Nowy numer 3/2021 Archiwum

Krew na rękach

W Galicji 171 lat temu zakończyła się rzeź, w której od chłopskich kos i pałek zginęła elita polskiego społeczeństwa.

- Z 18 na 19 lutego 1846 roku ruszyła szlachta do powstania przeciw Austriakom, w kierunku Tarnowa. Od góry św. Marcina jedna grupa i druga od Łęgu. Spalona karczma na „marcince” miała dać sygnał. Ale grupy powstańców nie dotarły tam, gdzie miały, bo pogoda była wyjątkowo niesprzyjająca, silna zamieć - opowiada tarnowski historyk Antoni Sypek. Poza tym na zbierające się oddziały powstańcze napadły bandy chłopskie, złożone w części także z urlopników, czyli wracających po odbytej służbie wojskowej na wieś żołnierzy. Rzeź trwała kilka dni w Galicji, najsilniej zaś dała znać o sobie w pozwiecie tarnowskim, skąd też pochodził (Smarzowa) przywódca rabacji Jakub Szela.

- W kilka dni zostało splądrowanych, zniszczonych i spalonych 90 procent dworów na naszej ziemi. Dziedzice ich rodziny oraz oficjaliści dworscy zostali zamordowani. De facto przestała istnieć polskość w naszych okolicach, bo z dworem trzeba łączyć patriotyzm tamtych czasów - dodaje Piotr Dziża, szef tarnowskiego Festiwalu Niepodległości.

Starosta tarnowski Breinl, który inspirował rzeź galicyjską, płacić miał chłopom za zabitego szlachcica więcej, niż za żywego. - Faktem jest, że ofiary rabacji wrzucono nocą, jak psy, do wspólnego dołu i przysypano wapnem. Było to na skraju Starego Cmentarza w Tarnowie. Dopiero w 1998 roku udało się uczcić ich i wykonać solidną mogiłę. Jest też tablica z 54 nazwiskami pochowanych, ale jak zbadał to najlepszy znawca tych wydarzeń Bogusław Baczyński, w tej mogile musi leżeć ponad 200 ofiar - dodaje Antoni Sypek. W takim wypadku pochowani w Tarnowie stanowiliby niespełna 10 proc. zabitych w czasie rzezi, których liczbę szacuje się od 1200 do nawet 3200 ofiar. 

Były wśród zabitych także osoby duchowne. - Kanclerz Metternich pisał do Rzymu, że trudno je policzyć, ale że było ich kilkaset, co było liczbą wyolbrzymioną. Trudno jednak nie zrozumieć, że kanclerzowi zależało na tym, by papież potępił udział niższego duchowieństwa w działalności powstańczej, czego rzekome liczne zgony w czasie wypadków rabacyjnych miały być smutną konsekwencją. Moje badania dotyczące diecezji tarnowskiej pozwoliły na to, by stwierdzić, że z rąk rabantów na terenie diecezji zginęło 5 osób duchownych: ks. Wojciech Ciećkiewicz, proboszcz z Pleśnej, ks. Franciszek Gałecki, wikary z Dobrkowa, ks. Jakub Truty, wikariusz z Wadowic Górnych, ks. Konstanty Kuźnicki, bazylianin z Nagoszyna. Wreszcie listę ofiar uzupełnia brat Rafał Ślusarczyk z Zakliczyna - mówi ks. Krzysztof Kamieński, dyrektor Archiwum Diecezji Tarnowskiej, który obszerną pracę poświęcił kościelnym ofiarom Rabacji.

- Mnie fascynuje jedna rzecz, wciąż szukam odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że na tej ziemi, na której 90 proc. dworów zostało spalonych, splądrowanych, a mieszkańcy, dziedzice zostali wymordowani, czyli de facto zlikwidowana została polskość, ta sama ziemia 3 pokolenia później stała się kolebką polskiej niepodległości? - stawia pytanie Piotr Dziża.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama