Nowy numer 2/2021 Archiwum

Matka Żydów

Wszystko kładła na szalę Bożej Opatrzności, której bezgranicznie ufała. Była odważna i miała wielkie jak bochen chleba serce, którym obdzielała wszystkich potrzebujących pomocy.

To była nadzwyczaj odważna, wrażliwa na ludzką biedę i bohaterska kobieta – mówi józefitka s. Stefania Jaworska o swojej współsiostrze ze zgromadzenia – s. Kolumbie Czarnocie. Przez wiele lat była przełożoną Domu dla Nieuleczalnie Chorych, który józefitki prowadziły w Tarnowie przy ul. Starodąbrowskiej, zamieszkiwanej głównie przez najuboższych Żydów.

– Wspierała ich po sąsiedzku, głównie płodami ziemi z uprawianego przez siostry ogrodu. Jej miłosierne gesty doceniała tarnowska synagoga. Rabin wysłał do niej nawet delegację z listem dziękczynnym za pomoc świadczoną dzieciom żydowskim i okazywane im serce. To wszystko sprawiło, że jeszcze przed wojną w środowisku tarnowskim nazywano ją „matką Żydów” – zauważa s. Stefania Jaworska. Jako historyk w latach 60. dotarła do wielu świadectw osób, które s. Kolumbę znały osobiście. Kiedy nadeszły czasy okupacji niemieckiej i brutalnego prześladowania Żydów, s. Kolumba z narażeniem życia pozwalała żydowskim sąsiadom ukrywać się w budynkach gospodarskich bądź w zacienionej krzewami altanie ogrodu. Niemcy nieraz odwiedzali dom w poszukiwaniu Żydów, ale to jej nie zrażało. Bezgranicznie ufała Bogu, nawet wtedy, kiedy Niemcy zrzucili jednej nocy we wrześniu 1939 roku 16 bomb w pobliże domu, uznając go za obiekt wojskowy. Trudno było nie dostrzec Bożej opieki w tym, że żadna na niego nie spadła. Siostra Kolumba dostarczała też pożywienie do getta tarnowskiego. – Czasami wyręczała ją w tej dyskretnej posłudze s. Nikodema Łydkowska. Zarówno ona, jak też inne siostry zeznawały, że ich przełożona z powodu swoich konspiracyjnych „sprawek” poruszała się na krawędzi śmierci. Nieraz, wskazując na altanę w ogrodzie, mówiła do s. Nikodemy i nie tylko do niej: „Wkrótce tam mnie Niemcy zastrzelą”. Oni jednak nic nie wykryli, chociaż s. Kolumba miała na swoim wojennym koncie nie tylko ratowanie Żydów – zauważa s. Stefania Jaworska. Wraz z siostrami pracującymi w Domu dla Nieuleczalnie Chorych organizowała pomoc uchodźcom, rannym żołnierzom, partyzantom, więźniom, osieroconym dzieciom, ofiarom głodu i epidemii. Ukrywała przed aresztowaniem lekarzy i księży, m.in. ściganego przez gestapo ks. Józefa Cieślickiego, dyrektora Caritas w Lublinie. Dozgonną wdzięczność wobec józefitek zachował także tarnowski lekarz dr Kazimierz Zając. Pomimo że grożono im rozstrzelaniem, ukryły go, przebierając w strój kobiecy. Takich świadectw z czasów wojny jest więcej. Zostały opisane przez s. Stefanię Jaworską w „Currendzie” (nr 4/2015). Wszystkie potwierdzają, że s. Kolumba wszystko kładła na szalę Bożej Opatrzności, której po dziecięcemu ufała, a serce miała przy tym, jak mówią, wielkie jak bochen chleba. Nikomu nie odmówiła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama