej pozamykani na Boga, na siebie. Peryferie mogą wcale nie być daleko. To może być mój sąsiad, osoba spotkana na ulicy. Nie trzeba walić Ewangelią z grubej rury, wystarczy otworzyć oczy na drugiego, zapytać: „Co u ciebie?”, „Jak się czujesz?” – przekonuje. Nie chcieli rozpalić wspólnoty w Zalasowej i zostawić do ostygnięcia. Dlatego kilka dni po ewangelizacji odbyło się spotkanie założycielskie wspólnoty Galilea.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama