Nowy numer 50/2018 Archiwum

Dajmy im być sobą

Zapisy IV Synodu dotyczące przygotowania do bierzmowania komentuje ks. Krzysztof Ceglarz, wikariusz w Jazowsku, od wielu lat realizujący program „Młodzi na progu”.

Grzegorz Brożek: Czy w kwestii przygotowania do bierzmowania zapisy IV Synodu są dziś archaiczne?

Ks. Krzysztof Ceglarz: Mam wrażenie, że gdyby IV Synod Diecezji Tarnowskiej został wprowadzony, realnie wszedł do praktyki duszpasterskiej, może dziś mielibyśmy sieć animatorów przygotowujących do bierzmowania i większe poczucie ważności tego sakramentu. Zalecenia IV Synodu widzę dwutorowo: apostolat młodych przygotowujących się do bierzmowania i apostolat młodzieży po bierzmowaniu, która bierze większą odpowiedzialność za przygotowanie do bierzmowania młodszych kolegów i koleżanek zgodnie z deklaracją, którą składają: „Pragniemy, aby Duch Święty umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad”. W regulacjach IV Synodu w sprawie przygotowania do bierzmowania dostrzegam też dobre napięcie między strukturą i dyscypliną a charyzmatem. Z jednej strony jest miejsce na sprawdzenie wiadomości religijnych, kontrolę praktyk duszpasterskich czy ocenę religijno-moralną, a z drugiej jest wiele miejsca na osobiste charyzmaty i zaangażowanie młodych. IV Synod nie jest archaiczny, to rzeczywistość nie nadążyła za regulacjami.

Jaka jest współczesna młodzież przygotowująca się do bierzmowania?

Młodzież jest wspaniała, zdolna do wielkich rzeczy, co pokazały ŚDM. Wielu młodych bierze odpowiedzialność za powołanie i Kościół, bywają świetnymi ewangelizatorami. Zadałem jednak to pytanie młodym. Sami zwerbalizowali problemy, z którymi muszą się dziś mierzyć. Telefon i internet aż do granic uzależniają. Ogromne lenistwo, w tym duchowe. Brak czasu i chęci na pogłębione relacje z rówieśnikami i rodziną. Ślepe podążanie za modą i brak troski o własny system wartości. Chęć przypodobania się innym i lęk przed odrzuceniem. Młodzi także uważają, że w Kościele wierni czują się jak masa, która nic nie musi wyrażać i wyznawać, bo zatrzymuje się na obecności. Jeśli mają takie doświadczenia i obserwacje, to nie dziwmy się ich sceptycyzmowi wobec Kościoła.

Angażować ich w życie wspólnoty, dać zadanie i odpowiedzialność?

Myślę, że to dobra forma docenienia młodego człowieka, jego możliwości, wyraz zaufania, znak, że wierzymy, iż on wyznaczonym zadaniom podoła, to też dowód, że mu kibicujemy i towarzyszymy. Tylko trzeba młodym w tych zadaniach towarzyszyć, a nie dać im robotę i ich porzucić. Przychodzi mi na myśl fragment Pisma Świętego, gdzie Jezus powierza uczniom jedno z najważniejszych zadań. W Ewangelii Mateusza: „On odrzekł: »Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami«. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę”. No właśnie. To uczniowie przygotowują Paschę! To ich zadanie.

Czy trzeba rodziców włączać w przygotowanie przez katechezy?

Jeżeli rodziców traktujemy jako współodpowiedzialnych za bierzmowanie, pierwszych wychowawców w wierze, to nie tylko mają prawo do informacji o duszpasterskiej ofercie parafii, planach duszpasterzy, ale też sami potrzebują wsparcia, formacji i wskazówek do bycia świadkiem wiary dla swojego dziecka. Jakimś problemem pozostaje niedostępność rodziców ze względu na emigrację, pracę w delegacji, pracę na zmiany i ta trudność może się przekładać na frekwencję na spotkaniu rodziców. Zasadnicze przesłanie do rodziców można jednak zamieszczać na stronie internetowej parafii, w mediach społecznościowych czy przez wydruki przekazywać dzieciom. W ciągu kilku lat pracy z gimnazjalistami nie spotkałem się z wyrażonym oporem rodziców w tej sprawie. Natomiast uczniowie sami mówią, że jeśli ich rodzice nie uczestniczą w katechezie parafialnej, to z paru różnych powodów. Przez lenistwo, przez zapracowanie, przez brak wiary w Boga i wiary w sens przygotowania, wreszcie, tak to odbiera młodzież: przez to, że mają „gdzieś” swoje dzieci.

Czy program „Młodzi na progu” jest remedium na kłopoty?

Wiem, jak sama młodzież ocenia ten program. Rozmawiam o tym z młodymi ludźmi od lat. Oni doceniają szczerość rozmów w małej grupie, do 10 osób. Także tę szczerość „do bólu”. To, że doświadczają poczucia bycia wspólnotą, a nie przypadkową grupą. Młodzi cenią rytmiczność spotkań, co wymaga zarezerwowania czasu. Cenią czas, który ich kosztuje trochę zachodu. Dostrzegają konieczność, ale i logikę łączenia się w praktyce życia wiary i postaw, moralności. Po przełamaniu lodów otwierają się i dzielą się swoimi kłopotami, wątpliwościami bez poczucia, że się na cokolwiek narażają. Mogą być po prostu sobą.

grzegorz.brozek@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy