Nowy numer 3/2021 Archiwum

Krwawe lutowe żniwa

Zawirowanie 1846 r. w diecezji niektórzy duchowni przypłacili życiem, zdrowiem, więzieniem i szykanami.

Rok 1846 był w Galicji wyjątkowy. Gotowe było powstanie niepodległościowe, o czym pisaliśmy tydzień temu, które Austriacy – trzeba przyznać – krwawo, ale zarazem „kreatywnie” stłumili rabacją chłopską, powstaniem chłopów przeciw dziedzicom.

– Dlaczego cesarz nie zdusił powstania w zarodku? Przypuszcza się, że chciał, aby „coś” się stało, by dać sobie powód do likwidacji Wolnego Miasta Kraków – mówi historyk ks. Krzysztof Kamieński, dyrektor Archiwum Diecezjalnego. To „coś” nie przerodziło się w nic wielkiego, bo Austriacy zadbali m.in. o organizację straży chłopskich, które pilnowały dworów i miały pozwolenie aresztowania „panów”, a w chwili wybuchu powstania, eufemistycznie mówiąc, neutralizowały zmierzające na miejsca zbiórek oddziały. Włościanie dali się zmanipulować, użyć władzy w Wiedniu do swoich celów, która to władza potrafiła także skanalizować chłopskie niezadowolenie z panujących na wsi stosunków, z ciężaru pańszczyzny. Owo niezadowolenie za komuny propaganda nazywała „słusznym gniewem chłopa”.

Pięć ofiar

Ów gniew, niestety, przyniósł krwawe żniwo. Krwią spłynęły gościńce i place miast. – W czasie rabacji zginęło w diecezji kilkaset osób. W tym 5 duchownych. Kłóci się to z podawaną dotąd liczbą kilkudziesięciu duchownych wśród ofiar – przyznaje ks. Kamieński. Pierwszą śmiertelną ofiarą był wspominany tydzień temu ks. Wojciech Ciećkiewicz, proboszcz z Pleśnej. Należał do powstańców, spiskowców, mających walczyć o niepodległość. Drugim kapłanem, który zginął, był ks. Jakub Trutty, wikary z Wadowic Górnych. – O ile wiadomo, ze spiskiem nie miał nic wspólnego. Wracał z pogrzebu powozem z Przecławia. Podróżni zostali napadnięci przez chłopów. Zginęło w czasie jatki 6 osób, w tym ks. Trutty – mówi ks. Kamieński. Trzecim zamordowanym księdzem był Franciszek Gołecki, wikary z Dobrkowa. Chłopi szli rewidować plebanię. Gdy ksiądz zauważył zbliżającą się czerniawę, wziął strzelbę, którą miał dla polowań, i zaczął uciekać. Wydał na siebie wyrok w momencie, kiedy chłopi zobaczyli go uciekającego. Zatłukli go bez litości. Mówi się też, że ciężko rannego zabrali do Pilzna i tam dobili, a potem podrzucili ciało do Dobrkowa. Księdza Gołeckiego upamiętnia kapliczka na rynku w Pilźnie. Czwartą zamordowaną osobą duchowną był franciszkanin Rafał Ślusarczyk z Zakliczyna. – To był kwestarz. Rabanci zamordowali go gdzieś prawdopodobnie w Wojniczu bądź koło Wojnicza, a w Zakliczynie przy klasztorze ma dziś także kapliczkę – informuje ks. Krzysztof Kamieński. Piątą śmiertelną ofiarą rabacji wśród duchownych w diecezji był bazylianin Konstanty Kuźmicki. Przebywał na dworze u Konopków w Nagoszynie. Gdy napastnicy dostali się do dworu, zamordowali również i jego.

Politycznie podejrzani

Około 50 księży w wyniku splotu wypadków zaaresztowano. – Niektórych, spośród tych, których do cyrkułów przywozili chłopi, wypuszczono szybko, ale niektórzy spędzili w więzieniach lata, bez wyraźnego powodu – zauważa ks. Kamieński. Biskup Wojtarowicz zrobił listę księży zaangażowanych w roku 1846. Nazwał ją listą księży „politycznie podejrzanych”. Zanotował także sankcje, które ich dosięgły. Księża Chełmecki i Serwatowski zostali wydaleni do innych prowincji. Sześciu księży było „badanych” we Lwowie. – Cała szóstka właściwie wróciła dopiero z tego więzienia po 2 latach, w 1848 roku, jak np. ks. Jan Makuch, który dwa lata był poddawany śledztwu, a wyszedł – jak inni – z powodu amnestii – mówi ks. Krzysztof. 20 kapłanów zostało poddanych dozorowi, co często oznaczało, że zostali oni wysłani do klasztorów. – Nawet jeśli wrócili potem na parafie, to często w razie jakichkolwiek spraw byli dla władz austriackich pierwszymi podejrzanymi – dodaje dyrektor AD. Księża po wypadkach 1846 r. należeli do grupy represjonowanej przez władze, od której na co dzień byli zależni i której byli poplecznikami. – Dość masowe negatywne konsekwencje roku 1846 rodziły w duchowieństwie w diecezji pewną niechęć do zwierzchności wiedeńskiej – mówi ks. Kamieński. Co za tym idzie coraz chętniej i odważniej patrzyli w stronę podnoszonego sztandaru z białym orłem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama