Nowy numer 25/2018 Archiwum

Kobiety z Borzęcina

Gdyby nie one, ich mały świat by nie istniał. Mężczyźni? Grali role drugoplanowe.

Od kilku lat biblioteka w Borzęcinie wspólnie z historykiem Lucjanem Kołodziejskim organizuje spotkania „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. – Chcemy młodym przybliżać historię małej ojczyzny, a starszym, którzy ją przeżyli i pamiętają, dać okazję do wspomnień – mówi dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej Elżbieta Kwaśniewska. Było spotkanie o pieczeniu chleba, o historii, którą można odczytać w parafialnych księgach metrykalnych, i o Żydach mieszkających kiedyś w Borzęcinie.

Ostatnie spotkanie zostało poświęcone społecznej roli kobiet. Kilkadziesiąt lat temu panie w Borzęcinie miały do wyboru dwie drogi – małżeństwo lub życie zakonne. Były jeszcze „ciocie” – stare panny, ale życie w takim stanie zdarzało się rzadziej. Dzietność rodzin była bardzo duża, co wtedy było normą. Żona czy matka nie miała za wiele pomieszczeń do zagospodarowania. W drewnianych domach były zazwyczaj dwie izby dzielone sienią. Jedna służyła za kuchnię, druga za tzw. pokój. Do domu przylegała obora. Zwierzęta były poniekąd domownikami, nie tylko żywicielami rodzin. – Kobiety ze starych zdjęć mają siłę, także fizyczną, jakąś hardość, upór. Ciężka praca na roli, rodzenie i wychowywanie dzieci kształtowały tę siłę w kobietach – mówi historyk Lucjan Kołodziejski. Ale nie pracowały tylko u siebie. Zdarzało się, że wyjeżdżały „na saksy”, m.in. do Niemiec, lub na emigrację, z której się nie wracało. Kobiety zakładały rodziny w krajach Europy Zachodniej, m.in. we Francji. Atrybutem mężatki była chustka wiązana pod brodą. W lecie zawiązywano ją z tyłu głowy, żeby odsłonić szyję. Bogatsze kobiety stroiły się w święta w korale, których wartość równała się jednej krowie; dziś to. ok. 4 tys. zł. Ubiór był na ogół niewyszukany. – Dawniej kobietom z pewnością żyło się trudniej niż dzisiaj – mówi Jadwiga Gruca. Zgadza się z nią Anna Szafraniec. – Rozwinęła się technika, w gospodarstwie domowym jest więcej sprzętów, urządzeń, które pomagają w codziennej pracy w domu. Coraz mniej kobiet zajmuje się uprawą roli. Bardziej realizujemy się w różnych zawodach, które wykonujemy poza domem – dodaje. Starą weteranką borzęckich spotkań – jak sama o sobie mówi – jest Aleksandra Kwaśniak. – Spotkanie przypomniało mi moją młodość, która upływała podczas ciężkiej pracy w polu, przy sianokosach, żniwach. Nie było butów, więc pracowało się boso. Już jako dziecko poznałam smak pracy. Zdarzyło się, że ojciec spadł z wozu i poważnie uszkodził nogę, a mama miała wylew, więc musiałam zająć się młodszym rodzeństwem. Wstawałam o 3 rano, żeby coś wyprać, przygotować na kolejny dzień. Kiedy mieliśmy już dzieci, a mąż pracował poza domem, sama musiałam wykonywać niektóre męskie roboty, jak choćby układanie siana na wozie. Pamiętam, że raz spłoszył się koń, spadłam z fury, złamałam cztery żebra. Oj, przeżył człowiek wiele – mówi pani Aleksandra. Po prelekcji Lucjana Kołodziejskiego wszyscy mogli spróbować wiejskiego, pieczonego w piecu chleba, którym częstowała Anna Knap z Borzęcina Dolnego.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma