Nowy numer 3/2021 Archiwum

Tu jest źródło

Swój pałac ma tu Matka Boża. Kiedyś zaś król osadził na tym terenie łowczych, by dostarczali zwierzynę na królewski dwór. Dziś toczą się tu inne łowy.

W wakacyjnej podróży przez diecezję „Gość Tarnowski” zawitał na Powiśle, a dokładnie – do Strzelec Wielkich. Istniejąca tam parafia ma już 400 lat. Od tej maleńkiej wioski, leżącej na uboczu, na nadwiślańskiej równinie, trudno ludzi oderwać. – Tu się urodziłem i ciągnie mnie zawsze do Strzelec, choć nie mam już tu bliższej rodziny i od 35 lat mieszkam w Chicago – mówi Stanisław Chwała, przewodniczący Fundacji Parafii Strzelce Wielkie w USA. Tu od małego służył przy ołtarzu. Tu się modlił do MB Strzeleckiej i – jak uważa – Ona czuwała nad jego rodziną. – Byliśmy bardzo biedni. Było nas czworo. Miałem 3 latka, kiedy zmarł ojciec. Mój najstarszy brat – 12 lat. Mamusia harowała, by wszystkich utrzymać, a było ciężko do tego stopnia, że chcieli nas nawet wziąć do sierocińca – wspomina S. Chwała. Udało się tego uniknąć. Mama skorzystała z okazji stworzonej przez krewnych i wyjechała do pracy za granicę.

– Miałem wtedy 15 lat i zostałem w zasadzie sam. Poszukałem sobie szkoły. Skończyłem ją, poszedłem do wojska. Wróciłem i, mając świadomość, że mam tu trudny start, wyjechałem do Ameryki – opowiada. Kawałek serca jednak zostawił w Strzelcach. Wraz z innymi organizował od początku pomoc dla wioski i parafii. – Sentyment, tęsknota, a najbardziej to ta nasza Matka Boża Strzelecka łączą mnie jeszcze z wioską. Trudno od Strzelec oderwać serce – mówi.

Jak zwyciężać mamy?

Od ponad dekady Matka Boża mieszka w nowej świątyni, która 5 lat temu została ogłoszona sanktuarium MB Strzeleckiej. – Obraz w parafii Strzelce Wielkie od niepamiętnych czasów otoczony był niezwykłą czcią i kultem przez miejscową ludność. Wieść o cudownym obrazie rozchodziła się wraz z pielgrzymami, którzy – jak głosi tradycja – przybywali tu z daleka, zwłaszcza zza Wisły – mówi ks. Stanisław Tabiś, proboszcz i kustosz sanktuarium. To było jeszcze w starym kościele. Potem przyszły zabory i w związku z wyznaczoną na Wiśle granicą ruch pielgrzymkowy zelżał. Obraz tymczasem uległ zniszczeniu. Stało się to w czasie I wojny światowej. – Był nie najlepiej przechowywany i mocno zniszczał. W czasie konserwacji zdjęto ocalałe elementy i nałożono na deskę. Ubytki uzupełniono i nadano wizerunkowi ostatecznie wygląd Matki Bożej Szkaplerznej – opowiada ks. Tabiś. Ale kiedyś był to obraz MB Zwycięskiej. Widać, że i ten dawny tytuł Pani tej ziemi jest jakoś zakorzeniony w ludziach. Lubią zwyciężać. Rzeczy, których się podejmują, lubią doprowadzać konsekwentnie do końca. – Teraz kult jest coraz większy. Są pielgrzymi, są indywidualni wierni, którzy tu przyjeżdżają. Naszym, nas wszystkich marzeniem jest kiedyś doczekać koronacji obrazu Matki Bożej Strzeleckiej – przyznaje Andrzej Drabik, szafarz i kościelny, w Strzelcach będący swoistym człowiekiem instytucją. C

o mają przed oczami

Budowa nowego kościoła była wspólnym dziełem parafian i Polonii. – Kiedy odwiedzałem naszych rodaków w USA, przekonałem się, jak ważna jest dla nich MB Strzelecka. W każdym domu był Jej wizerunek. Jeżeli coś do dziś mają przed oczami, to stary kościół z chrzcielnicą, przy której zostali włączeni do wspólnoty dzieci Bożych, i Matkę Bożą Szkaplerzną. Nic innego – opowiada ks. Stanisław. Budowa nowej świątyni, która został ukończona w rekordowym czasie (5 lat), zjednoczyła wszystkich strzelczan w kraju i za granicą. – Fundacja z Chicago materialnie bardzo pomogła. Połowę kosztów pokryła Polonia. Ale to, że oni nam tu przysyłali pieniądze, nas wzmacniało. Nie tylko powiększało konto, ale wzmacniało duchowo. Kiedy Polonia złożyła ofiarę, to i my, tu na miejscu, czuliśmy się jeszcze bardziej zobligowani, żeby od siebie dołożyć. Tak ofiary materialnej, jak i pracy fizycznej – wspomina Marian Miziński z rady duszpasterskiej. Przy budowie kościoła była energia. Ludzie oddali tej sprawie swoje serce.

Ślubowania dopełnił

Serce Bogu powierzył przed wiekami także ówczesny właściciel wsi Andrzej Gawroński Rawa. Dziedzic przeprawiał się przez Wisłę w Boże Narodzenie do kościoła. Tymczasem lód, którym skuta była rzeka, zaczął pękać. Andrzej Gawroński złożył ślub, że jeśli ocaleje, to wybuduje w Strzelcach kościół. Drugim elementem ślubowania było wystaranie się o utworzenie parafii. Pierwszego ślubu dotrzymał. Drugiego też. Rok po tych wydarzeniach stanęła we wsi świątynia. Nie ma jej już od dawna. Może spłonęła, może zniszczała albo została rozebrana, bo prawdopodobnie była niewielka. Parafia została erygowana w 1617 roku. W tym roku obchodzi 400-lecie istnienia. W 1785 r. pobudowano tu kościół, który stoi do dziś, pw. św. Sebastiana. – Mimo że mamy od 12 lat nowy kościół, to ten stary jest dla nas bardzo ważnym miejscem. Tu rozpoczął się kult Matki Bożej Szkaplerznej. Tu jest nasze źródło – pokazuje ks. Stanisław Tabiś. Dlatego troszczą się o ten swój skarb parafianie, jak tylko mogą. – Wewnątrz świątynia została odnowiona. Błyszczy. To też miejsce, w którym wszystkie deski na podłodze były wygładzone przez nasze kolana i kolana naszych przodków – mówi Marian Miziński. W przedsionku drewnianej świątyni na stropie jest fragment polichromii, na którym widać historię budowy kościoła. Strzelce Wielkie otoczone są płaszczem Maryi.

Parę głośnych nazwisk

W czasach współczesnych skromne Strzelce zasłynęły z wielkich koncertów muzycznych. To był pomysł Zygmunta Kosały ze Szczurowej. Na błonia strzeleckie zjeżdżały największe gwiazdy polskiej sceny: Beata Kozidrak, Zbigniew Wodecki, Lady Pank, Lombard, inni. Koncerty z celem „na budowę kościoła” gromadziły kilkanaście tysięcy ludzi. Przyjeżdżali z daleka. Stąd Strzelce w regionie zaczęły być sławne. Z tych koncertów. Inni zwracają uwagę na to, że stąd pochodziły albo ze Strzelcami były związane wyjątkowe postacie. Zbigniew Stós na łamach portalu brzesko.ws pisze, że w Strzelcach Wielkich we dworze urodził się Lucjan Rydel, ojciec Pana Młodego z „Wesela” Wyspiańskiego. Jerzy Wyczesany, historyk sztuki, zwracał uwagę, że częstym gościem we dworze w Strzelcach był Jacek Malczewski, który portretował w nim wiele razy Edwarda Maurizia. W starym kościele znajdziemy zaś tablice epitafijne właścicieli dóbr, Trzeciaków. Sławomir Pater odnotowuje, że trzy córki Karola Trzeciaka de Semetycze wyszły za mąż – w kościele w Strzelcach – za trzech braci Turnauów. Grzegorz Turnau, pieśniarz i kompozytor, jest prawnukiem Jerzego, syna Olawii Trzeciak de Semetycze i Henryka Turnaua. – Córka Olawii, Klotylda, wyszła za mąż za Augusta Turowicza, a ich czwartym dzieckiem był Jerzy Turowicz, długoletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” – pisze Zygmunt Stós we wstępie tekstu Sławomira Patera. Wszystkie te nitki – amerykańska, historyczna i współczesna – splatają się w Strzelcach. Strzelczanie, niezależnie od tego, gdzie mieszkają, mówią, że tu jest ich dom, pod płaszczem Matki. – Ci, co żyją nadzieją, widzą dalej. Ci, co żyją miłością, widzą głębiej. Ci, co żyją wiarą, widzą wszystko w innym świetle – dodaje ks. Tabiś.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama