Nowy numer 2/2021 Archiwum

Mama była u Kohla

To nie są poprzebierane dzieci zbierające pieniądze, ale prawdziwi mali misjonarze. W Tylmanowej odbyło się XX Diecezjalne Spotkanie Kolędników Misyjnych.

W spotkaniu wzięło udział 2 tysiące dzieci z ponad 70 parafii diecezji. To tylko reprezentacja. Z roku na rok liczba dziecięcych kolędników i liczba grup rośnie, zwiększała się też liczba parafii uczestniczących w kolędowaniu.

– W naszej parafii akcja rozpoczęła się 16 lat temu. Grybów jest dużą parafią, ale wtedy były 3 grupy, a w każdej kilkoro dzieci. Dziś mamy ponad 40 grup, kolęduje ponad 200 dzieci. To jest znak, że akcja się rozwija – mówi Agnieszka Hotloś, katechetka ze szkoły w Białej Wyżnej. Co ciekawe, doszliśmy do takiego etapu rozwoju, że w niewielkich szkołach, w jakich pracuje pani Agnieszka, kolędują całe klasy. – Już wiemy, że nasze diecezjalne kolędowanie w 2017 roku było pod różnymi względami rekordowe. Uczestniczyło w nim 22 i pół tysiąca dzieci z całej diecezji. I to jest rekord naszego ćwierćwiecza – informuje ks. Krzysztof Czermak, wikariusz biskupi ds. misji, dyrektor Diecezjalnego Dzieła Misyjnego.

Ewangelia do „przeczytania”

Akcja kolędników misyjnych jest dziełem ewangelizacyjnym. Odpowiadający za animację misyjną w diecezji ks. Piotr Boraca tłumaczy, że kolędnicy tak naprawdę są misjonarzami. – Oni niosą Ewangelię. Niosą do domów w diecezji dobrą nowinę o tym, że narodził się Jezus. Dzieci dzielą się wiarą, są – nie w przenośni, ale wprost – małymi misjonarzami – mówi ks. Piotr Boraca, odpowiedzialny za dzieło animacji misyjnej. A taka działalność to ewangelizacja. Liczbę kolędników trzeba pomnożyć kilkukrotnie, by w przybliżeniu poznać liczbę ludzi, którzy bezpośrednio są zaangażowani w tę dziecięcą misję. To są całe rodziny, nauczyciele, wychowawcy, katecheci, opiekunowie.Można szacować, że to grono liczy ponad 100 tys. wiernych. Dziesięć procent całej diecezji. Ale ewangelizacja się rozszerza. – Dzieci ewangelizują swoich rówieśników w szkołach, klasach, ewangelizują swoje rodziny, ewangelizują całe wsie i miasta. I zdarza się, znam takie przypadki, że są jedyną Ewangelią z jaką zetkną się ludzie, którzy wprawdzie przyjmująkolędników, ale do kościoła już nie chodzą – dodaje ks. Piotr Boraca.

Mały Fiat z Nawojowej

Regularne kolędowanie misyjne rozpoczęło się w diecezji ćwierć wieku temu. Nawojowa kolędowała jednak już przed 30 laty. Kolędowali dla misji, choć nie było jeszcze tej akcji. – To był rok 1987, kiedy w naszej parafii wikariuszem był ks. Franciszek Pacholik. Prowadził grupę apostolską. To był jego pomysł: „A może pójdziemy po domach w okresie Bożego Narodzenia z kolędą”, rzucił kiedyś na spotkaniu – opowiada Bożena Lelito z Frycowej. Była w grupie, która podjęła ten pomysł. Zawsze przebierała się za Murzynka, Afrykanina. Do dziś pamięta tekst, który wygłaszała na zakończenie krótkich jasełek. „Zanim odejdziemy, skromny datek tu przyjmiemy dla tych, co Boga nie znają, z nędzy, głodu umierają, w Indiach dalekich, w afrykańskiej głuszy. Podzielcie się w święta z nimi, a Bóg stokrotnie zapłaci za skromny datek dla tych naszych braci”. – Chodziliśmy cały miesiąc. To była niesamowita radość. Dla nas, z każdego spotkania, i dla ludzi pierwszy raz przeżywających coś takiego. Zebraliśmy do solidnej skarbonki (mam ją jeszcze w domu na pamiątkę; zrobił ją tato jednej z koleżanek, z drewna, zaopatrzył w dobre zamykanie) datki i zawieźliśmy do kurii w Tarnowie. Przyjął nas bp Władysław Bobowski – wspomina Bożena. Po przeliczeniu okazało się, że pieniędzy jest tyle, że wystarczyłoby na małego fiata. – Biskup powiedział nam o tym i zapytał, czy nie jest nam żal oddawać, a my wtedy uświadomiliśmy sobie, że oddajemy datek bez żadnego żalu, z przyjemnością i radością – wspomina. Od 30 lat nic się nie zmieniło.

Radość i wyznanie wiary

Łukasz Gala z Bielczy chodzi do IV klasy szkoły podstawowej. Ma sztuczną brodę oraz trencz z brązowego sukna, nakrycie głowy i kostur. – Ja jestem przebrany za św. Józefa. Mama mi podpowiedziała, jak się trzeba przebrać. Rolę mam krótką, nauczyć się to nie problem, a kolędować mi się chciało bardzo – opowiada. Marcin Limanówka jest z klasy V, a przebrany jest za Afrykanina. Uśmiech nie schodzi mu z ust, jego twarz świeci na biało. – Mama mnie malowała. Farbą. Ale jest jeszcze podkład i taki węgiel w proszku – cieszy się Marcin. Z kolędowaniem jest tak, że dzieci nie mogą się nacieszyć. – Już we wrześniu przychodzą pytać, kiedy kolędowanie, jaka scenka, jakie role, jaki podział tekstu. Już chcą się uczyć, już chcą robić z rodzicami stroje – mówi Justyna Knap z Bielczy, która od 11 lat koordynuje akcję w parafii. Po tylu latach akcja sama się toczy. Jedne dzieci zachęcają drugie. – Zaczęłyśmy kolędować w wieku 6 lat. Wtedy może nie do końca byłyśmy świadome dlaczego bierzemy udział. Wydawało nam się, że to fajne, że wesołe. Fajne było, że dzieci w domach, wychodziły patrzyły, oglądały nasze scenki – mówią siostry Iza i Ewa Kowalik z parafii Nawojowa. Weronika Krok z parafii w Grybowie ma14 lat. Kolędować zaczęła 2 lata temu. – Późno, ale za to od razu świadomie. Dla mnie to wyznanie wiary. Idę i nie wstydzę się tego, że głosimy dobrą nowinę o Jezusie – przyznaje. – Dziś chodzimy dlatego, żeby podzielić się naszą radością, nieść radość innym ludziom – dodają siostry Kowalik.

Nie zamykam oczu

Pieniądze? – Kiedyś byłyśmy bardzo ciekawe, ileż to w naszej puszce znalazło się pieniędzy. Dziś nie są dla nas, kolędujących w grupie, ważne. One są ważne dla dzieci w krajach misyjnych. Dla nas nie, więc nawet nie bardzo jesteśmy ciekawe, ile tam w puszce się nazbierało – mówią obie siostry Kowalik. Zdarza się w każdej parafii, że ktoś nie chce obejrzeć scenki, albo mówi, że nie ma pieniędzy. – Dzieci zawsze proszą, żeby zechcieli i tak wysłuchać przedstawienia, bo to historia o tym, że są na świecie tacy, którzy też niewiele mają, i że do wszystkich przyszedł Jezus – mówi s. Anna Maria Kmieć z Chomranic. Podobnie jest w Bielczy, w której kolęduje chyba z 80 proc. dzieci w wieku szkolnym. – To nie jest zbiórka pieniędzy, tylko animacja misyjna, pokazywanie, że Kościół jest misyjny, że są tacy, którzy nie słyszeli jeszcze o Bogu, a my wszyscy nie możemy na to zamykać uszu – tłumaczy Justyna Knap, katechetka z Bielczy. W tym roku akcja przyniosła kolejną, rekordową sumę. Mali kolędnicy, jak informuje ks. Krzysztof Czermak, zebrali w diecezji 1,855 mln złotych. – Dzięki temu zrealizujemy 25 projektów dla dzieci misji. Nie będziemy musieli nikomu odmawiać – przyznaje ks. Krzysztof. – Ofiarność jednak nie jest celem. Ofiarność jest owocem tego, że wspólnota jest misyjna – mówi ks. Marek Mroczek, proboszcz z Tylmanowej, parafii, która w przeliczeniu na jednego wiernego cechuje się największą ofiarnością na misje w diecezji.

Mama Karoliny

– Staramy się być misyjną cząstką Kościoła. Nasi kolędnicy od samego początku brali udział w tym przedsięwzięciu, nawet kolędowali u kanclerza Niemiec Helmuta Kohla w Bonn. Dziś tamci kolędnicy mają swoje dzieci i teraz one kolędują – mówi ks. Marek z Tylmanowej. Przed amboną stają, by zaśpiewać psalm responsoryjny, dwie dziewczęta. Jedna z nich to Karolina. Mama Karoliny kolędowała właśnie z tylmanowską grupą u Kohla. To się już przekazuje rodzinnie. W czwartym rzędzie od ołtarza stoi liczna grupa kolędników z Nawojowej. Opiekunami dzieci są rodzice. Trudno ich rozpoznać w kolorowym tłumie, bo także są poprzebierani, jak ich dzieci. – Przez 25 lat działania kolędnicy misyjni zostawili swój ślad w 30 krajach świata – mówi biskup Andrzej Jeż. – Macie prawo być dumni z wielkiego dobra, jakie dokonało się dzięki wam – dodaje. W homilii zwraca uwagę także na to, że zabawki, gadżety, to wszystko, co dziś cieszy kolędujące dzieci, za kilka, kilkanaście lat nie będzie miało dla nich tak wielkiego znaczenia. – Ale to, co zrobiliście dobrego z miłości do drugiego człowieka, teraz, i to, co zrobicie w przyszłości, tego wam nikt nigdy nie zabierze, to zabierzecie ze sobą w wieczność – zapewnia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama