Nowy numer 2/2021 Archiwum

Nie brak nam odwagi

Jest ich prawie 50. Sakrament Ducha Świętego przyjęli 26 kwietnia. Zapamiętają tę datę, bo to jest dzień, w którym nie pożegnali się z Kościołem.

Ola Szczupał z Jadownik koło Brzeska ma 16 lat. Jest młodą, w dodatku bardzo ładną, wysoką dziewczyną. – Mam 180 cm i to chyba wystarczy. Wolałabym już nie rosnąć – przyznaje. Gdyby Oli przyszło do głowy, że jej przygoda z Kościołem się kończy i na przykład nie zamierza już odwiedzać parafialnej świątyni, to wszyscy by zauważyli, że jej nie ma. Ola i 48 jej koleżanek i kolegów z Jadownik 26 kwietnia przyjęli sakrament bierzmowania.

– Po przygotowaniu do bierzmowania, zwłaszcza po ostatnim roku, uciekanie z Kościoła nie jest mi w głowie. Wręcz przeciwnie. Zgłosiłam się do ks. Norberta, że gdyby była potrzeba, to w przyszłym roku mogę poprowadzić jakąś grupę kandydatów – przyznaje. Bierzmowanie jej nie zaszkodziło. Poszła też do scholi parafialnej. Stwierdziła, że w parafii chce być, że chce tu coś zrobić. Nie jest sama, takich chętnych jest więcej. Chętnych, którzy nie kończą swej obecności we wspólnocie parafialnego Kościoła na uroczystej chwili bierzmowania.

Program

W ostatnim roku do sakramentu bierzmowania młodzież z Jadownik przygotowywała się na podstawie programu „Młodzi na progu”. Wcześniej jadowniczanie zaangażowali się w obchody ŚDM. Potem korzystali z materiałów diecezjalnych. – W sierpniu 2017 byłem na zjeździe katechetycznym, dowiedziałem się o programie „Młodzi na progu”. Nabrałem odwagi, żeby w to wejść, ale od razu napadł mnie lęk, bo miałem świadomość, że brakuje animatorów, którzy poprowadziliby spotkania w grupach – wspomina ks. Norbert Sadko, wikariusz w Jadownikach. Katechetka także była zdania, że warto spróbować. – Podoba mi się, że przygotowanie skierowane jest na bliskie relacje z Jezusem i drugim człowiekiem, otwieranie się, budowanie szczerej wspólnoty. Kiedy rok wcześniej głosiłem katechezy czy konferencje z ambony miałem wrażenie, że odbijam się od muru. Ja tu, oni tam. I odwrotnie. Ten ostatni rok był całkiem inny – tłumaczy ks. Norbert.

Burzy nie było

Młodzi dzielą się swoim doświadczeniem z przygotowań. – Co takiego się zmieniło? Myślę, że dostaliśmy w ostatnim roku naprawdę duży zastrzyk odwagi. Spotkania w grupach jakoś ośmieliły nas nawzajem wobec siebie – mówi Klaudia Linca. – Przyda się to także w życiu, kiedy przyznawanie się do Jezusa wymaga odwagi, bo ogólnie wśród nastolatków uważa się, że religia i chodzenie do kościoła są dobre dla babć i dziadków – mówi Ola. W ciągu ostatniego roku, w porównaniu z latami poprzednimi, kandydaci spotykali się dużo częściej. – Może początek był trudny, kiedy trzeba było wskoczyć w rytm dodatkowych spotkań w grupie co dwa tygodnie. Zastanawialiśmy się, po co, ale okazało się to w porządku – mówi Filip Witkowski, bierzmowany. – Po miesiącu byli tacy, którzy po jednym spotkaniu już czekali niecierpliwie na następne – mówi ks. Norbert. Piotrek Hudy przyznaje, że forma przygotowań pozwoliła zdobyć większą większą świadomość bycia katolikiem i łyknąć sporo niezbędnej wiedzy, która wcześniej wydawała się niepotrzebna. – Czasem jakaś wcześniejsza niechęć brała się z braku wiedzy – mówi. Samo bierzmowanie? – Nie było burzy, wichru, jest tak samo jak przed nim. Ale nie nijak, a tak samo dobrze. Bez efektu „łał”, ale wiem, że dla mnie to nie jest chwila rozstania z Kościołem – mówi Klaudia. Podobnie uważa wielu innych jadowniczan. Owoce – Skutki zauważam już teraz. Na przykład 2–3 razy więcej młodych jest chętnych jechać na Synaj, na Niedzielę Palmową, czyli ŚDM do Tarnowa. Kilka osób z tegorocznych bierzmowanych z własnej chęci zgłosiło gotowość poprowadzenia grupy w przyszłym roku – opowiada ks. Norbert. Siedemnastolatka Kasia Gajda, bierzmowana rok temu, zazdrości tegorocznym bierzmowanym. – Tego programu, metody, tej wielkiej szansy, którą jest program „Młodzi na progu”, szansy, której nie miałam, a byłoby mi łatwiej – przyznaje. W tym roku prowadziła jedną z jadownickich grup. – Dajemy świadectwo, jak przeżywamy swoją wiarę, relację z Jezusem, jak to wpływa na nasze życie. Prosto i konkretnie. Widzę, że taka żywa relacja z animatorem ich zmienia, wpływa na nich, jak najpierw są schowani, ale potem coraz częściej się otwierają, mówią o tym, co myślą, czego by chcieli. Budzi się duch odpowiedzialności – opowiada Kasia. Może duch dojrzałości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama