Nowy numer 2/2021 Archiwum

Złapany za nogi

– Jest takie powiedzenie: siedź w kącie, a znajdą cię. Św. Andrzej Bobola tak sobie siedział i czekał, aż go znajdziemy – mówi ks. Józef Rosiek, proboszcz w Śnietnicy.

To wszystko, co się wydarzyło i dzieje się w Śnietnicy, jest pasmem niezwykłych wydarzeń, które biorą się z wiary w Boga i wstawiennictwa św. Andrzeja Boboli. Rok 2010 – proboszczem w Śnietnicy, małej wiosce na tzw. łemkowszczyźnie, zostaje mianowany ks. Józef Rosiek. Wie, że przychodzi tu budować kościół. W trakcie kolędy robi ankietę. W niej 330 dorosłych parafian w Śnietnicy i 139 parafian w Stawiszy, czyli 100 proc. wiernych opowiada się za budową nowego kościoła. Dziś mało kto chce budować, nawet jeśli musi. Wiadomo, koszty ogromne, a parafia liczy ledwie kilkuset wiernych. Ta jednomyślność to pierwszy cud. Bp Salaterski w Śnietnicy parę lat później mówi, że św. Andrzej Bobola może być i dziś postrzegany jako patron jedności. Parafianom jej nie brakuje.

80 lat wspólnoty

Śnietnica ze Stawiszą obchodzą właśnie 80-lecie duszpasterstwa. Kiedyś były to wioski łemkowskie. W 1938 roku władze diecezji tarnowskiej decydują, by do rodzin katolickich skierować kapłanów, którzy podejmą tu regularną posługę. Odtąd dojeżdżają tu księża z Kąclowej i Brunar. Po akcji „Wisła” pojawiają się osadnicy. – Byłam dzieckiem w latach 50. XX wieku. Modliliśmy się wtedy w cerkwi św. Dymitra. Gdy trzeba było ją remontować, to remontowaliśmy. Były różne duże inwestycje. Troszczyliśmy się o dom Boży jak należy – mówi parafianka Helena Deć. Edmund Woźniak w kościele Dymitra był chrzczony, przyjął I Komunię Świętą. Przy tym kościele w 1958 roku organizuje się formalnie parafia. Beata Beduch do Śnietnicy przychodzi w 1997 roku. – Ludzie modlą się już, po przekazaniu cerkwi grekokatolikom, w kaplicy zorganizowanej w przebudowanym garażu w budynku plebanii. Mój ślub był pierwszym w tym miejscu – wspomina. Św. Andrzej Bobola od początku towarzyszy wiernym w Stawiszy i Śnietnicy. Kroniki parafialne wspominają go już w 1938 roku. Został patronem oficjalnie także wtedy, kiedy powstała parafia, wówczas użytkująca cerkiew św. Dymitra. W niej pojawia się czczony dziś w parafii obraz świętego. – Wisiał jednak w przedsionku – opowiada Ewa Kamińska, dyrektorka miejscowej szkoły. Teraz jest w prezbiterium. – Gdy tu przyszedłem, musiałem się trochę nauczyć św. Andrzeja Boboli – przyznaje ks. Józef Rosiek, proboszcz. W krótkim czasie postać ta zrobiła w Śnietnicy oszałamiającą karierę.

Andrzej buduje

– Budowę zaczynaliśmy bez jednej złotówki – przyznaje Edmund Woźniak, parafianin. Zostały wyznaczone dla Śnietnicy parafie patronackie. – Pojechałem z pierwszym kazaniem do pierwszej patronackiej parafii. Głoszę w niedzielę kazania. Po jednej z Mszy św. przychodzi do mnie pan i mówi: „Proszę księdza, ja nie jestem stąd, nie z tej parafii. Miałem być dziś gdzie indziej, ale coś mnie tu ciągnęło. Słyszałem kazanie. Chcę księdzu pomóc”. To jest obecnie największy dobroczyńca naszej parafii. Na pierwszy rzut ofiarował mi 30 ton stali na fundamenty. Ofiarował. Wtedy pomyślałem i uwierzyłem, że św. Andrzej Bobola postawi ten kościół. To jest jego dzieło – wspomina ks. Rosiek. I wybudował. W trzy lata, bez ani jednej złotówki długu na koniec, przy stuprocentowym udziale, współpracy parafian. Takie rzeczy dziś się nie zdarzają. – Kiedyś zabrakło nam pieniędzy. Za dwa dni miałem do wypłacenia 20 tys. zobowiązań. Modliłem się do św. Andrzeja o pomysł, o podpowiedź, gdzie pójść, od kogo pożyczyć. Byłem jednak spokojny. Sobota rano. Wracam z kościoła ze Stawiszy i widzę starszego pana chodzącego koło kościoła. Okazuje się, że to ksiądz emeryt z krańca diecezji. Ja go nie znałem. Chciał przyjechać do Boboli, do Śnietnicy. Mówi, że jest czcicielem i chciałby cegiełkę dać. Kładzie pieniądze i przeprasza, że nie ma więcej. W środku równo 20 tysięcy – opowiada. – W ciągu tych 8 lat zdarzyło się dziesiątki takich przypadków – dodaje ks. Józef.

Bobolówki szesnastego

Parafianie wiedzą, że św. Andrzej budował, a oni wraz z nim i wieloma ludźmi życzliwymi tej sprawie. – Wzięliśmy się za budowę i kościół w trzy lata postawiony. Byli sponsorzy, darczyńcy, ale to wszystko dzięki św. Andrzejowi Boboli. Mówię o tym, bo my w to w parafii wierzymy – twierdzi Edmund Woźniak. Kościół został konsekrowany prawie 2 lata temu. Już wtedy przy obrazie umieszczonym tym razem w ołtarzu głównym trzeba było zawiesić skrzynki na wota, które szybko zaczęły się pojawiać. – Dzisiaj na bobolówkach 16. dnia każdego miesiąca czytamy po 100 próśb i podziękowań – mówi ks. Rosiek. Parafianie widzą, że przyjeżdżają już pielgrzymki, grupowe i indywidualne. – Na bobolwókach kościół, co prawda niewielki, ale jest pełen. Pielgrzymki przyjeżdżają z Krakowa, z Dębicy, ludzie z Nowego Sącza, prośby i podziękowania przysyłają nawet z zagranicy – zauważa Helena Deć. W Śnietnicy rośnie powoli sanktuarium św. Andrzeja Boboli. Chyba szybciej niż rosło w Strachocinie. Jesienią 2017 roku parafianie postawili figurę swego patrona na dziedzińcu. 17 czerwca 2018 roku bp Leszek Leszkiewicz poświęcił Dróżki Bobolowe, czyli kaplice ze scenami męczeństwa św. Andrzeja zestawione ze scenami męki Jezusa. Odmawia się tam bolesną część Różańca. To element rozwoju tego miejsca jako ośrodka kultu św. Andrzeja. – Jest takie powiedzenie: siedź w kącie, a znajdą cię. Św. Andrzej jest z nami długo, ciągle był z nami cicho, ale w ostatnich latach upomniał się o naszą uwagę i cześć – mówi śnietnicki kapłan.

Ma swoją cenę

Biskup Leszkiewicz poświęcił też 16 czerwca sztandar miejscowej szkoły, która także otrzymała imię św. Andrzeja Boboli. – To jest wynik głosowania społeczności. Były jeszcze propozycje Lecha Kaczyńskiego i ks. Bronisława Świeykowskiego. Ponad 90 proc. głosów było za św. Andrzejem – mówi Ewa Kamińska, dyrektor szkoły. Sama przyznaje, że osobiście wiele zawdzięcza świętemu. Podobnie jak wielu parafian, stąd tak mocne u nich przekonanie o jego przemożnym wstawiennictwie. – My się już jako szkoła św. Andrzeja złapaliśmy za jego nogi i nie puścimy – zapewnia Ewa Kamińska. Choć przywiązanie do tego świętego ma swoją cenę, o której pani Ewa sama dobrze wie. Podobnie jak wielu parafian. Dla niektórych św. Andrzej, gorliwy głosiciel Ewangelii, zamordowany bestialsko przez Kozaków, jest trochę na łemkowszczyźnie niewygodny. Jest jednak patronem jedności, wierności i gorliwości. Parafianie idą za tym krok w krok, całkiem serio traktując wzór zostawiony przez swego patrona. To także tajemnica wielu udanych przedsięwzięć. – Tu wiele rzeczy się udaje, bo ludzie są razem. Tu ludzie jeszcze żyją ze sobą, a nie obok siebie, a Andrzej Bobola, który był chwilę z boku, znów jest w centrum, z nami – dodaje dyrektor Kamińska. A skoro Bobola – to i sam Pan Bóg.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama