Nowy numer 3/2021 Archiwum

Chrzest dla każdego

Przepisy IV Synodu Diecezji Tarnowskiej w zakresie udzielania pierwszego sakramentu inicjacji chrześcijańskiej są zasadniczo jasne. Zaciemnia je praktyka. Zapisy synodalne dotyczące chrztu komentuje ks. dr Andrzej Dudek, liturgista.

Grzegorz Brożek: Synod mówi, że chrztu wolno udzielić, jeśli istnieje uzasadniona nadzieja, iż dziecko będzie wychowane po katolicku. Zdarza się, że kapłan może odmówić chrztu, bo rodzice nie żyją w związku sakramentalnym?

Ks. dr Andrzej Dudek: Sadzę, że nie ma takich sytuacji. Właściwie jeśli rodzice proszą o chrzest, to nie wolno go odmawiać w żadnej sytuacji, bo sam fakt, że przychodzą z tym do parafii, świadczy, iż mają dobrą wolę. Z drugiej strony nie można nikogo na siłę ochrzcić. Chrzest jest czymś darmowym i zakłada dobrowolność. Zdarza się natomiast coś innego. W naszej diecezjalnej tradycji (piszą o tym też dokumenty IV Synodu) wymaga się od rodziców i chrzestnych, aby przystąpili do spowiedzi i Komunii Świętej. Księża czasem, mając do czynienia z rodzicami, którzy żyją w związku niesakramentalnym, „karzą” ich, odmawiając chrztu ich dziecka na niedzielnej Mszy św. i proponując chrzest po Eucharystii bądź w dzień powszedni. Wychodzą być może z założenia, że gdyby ci rodzice przystąpili do Komunii Świętej, byłoby to zgorszenie. Być może także zgorszenie byłoby, gdyby nie przystąpili. Myślę jednak, mimo wszystko, że dziś nie ma żadnego powodu, by nierówno traktować dzieci pochodzące z małżeństw sakramentalnych i związków nieformalnych, by „karać” w ten sposób dzieci i rodziny.

Jak szybko trzeba ochrzcić dziecko?

Synod pisze, że możliwie najwcześniej. Kiedyś chrzczono do tygodnia po urodzeniu. Dziś zwykle jest to kilka tygodni, miesiąc, dwa. Chodzi o to, aby matka, czując się dobrze, mogła uczestniczyć w chrzcie swego dziecka. Dziś jednak mamy powszechne zjawisko emigracji. Jeśli trzeba poczekać na rodzinę, chrzestnego bądź któregoś z rodziców, aż wróci z zagranicy, to nie jest to ze strony rodziny nadużycie, bo nie wynika z tego, że rodzice nie chcą ochrzcić dziecka, ale chcą godnie, rodzinnie świętować. Myślę, że trzeba uwzględniać w praktyce trudności, z którymi zmagają się ludzie. Wyjść wiernym naprzeciw.

To w tym kontekście pojawia się jeszcze problem, jak często urządzać w parafii celebracje chrztu świętego.

W naszej tradycji przyjęło się, że sakramentu tego udzielamy zwykle raz w miesiącu, w czasie niedzielnej Eucharystii. Samo w sobie jest to ciekawe, bo zasadniczo przepisy kościelne mówią o tym, że celebracja chrzcielna powinna odbyć się poza Mszą św. Te przepisy jedynie dopuszczają chrzest w czasie Mszy św., a u nas, zgodnie z zaleceniami Konferencji Episkopatu Polski, stało się to normą. Tymczasem celebracja ma tak głęboką symbolikę, tak piękny rytuał, że warto urządzać raczej chrzest niezależnie od Mszy św., bo jest wtedy szansa sprawowania go bez pośpiechu i wprowadzenia wiernych w jego głębię. W naszej tradycji chrzest w ramach niedzielnej Mszy św. był podyktowany po prostu liczną obecnością wspólnoty, do której dziecko jest przyjmowane, a także chęcią podkreślenia rangi i godności tego sakramentu. Niestety, przez włączenie w liturgię eucharystyczną chrzest bywa sprawowany w pośpiechu. Tymczasem godny przebieg można zapewnić także inaczej. Nie trzeba trzymać się rytmu comiesięcznych celebracji. Można organizować chrzest raz na dwa miesiące czy raz na kwartał, zgromadzić dzieci, ich rodziny, zrobić celebrację – ze specjalnym, okolicznościowym kazaniem – poza Mszą św., na przykład w niedzielne popołudnie, sprawując ją bez pośpiechu, z namaszczeniem. Będzie godnie i pięknie.

To jeszcze ostatnia kwestia: obowiązkowa katecheza przedchrzcielna rodziców i chrzestnych.

Wprowadzono ją po II Soborze Watykańskim. W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby objaśnić obrzęd, aby ci, którzy przynoszą dziecko, mieli pełną świadomość mocy i łaski, znaczenia symboli i gestów, przez które działa Bóg. Bez tego trudno wynieść dobro duchowe z przeżycia sakramentu chrztu swojego dziecka. Natomiast z katechezą bywa różnie. Owszem, wygodnie jest duszpasterzom w parafii wyznaczyć sztywną datę i godzinę katechezy przedchrzcielnej, ale warto brać pod uwagę szereg przeszkód, które ludziom mogą uniemożliwić przybycie na określoną godzinę. Matka na przykład musi zwykle opiekować się dzieckiem. Ludzie są w rozjazdach. Może zatem warto przemyśleć choćby katechezę przedchrzcielną dla rodziców, którzy dopiero oczekują narodzin dziecka?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama