Nowy numer 2/2021 Archiwum

Sąsiad meczetu

Zaledwie 200 m dzieli katolicką świątynię w Chromtau od miejsca modlitwy muzułmanów.

To niewielkie miasteczko, liczące 25 tys. mieszkańców. Jego nazwę można przetłumaczyć jako „Góra Chromu”, ponieważ mieszczą się tam kopalnie tego metalu, głębinowe i odkrywkowe. To drugie miejsce na świecie pod względem jakości chromu – mówi ks. Piotr Kluza pracujący w Kazachstanie.

Misjonarz buduje w Chromtau kościół. Budowa trwała 3 lata, a poświęcenie zaplanowano na 25 czerwca. W Kazachstanie nie wolno poza przestrzenią kościoła głosić Ewangelii. Dlatego przy świątyniach powstają zaplecza duszpasterskie. – Mamy salę teatralną, możemy robić krótkie oazy dla dzieci z noclegami i wyżywieniem. Kaplica może pomieścić około 100 osób. Kiedy powstawał kościół, martwiłem się, kiedy ławki w nim będą zapełnione. Na Pasterce w 2016 roku wszystkie miejsca były zajęte – cieszy się ks. Piotr. Wspólnotę, która gromadzi się na modlitwie, tworzą m.in. potomkowie Niemców, a także osoby należące kiedyś do Cerkwi. Większość mieszkańców Chromtau to muzułmanie. Meczet zbudowała firma wydobywająca chrom. Postawiła też cerkiew, choć prawosławni stanowią niewielki ułamek wszystkich mieszkańców. Kościół katolicki pozyskał ziemię pod budowę świątyni w 2008 roku. – Na tym terenie był cmentarz zesłańców. Ziemię przekazano nam pod warunkiem, że zaopiekujemy się cmentarzem – mówi misjonarz. – W Kazachstanie przynależność do wspólnoty muzułmańskiej ma podłoże etniczne. Jeśli urodziłeś się Kazachem, to jesteś muzułmaninem. Nie możesz zmienić religii. Z tego względu nie możemy głosić Ewangelii poza świątynią, ale apostołami są dzieci i młodzi, którzy do nas przychodzą. Opowiadają o tym, czego doświadczyły, swoim rówieśnikom. Przyprowadzają ich – to taka jakby pantoflowa poczta ewangelizacyjna – uśmiecha się misjonarz. Ksiądz katolicki i prawosławny oraz mułła spotykają się na uroczystościach państwowych. – Każdy musi być w swoim stroju duchownym, sadzają nas razem, robią obowiązkowe zdjęcie. Znamy się bardzo dobrze, rozmawiamy ze sobą, nigdy nie odczułem jakiejś nieżyczliwości – opowiada ks. Piotr. Z okazji 25-lecia niepodległości Kazachstanu władze wyróżniły duchownych dyplomami uznania za współpracę. – Dostaliśmy nawet po czajniku bezprzewodowym. To znak, że nas zauważają, szanują, akceptują. To wszystko się jednak dzieje powoli. Najpierw Kościół musi zaznaczyć swoją obecność, potem udowodnić Kazachom, że nie chcemy im zrobić nic złego. Następnie pokazać, że robimy coś dobrego, przydatnego społecznie. Dopiero na końcu przychodzi czas na pytania dotyczące wiary, Chrystusa – wyjaśnia ks. Kluza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama