Nowy numer 49/2018 Archiwum

Uśmiecha się do mnie z wózka

Zdrowi mogą wiele ofiarować chorym i niepełnosprawnym. Jeszcze więcej mogą otrzymać.

W Limanowej spotkali się w styczniu członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych Ruchowo i ich Przyjaciół „Cyrenejczyk”. Obecnych było około 200 osób. Bardzo dużo, jeśli wziąć pod uwagę, że są z całej diecezji, że wielu z nich jest na wózkach bądź o kulach. Wielu z uczestników spotkania to przyjaciele, wolontariusze, rodzina. Od pięciu lat wolontariuszem jest m.in. Konrad Hejmej z Łukowicy. – Przyszedłem kiedyś na pierwszą Mszę św., na spotkanie, potem pojechałem na oazę i wciągnęło mnie pomaganie. Trzeba wózek popchać, wnieść na schody, trzeba pomóc w toalecie. Normalne sprawy – opowiada.

Kontakt z niepełnosprawnymi miał pewnie znaczenie przy wyborze drogi, bo dziś studiuje fizjoterapię. – Osobom z niepełnosprawnością, chorym, trzeba pomagać. Wielu rzeczy nie są same w stanie zrobić. Ale ta pomoc nie może być świadczona z litością, tak jak i nie wolno we wszystkim ich wyręczać. Jedno i drugie sprawia ból. Niepełnosprawni chcą, by traktowanie ich było po prostu normalne. Zamiast litować się i pocieszać na siłę, wystarczy czasem tylko być obok – dodaje.

Daj szansę

Ksiądz dr Jerzy Smoleń, psycholog i psychoonkolog, często spotyka się z chorymi, niepełnosprawnymi. – Czasem we Mszach św. uczestniczą osoby na wózkach. Przystępuję do udzielania Komunii św. i widzę, że są osoby na wózku. Jedna z nich, chłopak, zerka na mnie i uśmiecha się. Ja czekam. Na twarzach innych widzę czasem zgorszenie: „Dlaczego ten ksiądz nie podszedł? Co on sobie wyobraża?”. Ale widzę też radość na twarzy chłopaka, który kilka razy przesunął dłońmi po obręczy koła wózka inwalidzkiego i podjechał, i zadowolony jest, że zrobił to, co ludzie sprawni. Tego wielu nie pojmuje, że trzeba dać szansę na odrobinę samodzielności. To jest dla nich radość – opowiada. Kiedy trzeba, to jednak warto umieć być realnym, fizycznym wsparciem. Szczególnie trudne jest duchowe zmierzenie się z chorobą czy niepełnosprawnością.

Unikaj tanich rad

Bywa, że choroba ludzi załamuje, że zasiewa w nich rezygnację, przygnębienie, prowadzi do depresji. W tym wszystkim zaczynają o całe zło obwiniać Pana Boga. Księża mówią, że w takich sytuacjach warto targować się z Bogiem, trzeba dyskutować, trzeba rozmawiać, bo to jest świadectwo żywej relacji. – Wiele mogą pomóc w zmaganiu się z sobą ci, którzy są obok. Ale trzeba to robić umiejętnie. Lepiej darować sobie tzw. tanie pocieszanie. Ono może zrobić duchowo takie spustoszenie, że lepiej, żebyśmy nic nie mówili. Myślę, że to my czasem cierpiących kierunkujemy w stronę buntu przeciw Bogu, na przykład swoim bezmyślnym mówieniem: „Taka wola Boża, trzeba się z nią pogodzić”. Łatwo jest udzielać takich rad. Ktoś potem mówi: „Jak to jest? Przecież ci ludzie chodzą do kościoła, a nie mają takiej wiary, żeby się pogodzić z chorobą?”. Gdy słyszę podobne słowa, milknę, żeby nie powiedzieć czegoś przykrego. Sam nie wiem, jakbym się zachował, gdybym od jutra musiał życie spędzić na wózku inwalidzkim, gdybym potrzebował człowieka, który będzie mnie np. przebierał. Byłoby głupstwem powiedzieć, że to jest proste. Mówić, że to jest stygmat, krzyż do dźwigania – to też jest zbyt proste. Zanim podejdę, by towarzyszyć cierpiącym i chorym, muszę się przygotować. Nie być z nimi w relacjach banalnych, bo jeszcze bardziej wpędzę ich w cierpienie, w bunt przeciw Bogu – mówi ks. Jerzy Smoleń.

Bądź obok

Można mówić o pewnym fenomenie Cyrenejczyka. Jest to bowiem stowarzyszenie, które osobom niepełnosprawnym nie rozdaje pieniędzy, nie ma własnych ośrodków, w których podopieczni mogliby się rehabilitować, nie ma domów, a gromadzi blisko 500 członków, którzy korzystają z każdej okazji, żeby się spotykać. – Dajemy wspólnotę, relację z innymi ludźmi – mówi ks. Robert Pociecha, asystent kościelny Cyrenejczyka. – Każde nasze spotkanie w ciągu roku, a jest ich kilka, ma charakter pooazowy. W czasie wakacji osoby z niepełnosprawnością i wolontariusze przeżywają oazy. Potem cały rok nimi żyją, wspominają, pielęgnują przyjaźnie – dodaje. Ksiądz Pociecha zapewnia, że po wielu latach tej pracy ma poczucie, że w relacjach niepełnosprawnych ze sprawnymi, zdrowych z chorymi następuje wymiana darów. Przy czym więcej otrzymują zdrowi. – Widzę młodzież, która do nas przychodzi i podejmuje wolontariat. Czasem zbuntowana, czasem przysparzająca kłopotów. Widzę, jak bardzo się zmieniają, jak przebywanie z chorymi, niepełnosprawnymi pomaga młodym przewartościować życie, odnaleźć jego godność, wartość przyjaźni, drugiego człowieka – mówi ks. Robert. Kto wie – z całym szacunkiem – czy to nie równie ważne jak zdrowa noga. Jedno jest pewne: jesteśmy sobie nawzajem potrzebni.

Idę z uśmiechem do przodu

Dorota Twardowska (matka) z Dziewina – Córka się urodziła i nic nie wskazywało na to, że będzie chora. Gdy miała roczek, jeszcze nie siadała. Dopiero w Prokocimiu zdiagnozowano, że jest to zanik mięśni. Przeżyliśmy szok. Po tej diagnozie było niełatwo, ale pogodziliśmy się z tym. Potrzebowaliśmy kilku nieprzespanych nocy, trochę pytań bez odpowiedzi. Od początku jednak postawiliśmy na rehabilitację i postanowiliśmy robić wszystko, żeby pomóc dziecku. Gdy córka miała 5 lat, zawieźliśmy ją do sanatorium do Radziszowa. Zostawiłam ją, a ona na „do widzenia” powiedziała mi: „Mamusiu, ja tu będę ćwiczyć, bo ja będę zdrowa, bo ja będę chodzić”. Od początku walczyła. Na świat przyszła Weronika, także z dystrofią mięśni. Obie walczyły, zawsze dzielnie, bo przy kontrolach ciągle chodziły, a lekarze twierdzili, że dzieci w ich wieku już od dawna są na wózkach. Jednak by zająć się córkami, musiałam zrezygnować z pracy. Na życie zarabiał mąż. Priorytetem rodziny stała się walka o zdrowie dzieci. Nie przerażało nas nigdy to, że mamy chore dzieci, w związku z tym nie zamykaliśmy się, zawsze wychodziliśmy, gdzie się dało, nigdy nie siedzieliśmy w domu. Bycie wśród ludzi także pomaga zachować równowagę psychiczną. Agnieszka Twardowska (córka) z Dziewina – Miałam 5 lat, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę biegać, szaleć jak inne dzieci. Nie znam życia całkowicie sprawnego. Od kiedy pamiętam, było dla mnie naturalne, że słabo chodzę, mam mniej siły. Pójście do liceum w Bochni było trudne, bo doskwierać mi zaczął częściowy brak samodzielności. Denerwowałam się na to. Czułam zależność od innych. Drugi trudny moment nastąpił, gdy musiałam usiąść na wózku. Ostatnie 8–10 lat to znaczne nasilenie zaniku mięśni. Mam kłopoty oddechowe. W nocy muszę używać respiratora i koncentratora tlenu. Dziś jest ciężko, ale mam rodzinę, mam przyjaciół. Bunt? Po co? Trzeba było sobie z tym poradzić. Życie z buntem prowadziłoby do tego, że byłabym zgorzkniała, niemiła dla innych. Gdybym sama podkręcała to w sobie, wpływałoby to negatywnie także na moje samopoczucie. A tak biorę z życia to, co mogę, i staram się z uśmiechem iść do przodu. Weronika Jeleń z Mielca – Niepełnosprawność to tak naprawdę błogosławieństwo. Dar od Pana Boga. Mam to od urodzenia. To był wyciek z rdzenia kręgowego, czyli przepuklina mózgowo-rdzeniowa. Poruszam się o kulach i na wózku. Było kilka operacji, dzięki którym nie jest źle. Swoją sytuację postrzegam jednak jako błogosławieństwo. Pochodzę ze Śląska. Poznałam w życiu ludzi, którzy doznali ogromnego cierpienia, doświadczyli niszczącego wpływu alkoholu, narkotyków, przeżyli molestowanie i gwałt, i były to bliskie mi osoby. Gdy dowiedziałam się o tym, pomyślałam, że może Bogu powinnam dziękować (i mówię to całkowicie serio), bo moja niepełnosprawność być może pozwoliła mi uniknąć wielu strasznych doświadczeń. Jest jeszcze coś innego. Gdyby nie moja choroba, nie spotkałabym prawdopodobnie tak wielu wspaniałych ludzi, nie znalazła tak wielu cudownych znajomych, nie zawarła pięknych przyjaźni.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy