Nowy numer 3/2021 Archiwum

Niesiemy nadzieję

Od 10 lat idą codziennie do chorych umierających na raka w domach, niosąc im fachową pomoc, ale także pocieszenie.

Stowarzyszenie Dębickie Hospicjum Domowe im. Jana Pawła II powstało z inspiracji działalnością podobnego hospicjum w Tarnowie. – Pomysł zrodził się na spotkaniu Caritas w Tarnowie, podczas którego ks. Jerzy Berdychowski opowiadał o pracy tarnowskiego hospicjum domowego. Słuchając tej relacji, w moim sercu zrodziła się tęsknota, aby podobne dzieło powstało również u nas – wspomina ks. prał. Józef Dobosz, prezes hospicjum. Powstało i pięknie się rozwinęło. Poza opieką nad chorymi w domach, towarzyszeniem rodzinie, od niedawna również organizacją spotkań rodzin osieroconych, prowadzi także wypożyczalnię sprzętu.

– Szacujemy, że w ciągu tych lat udzieliliśmy pomocy łącznie około 1600 chorym – mówi Krystyna Wolska, wiceprezes. Regularnie wolontaryjnie posługuje w nim 48 wolontariuszy, w tym 4 lekarzy i 7 pielęgniarek. – Życie potrafi być na tym ostatnim etapie wspaniałe, jeśli spotkamy na drodze dobrych ludzi, którzy ofiarują nam serce. Oby było ich jak najwięcej. Tym wszystkim osobom dedykuję tę nagrodę – mówił ks. Józef Dobosz, odbierając Totusa w kategorii promocja człowieka, praca charytatywna i edukacyjno-wychowawcza. – Byliśmy zaskoczeni nagrodą. Także nominacją. Każdy powinien robić to, do czego został powołany, to, co czuje, co potrafi, nie spodziewając się za to nagród. Dlatego Totusa nie postrzegamy jako ukoronowanie 10 lat, ale jako wyzwanie i zadanie – mówi s. Radosława, służebniczka dębicka z hospicjum. Indywidualnie praca tam każdego dnia jest wyzwaniem. – Nikt nie przychodzi gotowy, z kompletem wewnętrznych dyspozycji do pracy w hospicjum. My sami uczymy się tutaj siebie i wspólnoty – przyznaje prezes Wolska. Bo nie jest łatwo ofiarować swój czas chorym i ich rodzinom, dzielić się fachową pomocą i sercem. Trzeba wiedzieć, w imię czego. – Należy wcześniej zrewidować własne życie. Spojrzeć na nie, odnaleźć sens, perspektywę. Oswoić się z nią. Dostrzec dary, które otrzymaliśmy od Boga. Dary, które wymagają naszej odpowiedzi – opowiada wolontariuszka Renata Barszcz, nauczycielka. Swoją posługą, jak mówi, dziękuje Bogu za zdrowie. Pielęgniarka Lucyna Sopel mówi, że swoją posługę także traktuje jako dziękczynienie za dobre życie. – Kiedy dzieci poszły na studia, postanowiłam nie zmarnować wolnego czasu, który miałam – przyznaje. Ona oraz wielu wolontariuszy posługują w hospicjum bez przerwy od 10 lat. Co ciekawe, nikt z wolontariuszy przez te lata nie porzucił posługi. Chyba że odszedł do Boga. Na co dzień stykają się z cierpieniem, chorobą, śmiercią, żałobą. – W tym wszystkim bardzo ważna jest formacja duchowa. Nasze hospicyjne rekolekcje. To nam pomaga, daje siłę. Podobnie jak wspólnota, którą tworzymy – przyznaje Marek Wójcik, który jest hospicyjnym informatykiem i grafikiem. Wolontariusze nawzajem się wspierają. Do tego stopnia wszyscy są zaangażowani, że jest kłopot przy obsadzaniu dyżurów. – Problem w tym, że mamy zbyt wielu chętnych naraz, gotowych podjąć dyżur. Radzimy sobie z tym – mówi Ludwik Wolski. Pielęgniarki mają po kilku chorych. – Moja pomoc w domach potrzebna jest dwa, trzy razy w tygodniu. Trzeba pokazać, jak pielęgnować chorego, jak mu pomóc, nauczyć rodzinę czynności. Jednak bywa, że wystarczy po prostu posiedzieć, potrzymać za rękę – mówi Lucyna Gniazdowska, pielęgniarka. Bywa, że chorzy bądź rodzina proszą, żeby się z nimi wspólnie pomodlić. Kiedy na raka mózgu umierała żona pana Józefa, Lucyna Gniazdowska wspólnie z nim się modliła. – Dziękuję ci, że jesteś, że modlisz się ze mną na różańcu, bo takie chwile wspólnej modlitwy dodają mi siły, żeby trwać przy umierającej żonie – to usłyszałam potem – wspomina pani Lucyna. Pomocą bywa po prostu ich obecność. – Chcemy przynieść nadzieję. Bez względu na religijność, wyznanie. To nadzieja na życie wieczne, ale też nadzieja, że w cierpieniu nie jest sam, że nie jest sama jego rodzina. Także po śmierci. Dobrze, kiedy umierający ma wiarę, bo możemy go złapać za ręce i przeprowadzić na drugi brzeg. Jeśli nie ma wiary, to chcemy mu na koniec dać wiarę w miłość i dobroć drugiego człowieka. Bóg o resztę się zatroszczy. To jest nasza rola – opowiada siostra Radosława.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama