Nowy numer 33/2018 Archiwum

Modlimy się o cud dla Wojtka ze Szczawnicy

Wszyscy tam zbierają dla niego nakrętki, a wielu biega, rozgrywa mecze, spływa Popradem na desce, organizuje koncerty, zdobywa szczyty. Teraz szturmujemy niebo.

Wojtuś Sobierski ma 7 lat, nie chodzi i niewiele słyszy. Mieszka w Szczawnicy z rodzicami – Agnieszką i Marcinem, siostrą – księżniczką Łucją oraz babcią Anią. To właśnie dzięki nim, mimo ciężkiej choroby, jest zawsze uśmiechnięty, niezwykle mądry i rezolutny. Tata, inżynier, zrezygnował z pracy, by się synem opiekować i z ogromną determinacją codziennie próbuje stawiać chłopca na nogi. Wojtuś dzielnie, choć nie zawsze zadowolony, ćwiczy z nim po kilka godzin każdego dnia. Kiedy odpoczywa, tata masuje mu mięśnie i stawy, żeby się nie zastały. Mama, polonistka, dla Wojtusia skończyła jeszcze logopedię, by móc nauczyć go mówić.

Kiedy miał 5 lat, zapisała się na kurs języka migowego, ukończyła trzy stopnie, żeby się z synem dogadać. Babcia Ania, nauczycielka nauczania początkowego, poszła na surdopedagogikę, żeby zrozumieć świat niesłyszącego wnuka. Z kolei dzięki 4-letniej Łucji Wojtuś zdobywa świat. Razem nauczyli się korzystać z toalety, równo odstawili pampersy i choć był to przełom dla rodziców, to nie dla małej „księżniczki z Arendel”, jak o sobie z bezbłędnym „r” mówi Łucja.

Szczyty schodów i wolność na rowerze

– Kiedy mama spała, poszliśmy z Wojtusiem na schody. Ja pierwsza, potem wołałam go paluszkiem, żeby szedł za mną – opowiada cichutko Łucja, chyba nie mając pewności, czy może tę ich tajemnicę zdradzać. Wojtuś gramolił się za nią, pokonując kolejne stopnie. – Wyprowadziłam go prawie na górę, ale mama się obudziła – tłumaczy. – Ta nasza Łucja sprowadza Wojtka na manowce – żartuje czule babcia, zdając sobie sprawę, że póki co to dopiero szczyty... schodów. Wojtuś nie chodzi, ale raczkując, nadąża za Łucją. Bywa też od niej szybszy... na rowerze. – Wojtuś świetnie jeździ na trzykołowym rowerze, chyba już od dwóch lat – dodaje mama. Wozi na nim też siostrę, aż trudno rodzicom za nimi nadążyć. Z przerażeniem biegną, bo chłopak czuje wtedy jedynie prędkość i wolność. Niestraszne mu krawężniki i murki. Dzięki tym chwilom jest szczęśliwy, uśmiechnięty i otwarty, choć łatwo mu wcale nie jest.

Pół roku? Nie! Jutro

– O tym, że Wojtuś nie słyszy, dowiedzieliśmy się zaraz po porodzie – wspomina mama. – Od razu zaczęliśmy szukać dla niego najlepszego specjalisty. Codziennie dzwoniłam do Warszawy, żeby umówić Wojtusia na wizytę do prof. Skarżyńskiego, a tam codziennie tłumaczono mi, że trzeba czekać pół roku. W końcu się udało, po wielu takich rozmowach pielęgniarka kazała nam przyjechać na drugi dzień – dodaje pani Agnieszka. Kiedy Wojtuś ważył 7 kg, profesor wszczepił mu implant ślimakowy. Tyle że on działa na nerwie słuchowym, a Wojtuś z prawej strony nie ma go wcale, a z lewej szczątkowy. Na niewiele się zdał, ale dzięki niemu chłopak usłyszy dzwonek do drzwi, telefon, pralkę, szczekającego psa u sąsiada, płaczące dziecko i co najważniejsze, rozróżnia i rozumie te dźwięki, choć nie mówi. Kiedy miał 3 miesiące, rodziców zaniepokoił fakt, że nie trzyma główki. Jeden z rehabilitantów twierdził nawet, że przesadzają i że ich syn jest zdrowy. Dopiero kolejny dostrzegł cechy porażenia mózgowego i skierował dziecko do neurologa. – Znowu wizyta w Warszawie. Tym razem u neurolog, która uczyła się fachu u samego prof. Vojty. Metodą Vojty pracujemy z Wojtusiem do dzisiaj. Na szczęście teraz lekarka raz w miesiącu przyjeżdża do Nowego Sącza. Poza tym dwa razy w tygodniu jeździmy z Wojtusiem na rehabilitację i do logopedy do Nowego Targu – mówi pani Agnieszka. W pozostałe dni ćwiczy z nim tata. Po siedmiu latach zmagań specjalista w tym względzie. Wojtuś uczęszcza na lekcje języka migowego, uczą się go też pozostali członkowie rodziny. Rysuje, maluje, potrafi się podpisać. Raz na pół roku ma wstrzykiwaną w nóżki botulinę. – To bolesny zabieg, ale rozluźnia mu mięśnie. Wtedy ćwiczenia przynoszą najlepsze efekty – tłumaczą rodzice. Cztery razy do roku wyjeżdżają z synkiem na turnusy rehabilitacyjne do Zabajki. – Uwielbia to miejsce i ludzi, którzy tam pracują. Dziś to nasi przyjaciele, przyjeżdżają też do nas do Szczawnicy – mówi mama.

Turnus za koszulkę

W trudnej drodze zdobywania samodzielności Wojtusia pomagają członkowie rodziny, przyjaciele, znajomi i chyba wszyscy mieszkańcy Szczawnicy. – Nie ma tu chyba nikogo, kto by nie zbierał dla Wojtka nakrętek – zauważa pani Agnieszka. Z całym kurortem uzbierali ich pewnie ponad 4 tys. kilogramów. Dla chłopca organizowano już mecze piłkarskie, biegi, spływ na deskach surfingowych po Popradzie – tzw. padlowanie, czy wyjście na Sokolicę. – Mój kolega postanowił sobie, że 100 razy w ciągu roku wyjdzie na ten szczyt. To setne wyjście dedykował Wojtusiowi. Mógł z nim pójść każdy, a tam sam stanął z puszką pod sosną i zbierał dla niego pieniądze. Inną akcję przeprowadziła znajoma w Anglii, uzbierała dla syna kilkanaście tysięcy złotych. Każdy, kto nas zna, wie, że jeśli jest na jakimś koncercie czy spotkaniu autorskim, ma przywieźć dla Wojtusia książkę lub płytę z autografem z przeznaczeniem na aukcję – wylicza mama chłopca. Sama wysłała już pewnie setki listów do sportowców, by wsparli Wojtka. Odpowiedzieli m.in. Czerkawski i Lewandowski. Za koszulkę Lewego z autografem udało się sfinansować jeden turnus rehabilitacyjny. W organizowaniu loterii fantowej pomagają też lokalni przedsiębiorcy. Całą machiną pomocy dla Wojtka zarządza mama, kiedyś kandydatka na Miss Ziemi Nowotarskiej, dziś także z figurą modelki, ale bynajmniej nie z dbałości o siebie. Do tego dochodzi determinacja taty, który przed oczyma ma obraz spotkanego na jednym z turnusów 70-letniego ojca. – Był tam z synem w moim wieku i co wieczór płakał, że tamten, kiedy zostanie sam, to sobie nie poradzi – opowiada pan Marcin i sam „postanawia”, że nie może umrzeć, dopóki Wojtek nie nauczy się chodzić. Chłopiec raczkuje, podparty stoi, ale nie chodzi. Nadzieja, choć niewielka, jest nadal. Cuda się przecież zdarzają.

Bezwzględnie wszyscy

O ten cud postanawia się modlić babcia Ania. Z koleżanką Halinką Mastalską obmyśliły plan szturmowania nieba dla Wojtusia. Pragną, by za Wojtka modliły się całe parafie. – Bo razem wielką mamy moc – przekonuje pani Halinka. Sama ułożyła krótką modlitwę w intencji chłopca: „Panie Jezu, w swoim ziemskim życiu troszczyłeś się o cierpiących, wiele razy uzdrawiałeś chorych, przywracałeś rodzinom radość. Wierząc w moc modlitwy wspólnotowej, prosimy Cię, okaż swoje miłosierdzie Wojtusiowi. Niech, doświadczony licznymi cierpieniami, otrzyma od Ciebie łaskę samodzielnego poruszania się i samodzielnego życia w przyszłości. Miłosierny Jezu, ufamy Tobie”. Babcia gotowa jest jeździć do każdej parafii, która podejmie się wspólnej modlitwy choćby na zakończenie Mszy o zdrowie dla Wojtka. Chęć wyjazdu zadeklarowały też siostry z ochronki, do której uczęszcza Łucja. Pomoc obiecał szczawnicki proboszcz ks. Tomasz Kudroń. – Zaproponował, by za Wojtusia modlić się też w Szczawnicy, organizując nowennę modlitw o to, by chłopak zrobił pierwszy krok – mówi babcia. Modlić się trzeba o cud uzdrowienia, ale też o siłę i wiarę dla rodziców w to, że Wojtek, choć póki co nie chodzi, poradzi sobie w dorosłym życiu. Szturmujemy niebo. Bezwzględnie. Wszyscy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma