Nowy numer 3/2021 Archiwum

Paciorkami byli ludzie

Różaniec do Granic przerósł wszelkie oczekiwania.

Wczesnym rankiem 7 października, gdy jeszcze było ciemno, spora grupa kleryków z tarnowskiego seminarium wyruszyła w pieszą pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej. – To tradycyjne już pielgrzymowanie połączyliśmy z odmawianiem Różańca, żeby w dniu, gdy na granicach będą się modlili nasi rodacy, łączyć się z nimi duchowo – mówi ks. Tomasz Rąpała, ojciec duchowny w WSD. Różaniec do Granic uprzedziły też dzieci z tymbarskich przedszkoli, które modliły się w miejscowym kościele parafialnym już 6 października.

– W kościele przed figurą Matki Bożej Fatimskiej, z różańcami i flagami Polski w małych dłoniach, chcieliśmy włączyć się w ogólnopolską inicjatywę Różaniec do Granic. Modlitwa dzieci dociera do nieba najszybciej, modliliśmy się więc za nas, za nasze rodziny, parafię i całą naszą ojczyznę – mówi Anna Ptaszek, nauczycielka w parafialnym przedszkolu integracyjnym.

Po polsku i słowacku

W 14 kościołach stacyjnych, a później na granicy polsko-słowackiej modliło się co najmniej 20 tys. osób. – Zarejestrowało się 13 tys. ludzi, ale w modlitwie wzięło ich udział o wiele więcej – mówi ks. dr Michał Dąbrówka, koordynator akcji w diecezji. I tak było w Sromowcach Niżnych, Tyliczu, Piwnicznej, Wysowej, Muszynie (w obu parafiach), Miliku, Powroźniku, Szczawnicy, Jaworkach (parafia Szlachtowa), Kosarzyskach, Wierchomli Wielkiej, Żegiestowie, Leluchowie. Organizatorami w poszczególnych miejscach były parafie. – Wiele osób pomogło zorganizować tę modlitwę w drodze. Przewodnicy PTTK za darmo poprowadzili grupy pielgrzymów, goprowcy czuwali nad ich bezpieczeństwem, kolej linowa udostępniła bilety z pięćdziesięcioprocentowym rabatem – mówi Halina Mastalska z Akcji Katolickiej przy par. św. Wojciecha w Szczawnicy. Dodać do grona pomocników trzeba policjantów, strażaków, służbę medyczną Malta. W modlitwę włączyli się pienińscy flisacy, którzy zabrali na łodziach ok. 120 osób, by przełomem Dunajca wzdłuż granicy popłynęła modlitwa różańcowa. Polacy spotkali się na granicy ze Słowakami. Tak było na moście nad Popradem niedaleko przejścia Piwniczna-Mnisek, w Sromowcach Niżnych, gdzie Różaniec był odmawiany w językach polskim, słowackim, niemieckim, rosyjskim i ukraińskim. – I w Szczawnicy, przy dawnym przejściu granicznym, gdzie Słowacy przynieśli swoją flagę i obraz Matki Bożej Różańcowej. Tajemnice bolesne były odmawiane po słowacku, śpiewano też słowackie pieśni – dodaje Halina Mastalska.

Niebieski znak

Nie było łatwo wziąć udział w modlitwie. Sporo cierpliwości wymagało stanie w korku przed Piwniczną-Zdrojem, gdzie trwa wielki remont drogi. Ci, którzy poszli w góry, musieli uzbroić się choć w pogodę ducha, bo tej atmosferycznej co rusz brakowało. – Droga była niełatwa, tylko czasem w słońcu, częściej w deszczu i we mgle, i cały czas w błocie. Niebo jednak dało znak, że podoba mu się wysiłek pielgrzymów – uśmiechnęło się do nich piękną tęczą – mówi pani Halina ze Szczawnicy. Tęczę widzieli też modlący się na Piwowarówce, w drodze do Muszynki i na granicy polsko-ukraińskiej, gdzie pojechali tarnowscy Mężczyźni św. Józefa. „Było słońce i deszcz, asfalt i grząskie bagno leśnej drogi, był szary cień i radość z odnalezienia promieni słońca” – napisała do nas poetycko pani Małgorzata Miczulska z Muszyny-Folwarku.

Ludzie dobrej woli

Dlaczego przyjechali? – Kilka miesięcy temu usłyszeliśmy o tej akcji, a że lubimy modlić się na różańcu, postanowiliśmy wybrać się w pielgrzymkę do granicy naszego kraju. Codziennie odmawiamy cząstkę Różańca. Ta modlitwa działa, a nasze życie jest ściśle złączone z Maryją, czujemy Jej opiekę – mówią Lucyna i Jacek z Opoczna, z par. św. Bartłomieja. Mariusz i Katarzyna, z córkami Mileną i Marysią, przyjechali z Kłaja. – Należymy do Domowego Kościoła, codziennie odmawiamy cząstkę Różańca. Jest to taka modlitwa, że jak już człowiek nie wie, jak się ma modlić w chwilach kryzysu, to bierze do ręki różaniec. Jesteśmy tutaj, bo niepokoi nas sytuacja w Polsce, zależy nam, żeby pokazać, że modlimy się za ojczyznę publicznie i wspólnie. W ostatnich dniach były czarne marsze, więc chcemy pokazać, że ludzi dobrej woli jest więcej – tych, którzy nie zakrzykują innych, lecz się modlą. I tym musimy się dzielić – podkreślają małżonkowie. Natalia z Piwnicznej od razu wiedziała, że przyjdzie na Różaniec do Granic. – Należę do róży Żywego Różańca. Cieszę się, że mogę wziąć udział w takim radosnym wydarzeniu, które zgromadziło mnóstwo ludzi – podkreśla. A Krystyna Breńska, która przyjechała z Brnia k. Lisiej Góry, podkreśla, że do modlitwy różańcowej wychowali ją rodzice. – Swoje dzieci też staram się tak wychować – podkreśla.

Za rok też?

Na Różaniec do Granic nie przyjechali przypadkowi ludzie. A wspólna wędrówka do granicy nie była piknikiem w drodze. – Czuć było ducha modlitwy. Wszyscy szliśmy w pełnym skupieniu – mówi ks. Michał Dąbrówka. – W obliczu takich wydarzeń, gdy obok kilkuletnich dzieci i dziewczynek z DSM staje osiemdziesięciolatek i chory z kulami, gdy Polska opasana jest Różańcem, nie można się lękać – podkreśla pani Małgorzata z Muszyny-Folwarku. W Wojkowej na pamiątkę wspólnej modlitwy ustawiono drewniany krzyż. – Mnóstwo ludzi po zakończeniu Różańca podchodziło do krzyża i całowało go, jak całuje się krzyż z misji świętych – mówi s. Monika Duda, służebniczka dębicka. A ci, którzy nie mogli fizycznie przybyć na granicę? W wielu parafiach, kościołach, kaplicach i domach trwała w tym samym czasie modlitwa różańcowa. A pan Tomasz, który do nas napisał, był w tym czasie w pracy, za kierownicą. – Łączność radiowa i duchowa sprawiła, że było to niesamowite przeżycie. Wierzę, że będziemy to święto obchodzić tak już co rok! Dziękujemy wszystkim, którzy nadesłali do nas galerie zdjęć! Wszystkie można zobaczyć na stronie: tarnow.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama