Nowy numer 2/2021 Archiwum

Adopcja krzyży i św. Jadwigi

Niby chodzimy do kościoła, ale czasem tak trudno nam uwierzyć w siłę modlitwy i szczodrość Bożej łaski.

Trzydniowe rekolekcje dla rodzin Domowego Kościoła z rejonu Dębicy zakończyły się 9 października. Odbywały się w Domu św. Jadwigi i uczestniczyło w nich blisko 80 osób. Prowadzili je ks. Antoni Zieliński i s. Beata Iwaszko. Przywieźli ze sobą mnóstwo wyrzuconych krzyży pochodzących z Europy Zachodniej.

– Od półtora roku kupujemy je w różnych miejscach. Pierwszy znaleźliśmy obok lumpeksu, gdzie prowadzono sprzedaż używanych mebli z Zachodu – mówił ks. Zieliński. Zdarzyło się, że w jednym miejscu kupili ich aż 70, w innym 50. Krzyże wyrzucane są w Niemczech, Francji, Belgii, Luksemburgu, Holandii, a nawet we Włoszech. – Chodzi o to, żeby one wróciły, jeśli się da. Niektórzy już zawożą je z powrotem, a w Polsce ludzie je adoptują, żeby przepraszać i wynagradzać Panu Jezusowi, że został wyrzucony. Przecież mamy Go miłować… Mamy księgę, do której wpisało się już 300 osób, które adoptowały krzyże – wyjaśnia. Wiele osób uczestniczących w rekolekcjach także to zrobiło. Ponadto prowadzący ofiarowali parafii piękną figurę św. Jadwigi Śląskiej, patronki Dębicy i parafii, w której odbywały się rekolekcje. Kupili ją z kolejną partią wyrzuconych krzyży krótko przed przyjazdem do Dębicy. Przypadek? Nikt tu w przypadki nie wierzy. – Pan Bóg wszystkim kieruje i to jest Jego miłosierdzie. My nic nie zrobiliśmy, by zadziałać. Przez kilka ostatnich lat trzeba by tylko usta otwierać i dziwić się, co Pan Bóg potrafi zdziałać – mówił ks. Antoni. Właśnie o to chodziło w tych rekolekcjach, żeby ich uczestnicy otworzyli się na Bożą łaskę, uwierzyli w żywego Jezusa. – Od razu mówimy, że my teologii głosić nie będziemy. Nie chcemy, żeby na rekolekcjach była tylko wiedza, chcemy, żeby ci, którzy przeżywają rekolekcje, doświadczyli tego, że Jezus jest żywy – mówiła s. Beata Iwaszko. Był czas, że i ona nie wierzyła, że Bóg jest żywy. – Raczej wierzyłam w to, że to wszystko jest kit, który księża sobie poukładali, żeby sobie dobre, ciepłe życie prowadzić. Od momentu, kiedy wspólnota pomodliła się o łaskę wiary dla mnie, wiem, że Jezus jest żywy, jest Tym, który ma moc. Kiedy oni się tak za mnie modlili, powiedziałam Panu Jezusowi, że nie chcę ani jednego dnia przeżyć bez Jego łaski. Muszę widzieć Jego łaskę, bo moja wiara jest słaba – zwierzała się s. Beata. Nie musiała długo czekać. Doświadczyła jej już następnego dnia i każdego kolejnego. Codziennie. Na rekolekcjach chodziło o to, by i uczestnicy tak doświadczyli Boga. W tym czasie ks. Antoni i s. Beata poruszyli mnóstwo tematów związanych z życiem społecznym, ale i osobistym, dotyczącym relacji małżeńskich czy zachowania dzieci w kościele. – To nie były tuzinkowe rekolekcje. Prowadzący mówili o swoim doświadczeniu, świadczyli o działaniu Boga. Niby chodzimy do kościoła, ale nieraz zapominamy, jaką siłę ma modlitwa i jak szczodra potrafi być Boża łaska – mówili po rekolekcjach uczestnicy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama