Nowy numer 3/2021 Archiwum

Płaszcz św. Zofii

Ktokolwiek będzie w Bobowej, jadąc od Tarnowa lub Sącza, nie może nie zauważyć kamiennej świątyni, otulonej zielenią starych drzew.

Z ołtarza głównego patrzy na wchodzących św. Zofia z córkami – opiekunka parafii i patronka miasta. – Cześć dla niej nie zblakła mimo różnych zawieruch dziejowych. 200 lat temu, po dekadzie dewastowania świątyni, Austriacy wystawili ją na sprzedaż. Kościół kupił właściciel Bobowej Michał Miłkowski. Zapłacił za niego 232 korony. Po wykupieniu świątyni i przekazaniu jej w ręce proboszcza Wojciecha Balury oraz parafian przystąpiono do gruntownej renowacji budynku.

Wówczas po raz drugi dokonano poświęcenia kościoła. Było to 29 września 1818 roku, więc w tym roku mija od tego historycznego wydarzenia 200 lat – mówi Barbara Kowalska. Gmina bobowska tak bardzo uważała kościół św. Zofii za swoją własność, że w pewnym momencie klucze do świątyni miał świecki prowizor. Dopiero zdecydowana postawa proboszcza ks. Antoniego Mamaka i bp. Ignacego Łobosa z Tarnowa doprowadziła do tego, że klucze przekazano parafii. Chyba nie ma w Bobowej człowieka, który by coś niecoś nie wiedział o św. Zo- fii i jej kościele. Jej imię nosiło i nosi wiele kobiet w Bobowej.

Konie stanęły

Do rozwoju kultu św. Zofii przyczyniły się legendy związane z obrazem, który jest czczony w bobowskim kościele. Pierwsza wiąże się z pojawieniem się wizerunku przyszłej patronki. – Otóż zdarzyło się, że węgierskim szlakiem, który wiódł przez Bobową do Nowego Sącza, wędrował kupiec ze swoją karawaną. Wiózł ze sobą obraz św. Zofii. Na wysokości nieistniejącego jeszcze kościoła konie stanęły i nie chciały ruszyć dalej. Poczęto zdejmować skrzynie i pakunki… i dalej nic. Konie jak stały, tak stały. Dopiero kiedy ściągnięto z wozu obraz św. Zofii, konie ruszyły. Całe to zdarzenie obserwowali mieszkańcy miasta i uznali, że św. Zofia chce zostać w Bobowej. Postanowili kupić obraz i kupiec odjechał. Zawstydzony, że tak szybko pozbył się obrazu, wrócił do Bobowej, by go odzyskać. Załadowano go na wóz i… konie znów stanęły. Teraz i kupiec musiał uznać wolę św. Zofii o zamieszkaniu w Bobowej – opowiada pani Barbara. Dla obrazu wybudowano drewnianą kaplicę, a później postawiono jednonawowy kamienny gmach. Było to w latach 1460–1475. We wszystkich wizytacjach podkreślano surowość kościoła. Ozdabiają go ołtarze z 1824 roku. Wykonał je Stanisław Synowiec z Łużnej, a pomalował Jan Kanty Wawrzyniecki z Paleśnicy w 1825 roku.

Nie pokazuj języka

Do początku XX w. na ścianie kościoła św. Zofii obok ołtarza głównego malowano język. Czyniono to na pamiątkę czasów, kiedy niedaleko miasta, w Berdechowie, w miejscu zwanym Zamczyskiem, siedzieli arianie. Przewodziła im kobieta skłócona z okolicznymi proboszczami. Pewnego dnia najechała kościół św. Zofii. Zrzucono belkę tęczową, porąbano rzeźbę Chrystusa, spalono ją w ogniu, a na nim arianka ugotowała jadło dla ubogich. Mimo najazdu obraz św. Zofii ocalał. – Syn owej arianki pałał nienawiścią do patronki miasta. Zdarzyło się, że przejeżdżając koło jej kościoła, usłyszał jakby wołanie. Wszedł do świątyni w czasie nabożeństwa i zauważył, że św. Zofia na niego patrzy. Przetarł oczy, myśląc, że działa na niego jakiś katolicki czar. Przeszedł na lewą stronę świątyni, potem na prawą i cały czas czuł na sobie wzrok świętej. Ze złości pokazał jej język. A ten spuchł mu nagle tak bardzo, że bluźnierca nie mógł go schować. Uciekł do matki. Ta postanowiła najechać kościół i go zburzyć. Biała tak wezbrała, że pochłonęła nawet kilku heretyków. Arianka uznała, że syn rzeczywiście obraził św. Zofię. Matka z synem wrócili do kościoła i pokajali się przed obrazem. Język arianina zaczął maleć, aż wrócił do normalnych rozmiarów i nieszczęśnik mógł mówić. Matka – według jednej wersji – miała wrócić do Kościoła. Wedle innej – dołożyła się do renowacji świątyni – przypomina znawczyni dziejów miasta.

Twarz Chrystusa

Kościół św. Zofii był też świadkiem innego objawienia mocy Bożej. 13 września 1849 roku organista Jędrzej Matusiewicz w czasie popołudniowego nabożeństwa miał zobaczyć nad ołtarzem bocznym z prawej strony głowę Chrystusa. O widzeniu powiedział ówczesnemu kościelnemu i tak z ust do ust wieść o niezwykłym zdarzeniu rozeszła się po całej okolicy. Proboszczem był wówczas ks. Leon Kozłowski. Nie przeczył temu, co widział organista, a nawet starał się to opisać. Zaraz też po widzeniu odprawił w kościele nieszpory, co ludzie uznali za potwierdzenie objawienia. Cała sprawa została zgłoszona do konsystorza w Tarnowie, a ten powołał komisję kanoników z Tarnowa i Bobowej, żeby zbadała prawdziwość cudu. 3 października 1849 roku kanonicy złożyli do biskupa tarnowskiego oświadczenie, oczekując na rozwiązanie sprawy. Niestety, nie zachowały się ani świadectwa zdarzenia, ani owo sprawozdanie komisji. Z czasem zapomniano o objawieniu, mimo że ks. Kozłowski polecił namalować oblicze Jezusa, które zostało umieszczone na łuku tęczowym świątyni i jest tam po dziś dzień.

W obozowym pasiaku

O kulcie św. Zofii pisał o. Karol Antoniewicz, który jeżdżąc z misjami po diecezji, zawitał także do Bobowej. W swoich zapiskach zanotował, że jest w mieście kościół, gdzie znajduje się cudowny obraz św. Zofii, przytaczając wypadek, jaki miał wówczas miejsce. Otóż jakiś cieśla spadł z dachu na kamienną posadzkę kościoła i nic mu się nie stało. Przypisano to zaraz wstawiennictwu świętej patronki, którą wezwał w momencie śmiertelnie groźnego lotu. Inne cudowne zdarzenie miało już miejsce w XX wieku. – Przy ul. św. Zofii mieszkała rodzina Potoczków. Stanisław Potoczek, młody człowiek, nazywany w Bobowej „Misiu”, został aresztowany przez gestapo i trafił do obozu koncentracyjnego na terenie Niemiec. Jego matka przychodziła do kościoła św. Zofii, leżała krzyżem przed obrazem i prosiła o powrót syna. Moi rodzice byli tego świadkami. I oni mieli takie szczęście, że idąc raz wieczorem na spacer w kierunku cmentarza, zobaczyli Stanisława Potoczka jak wraca w pasiaku pieszo od Nowego Sącza do domu. Przyjaźnili się bardzo z Potoczkami, więc postanowili jakoś przygotować mamę więźnia na spotkanie z synem. Ojciec został ze Stanisławem, a mama pobiegła do domu Potoczków. Gospodyni myślała, że przyszła w odwiedziny… „Pani Zosiu, ale akurat na kolację mamy mleko z kluskami, a wiem, że pani tego nie lubi” – powiedziała zażenowana Potoczkowa. „Ale z pewnością lubi to ten, który idzie do was…” – rzekła tajemniczo moja mama”. Pani Potoczkowa w mig poznała, że chodzi o jej syna Staszka. Matka z córkami wybiegły na rynek, gdzie we łzach szczęścia uściskali „Misia”. Moja mama jest przekonana, że pani Potoczkowa wymodliła u św. Zofii nie tylko ocalenie syna, lecz także jego blisko 90-letnie życie, to, że co roku przyjeżdżał do Bobowej i tu umarł. Jego życie było bogate w naukowe osiągnięcia. Był profesorem na uniwersytecie we Wrocławiu w dziedzinie stomatologii, był też lekarzem chorób wewnętrznych – opowiada pani Barbara.

Przywrócony blask

Bobowa przeżyła w związku z kościołem św. Zofii podniosłą uroczystość. Świątynię gruntownie wyremontowano i odnowiono. Prace zaczęły się już za proboszczowania ks. Jedynaka, kiedy wymieniono dach i położono nowy gont. – Najwięcej robót wykonano jednak w ostatnim czasie, tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. Nie ma chyba kamienia, którego by nie dotknęli restauratorzy. Odnowiliśmy obraz św. Zofii, ołtarze boczne, organy, ławki, ściany, polichromię… Udało się to zrobić dzięki dotacji unijnej i wielkiej ofiarności parafian. W realizacji projektu bardzo pomogły władze miasta. Do tego czasu wydaliśmy około 2 mln złotych. Ludzie są dumni z tego kościoła, widać było ich tęsknotę, by na powrót modlić się w tej świątyni. Z końcem maja zamykamy kościół parafialny, który zostanie poddany gruntownemu remontowi. Życie liturgiczne przeniesie się do św. Zofii. Na pewno tej świątyni nie zamkniemy. Planujemy odprawiać tu Msze św., nabożeństwa, rozwijać kult patronki miasta – mówi ks. proboszcz dr Marian Chełmecki. Odnowiony kościół oddano do użytku 15 maja. Poświęcił go bp Andrzej Jeż, który najpierw przewodniczył procesji ulicami miasta, a później Mszy św. w gotyckiej świątyni. Fotogalerię z uroczystości znajdziecie na: tarnow.gosc.pl.

zbigniew.wielgosz@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama