Nowy numer 2/2021 Archiwum

Adamie, uratowałeś mi życie!

Ks. Adam Bartkowicz ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich utonął w Oceanie Indyjskim, ale ocalił kolegę.

Kenijczycy, księża, siostry zakonne pożegnali już ks. Adama Bartkoewicza SMA, który utonął w Oceanie Indyjskim 20 marca.

Po śmierci ks. Adama dowiadujemy się, jakie były okoliczności tej tragedii. Okazuje się, że misjonarz uratował przed śmiercią w oceanie drugiego kapłana, który nie mógł sobie poradzić z przypływem oceanu.

Uroczystości w Dar Es Salaam   Uroczystości w Dar Es Salaam
SMA
- Od dnia, kiedy otrzymaliśmy wiadomość o tragicznej śmierci naszego współbrata ks. Adama Bartkowicza SMA, pragnęliśmy poznać i zrozumieć, w jakich okolicznościach odszedł on do Pana. Otrzymaliśmy dziś rano świadectwo pochodzące od jedynego świadka tych tragicznych wydarzeń, O. Chungu Cycus, należącego do Kongregacji Ducha Świętego, (CSSp) - informuje ks. Andrzej Grych SMA, przełożony prowincji polskiej.

ks. Adam Bartkowicz SMA   ks. Adam Bartkowicz SMA
SMA
Poniżej zamieszczamy świadectwo o. Chungu:

„Drogi Adamie,

co mogę powiedzieć do przyjaciela, który stracił swoje życie ratując moje? Trudno jest wyrazić moje uczucia w słowach. Adamie, jesteś świętym, który mieszkał w sąsiednim pokoju. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wielkie było Twoje serce. Wielokrotnie poświęcałeś swój czas i swoje środki dla mnie i dla innych. Jakże mało wtedy wiedziałem, że to było częścią Twojej natury, hojnej do najwyższego stopnia!

We wtorek 20 marca o 14.03 poszedłem z Tobą na plażę Hawai, tak jak to robiliśmy wcześniej. Poszliśmy popływać w Ocenie Indyjskim, tak jak mnie tego nauczyłeś. Weszliśmy całkiem daleko w ocean, gdyż był odpływ. Opowiadaliśmy sobie historie o naszych rodzinach, naszych misjach i cieszyliśmy się pięknym dniem.

O 15.50 zdałem sobie sprawę, że nadszedł czas, aby wracać. Zasygnalizowałem to Tobie, skinąłeś głową i zaczęliśmy wracać. Spokojnie płynąłeś do brzegu i cieszyło Cię to jak zwykle.

Zbliżając się do brzegu, zdałem sobie sprawę, że było coraz głębiej i że fale stawały się coraz większe. Osiągnąłem punkt, w którym zrozumiałem, że nie mogę dalej płynąć i czułem, że ocean wciąga mnie do środka. Zrozumiałem, że się topię. Zawołałem Cię, Adam, abyś mi pomógł. Widziałem Ciebie szybko zbliżającego się do mnie, aby mnie ratować. Nawet przez sekundę nie myślałeś o sobie. Cała Twoja uwaga była skoncentrowana na tym, aby mnie ratować. Pamiętam dobrze, jak trzy razy wołałeś: „Cycus! Cycys! Cycus! Nie panikuj!” Natychmiast zacząłeś ściągać swoją maskę do nurkowania z rurką, aby pomóc mi oddychać. Dałeś mi wpierw rurkę do nurkowania. Pojawiło się więcej fal. Trzymając rurkę do nurkowania, a Ty mając maskę, poradziłeś mi, abyśmy płynęli razem oddalając się od przypływu. Nawet w tym momencie, myślałeś o tym, jak uratować moje życie. Pomogłeś mi w przepłynięciu kilku metrów. Adamie, używając całej energii jaką miałeś, popchnąłeś mnie z niebezpiecznego miejsca do bardziej bezpiecznego. Mocna fala rozdzieliła nas i to był nasz ostatni dotyk. Słyszałem jak dwukrotnie krzyknąłeś moje imię. Nie usłyszałem więcej Twego głosu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama