Nowy numer 2/2021 Archiwum

Zmiana na lepsze

– Można patrzeć na sumienną, uczciwą, rzetelną pracę jako na przejaw miłości bliźniego – mówi ks. prof. Ireneusz Stolarczyk

Owoc pracy każdego człowieka buduje dobro wspólne, łączy ludzi. Jeden coś wykonuje, inny z tego korzysta, konsumuje to i tak tworzą się pomosty między ludźmi. Można patrzeć na pracę jako przejaw miłości bliźniego. Owoce pracy jednego człowieka są ubogaceniem drugiego, praca jednego jest darem dla drugiego, tak również wyrażamy szacunek wobec siebie – mówił w Dębicy podczas II Diecezjalnego Kongresu Pracy ks. prof. Ireneusz Stolarczyk, znawca katolickiej nauki społecznej.

Kongres zorganizował związek NSZZ „Solidarność”. – Kongres jest wydarzeniem, które pokazuje, że związek zawodowy to nie tylko organizacja, która potrafi się upomnieć o sprawy pracowników, stając z syrenami pod urzędami w Warszawie, spierając się z pracodawcami, ale to także organizacja, która prowadzi formację – zapewnia Waldemar Cieśla, kierownik oddziału dębickiego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Małopolska, organizator kongresu. Powszechnie mówi się, że polski rynek pracy jest rynkiem pracownika. – Przy 5-procentowym bezrobociu możemy mówić o tym, że dziś nie pracuje ten, kto nie chce lub nie może. W Mielcu, dzięki jednej z pierwszych w Polsce stref ekonomicznych, mamy dziś około 19 tys. miejsc pracy. To jest prawie tyle, ile w czasach socjalizmu pracowało w PZL Mielec, którego upadek był powodem głębokiego kryzysu w mieście i regionie – zwraca uwagę Marian Kokoszka, przewodniczący Solidarności w zakładach lotniczych. Bez wątpienia duże zapotrzebowanie na pracę kształtuje dziś relacje na rynku pracy. – To powoduje, że związki mają teraz wyzwanie zawalczenia o wyższe płace, o jeszcze lepsze warunki pracy, o zabezpieczenia socjalne – dodaje. Nie brakuje jednak świadectw nieszczególnie chwalebnego postępowania pracodawców. Szczególnie wobec tych pracowników, którzy nie mają specjalnych kwalifikacji, lub gdy sytuacja lokalna jest taka, że pracy jednak brakuje. – Miałam pracę biurową: minimalna pensja 1500 na rękę, 8 godzin od poniedziałku do piątku, brak przerw, dwie soboty pracujące, a poza tym w każdym innym czasie bycie do dyspozycji pracodawcy. Ludzie narzekali, ale słyszeliśmy, że mamy się cieszyć, że w ogóle mamy jakąś pracę – opowiada Luiza, 26-latka z jednego z miast w diecezji. Trzydziestolatek Marek, z kwalifikacjami, kiedy był rekrutowany, powiedział, że oczekuje na rękę na umowie o pracę w niemałej, stabilnej i notującej regularnie coraz większe zyski firmie 3,5 tys. złotych. – Zgodzili się, bo było to w widełkach. Kiedy przyszło do podpisania umowy, okazało się, że jest to 2 tys. zł. Więcej nie będzie i mam się cieszyć, bo inni pracują na zleceniach, a ja dostanę umowę o pracę – wspomina z żalem. Waldemar Cieśla zna takie przypadki. – Uczciwy pracodawca, który szanuje pracownika, płaci uczciwie, szanuje kulturę zatrudnienia – to majątek. Jest, trzeba przyznać, naprawdę znacznie lepiej niż 15 lat temu, ale trochę nam do idealnego stanu brakuje. Zmienia się na lepsze, ale jeszcze nie wszędzie – mówi W. Cieśla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama